czwartek, 3 września 2020

Półtoraki z mojej szafki #1

Witam

Zdaję sobie sprawę, że nieco zmniejszyła się częstotliwość wpisów. Jest to spowodowane m.in. brakiem czasu oraz - nie ukrywam - że to co chciałem napisać to w dużej części już zostało opublikowane. Oczywiście nie znaczy to, że blog będzie martwy :D Co to to nie! Jest jeszcze sporo do omówienia ale, patrzcie punkt pierwszy - czas :( To nie są tematy na "jedno posiedzenie" a często jak coś zaczynam i odkładam w czasie to: a) nie zawsze pamiętam co i jak chciałem ująć, b) [wiąże się też z a)] zazwyczaj kasuję post i tworzę go od nowa, c) często przerywam w 1/4 czy połowie bo muszę robić to, tamto czy siamto. 

Kiedyś na swoim fanpejdżu Adam zapoczątkował cykl "półtoraków tygodnia". Wbrew nazwie nowe monety pojawiały się zupełnie losowo. Nie będę mu kradł nazwy ale sama idea nie jest przecież nowa. Ja nie daję żadnej gwarancji (nawet w nazwie) z jaką częstotliwością będę prezentował moje monetki. Plus (jeśli ktoś zechce to tak traktować) jest taki, że to moje monety, bo w swoich wpisach posiłkuję się zdjęciami zarówno własnymi jak i z internetu. 

Tak więc nie przedłużając pierwszy półtorak w tej serii:


Mennica oczywiście bydgoska, pierwszy rok bicia półtoraków. Na awersie widzimy "koniczynkę" czy też ozdobnik w postaci trójlistka charakterystyczny przede wszystkim dla pierwszego rocznika. Podejrzewam, że monety z tym typem ozdobnika są jednymi z pierwszych, które bito po "orłach", gdyż ten sam ozdobnik znajduje się na godzinie 12-tej awersu monet z orłami z '3'. Temat zresztą na osobny wpis... ech :)

Niestety sama moneta urodą nie grzeszy. Za to tym co zwraca na siebie uwagę - a przynajmniej powinno - to jabłko i data. Na stronie 15 katalogu półtoraków Góreckiego (wydanie 2019) pod kluczem JB3 (data u góry) znajdziemy to własnie jabłko:


"Klucz" oraz sam obrazek powyżej wskazują, że ten typ jabłka występował w półtorakach, gdzie data była "wpisana" w otok legendy. Tyczy się to też odmian z pełną datą: 16 (krzyż) 14, które są nieporównywalnie rzadsze od tych ze skróconą.

Tutaj zaś mamy je w połączeniu z datą "opuszczoną" tak, że cyfry niemal "stoją" na jabłku. Takie ułożenie daty też jest pospolite w półtorakach z orłami a także występuje nawet z tarczą 5-polową (B.14.3.r) - jednak z innym jabłkiem. Mój egzemplarz jest jednym z trzech jakie znam. Inny kiedyś poszedł na aukcji WCN a zdjęcie trzeciego nie pamiętam już skąd mam. 

Nie są też opisane w katalogu, ponieważ należy traktować je jako wariant a nie odmianę

To tyle. Jak znajdę czas to pojawi się kolejny wpis. 

Do zobaczenia.

sobota, 29 sierpnia 2020

SIGI, POL, MDL... błąd czy nie błąd?

Znów wakacyjnie, tym razem tuż przy końcówce. Nie powiem, żeby mój urlop w tym roku był wyjątkowo udany, niestety nie pojechałem na Teneryfę... zresztą nigdy tam nie jeździłem ;) 

Za to odwiedziłem znów nasze polskie góry, które i tak są wyjątkowo urokliwe.

Kto pierwszy zgadnie gdzie to zdjęcie było robione pomyślę o jakieś nagrodzie :)
Kto pierwszy zgadnie gdzie to zdjęcie było robione (nazwa szczytu) pomyślę o jakieś nagrodzie :)


Wracając z urlopu chcąc nie chcąc myślałem o tym czy coś w czasie mojej nieobecności (tak jestem świadomy takiego wynalazku jak internet bezprzewodowy ale jednak tam gdzie się zaszyłem z dostępem do sieci był wielki problem; a zresztą byłem na urlopie!) nie przeleciało mi koło nosa. Jak się okazało nic spektakularnego nie wypłynęło na rynku, zaś małe zaskoczenie przeżyłem przeglądając aktualne aukcje. 

Na allegro z trochę ponad 200 pozycji zrobiło się prawie 500, na onebid ponad setka, na numimarkecie też trochę zawitało. No i oczywiście pojawiło się tam moje ulubione hasło sprzedających:

"1626 SIGI BŁĄD"


Nie wiem już jak wyróżnić, podkreślić, uwypuklić, naznaczyć, poinformować, zakomunikować, obwieścić, zorientować, zasygnalizować, donieść, oświecić, przebąknąć, ... ufff brakło mi synonimów... że do jasnej cholery to nie jest BŁĄD!!!

O ile w dacie 1621, 1622 to jest (nazwijmy to roboczo) błąd, to dla daty 1626 mamy DWIE ODMIANY półtoraków różniące się jak np. grosze Batorego z 1579 roku z mennicy olkuskiej i gdańskiej:




U góry Olkusz, na dole Gdańsk gdyby ktoś miał wątpliwości. Oba są podobne ale jednak się różnią. Podobnie jak omawiane półtoraki:


Czy jest możliwe, żeby powyższe półtoraki wyprodukował jeden zakład? Wydaje mi się to wątpliwe. To, że Kopicki i Gumowski podali, że to mennica Bygdoską NIC NIE ZNACZY! Oni popełnili sporo błędów, zwłaszcza jeśli chodzi o półtoraki (jak z innymi nominałami nie wiem).
Spytacie dlaczego? Po pierwsze oni byli zajęci innymi ciekawszymi (nie przeczę) nominałami. Sam bym pewnie na półtoraki nie patrzył więcej niż to konieczne jak wokoło rozpościerałyby się półtary, talary, piedfordy, dukat, portugały... I oni klepnęli, że w roku 1626 "normą" jest SIGIS więc wszyscy jak kury za kogutem powtarzają SIGIS! SIGIS! SIGIS! Kokoko! 
Spójrzcie na te dwie monety. Ile widzicie w nich podobieństwa poza stałymi elementami? Jabłka panowania? Półkozic? Orły, Pogoń, Snopek w tarczy, czy też korona nad nią? Czcionka? Wszystko jest różne. Owszem stanowi to jedną całość ale nie ma tu wspólnego elementu o jakim np. mówiłem przy półtorakach "krakowsko-bydgoskich".
Zresztą zarówno katalog Góreckiego jak i Nieczytajły ROZRÓŻNIĄ te dwie emisje na:
- półtoraki z 1626 z Półkozicem w 'ozdobnej' tarczy
- półtoraki z 1626 z Półkozicem w 'okrągłej' tarczy
Co prawda Górecki powołuje się na egzemplarz z 'SIGI' z 'okrągłą' ale nie podaje jego zdjęcia. 

Wniosek jest taki: jak coś sprzedajesz to warto by się na tym choć trochę znać a nie powtarzać za innymi, że to błąd. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to fajny wabik na klientów, bo tam gdzie jest błąd to i popyt rośnie (patrząc np. na drugie zdjęcie w moim wpisie*). * - dla usprawiedliwienia tego domu aukcyjnego napiszę, że wystawione monety ma/miał w naprawdę wyśmienitych stanach więc zakup tej monety w tej cenie uważam za usprawiedliwiony. Ale chyba też większość z nas kojarzy pewnego sprzedawcę a allegro, który co tydzień wystawia kolejne "błędy" SIGI z lat 1621, 1622 i 1626? Niemal hurtownia błędów...

Czyżby nasi przodkowie nie mieli nic innego do roboty tylko mylić się podczas pracy nad stemplami kolejnych monet? Chyba tak, skoro kolejni kupujący dają się na to nabrać. 

Miałem tutaj zrobić małe zestawienie tego co jest "normą" a co jest wyjątkiem w danych rocznikach. Ale stwierdziłem, że:
- to będzie praca wtórna - wszak autorzy katalogów już to zrobili
- skoro i tak znajdują się "łowcy błędów" to i tak sobie dodadzą nowy egzemplarz do kolekcji, co będę im przeszkadzał w połowach.

Żeby nie było, że tytuł jest nieadekwatny do treści. POL mamy często w latach 1614, 1615,1616, 1617.... w tych latach pojawia się też POLO (oczywiście nie zawsze :P) i nie jest to coś nadzwyczajnego. Podobnie z SIGI/SIGIS w 1614 ale SIGIS w 1615 to już rzadkość (pomijając półtoraki 'pseudokrakowskie' - wspominałem o tym). PMD w 1615 czy 1616 jak i 1617 to norma ale w 1618, 1619 czy dalej to rarytas. Etc, etc... 

Miałem nic nie pisać ale małe co nieco nie zawadzi :P 

Przejrzyjcie swoje roczniki. Zwróćcie uwagę na odmiany napisowe/stylistyczne(zwłaszcza dla roczników 1614/1615 oraz 1626/1627). 

Do następnego wpisu (może uda się rozwiązać pewną zagwozdkę półtorakową?).

piątek, 7 sierpnia 2020

Wakacyjne przemyślenia, czyli jak nie będę robił konkurencji Niemczykowi czy GNDM i jedna ciekawostka

Witam

Dziś krótko bo wakacyjnie. Po pierwsze chciałbym podziękować wszystkim, którzy brali udział w aukcji firmy NUMIS POLAND 22 lipca i nabyli moje dublety. Mam nadzieję, że zakupy będą cieszyć  nabywców długo :) Co do wyników cenowych - przyznam byłem w większości zdziwiony na "+" i raz czy dwa na "-". Czyżby wszyscy mieli półtoraka z 1622 z legendą SIGI (bez S) i PMD (bez L), że nikt nie bił się o R8/F4? :) No ale przynajmniej wiem do kogo trafił, czyli wszystko zostaje w "rodzinie" ;) 

Powyższa aukcja, nie powiem, sprawiła, że przez chwilę zacząłem się zastanawiać czy nie spróbować by swoich sił i nie zacząć "bawić" się w handlarza. Snuła się za mną ta myśl ale jako, że jestem człowiekiem racjonalnym w końcu ją odrzuciłem. Dlaczego?

* Zysk. Jest to główny efekt, który jest przyczyną całego systemu napędzającego wszystkich nas. Wiadomo po pierwsze aby zarabiać, podkreślam ZARABIAĆ - czyli np. rzucić moją obecną pracę (a właściwie dwie) i zająć się tym na serio bo w tak zwanym wolnym czasie po prostu nie dałbym rady. Jeśli traktować to jako "hobby" to nawet ok, ale przynajmniej u mnie zaczęłyby się kłopoty w stylu motta GNDM:

W moim przypadku brzmiałoby to tak samo ale ze względu, że nie zacząłbym handlować nagle np. markami niemieckimi albo Rosją z XIX wieku bo zwyczajnie się na tych okresach nie znam. Oczywiście mógłbym się posiłkować archiwami/katalogami etc. ale to trwa, czyli patrz wyżej - czas.

* Dalej trzymając się motta GNDM - skoro mam jakieś walory, które potencjalnie sprzedam muszę się na tym znać i wiedzieć, że są ludzie, którzy są w stanie zapłacić o wiele więcej niż ja zapłaciłem za daną monetę. Wystawiając moje monety byłem prawie pewien np. co do 1615 z kropką i 1617 SIGI 3 DD, że mają szansę sprzedać się o wiele drożej niż je kupiłem. Bo kupiłem je - przyznaję - albo przypadkiem albo po niskiej cenie. Resztę kupowałem jako kolekcjoner i nie za bardzo liczyłem się z ostateczną kwota jaką przyjdzie mi zapłacić. 100-150-300 złotych? Ja CHCĘ tę monetę i nie interesuje mnie ile za nią dam :D Oczywiście zdarzają się podobni mnie "szaleńcy", którzy mnie czasem przebijają ale cóż... życie. Jednak zdrowy rozsądek gdzieś tam czuwa i wiadomo, że nie dam limitu np. 6000 złotych... :) Bo ktoś da 3500 i bym musiał bulić za czyjąś ułańską fantazję :P Inwestor tak nie myśli. Inwersor kalkuluje po ile opłaci mu się kupić daną monetę i za ile może ona się sprzedać. Jeśli różnica jest odpowiednio wysoka i uda mu się ją kupić po zakładanej kwocie jest ok. Oczywiście często przeszkadzają mu w tym tacy maniacy jak ja :D

Skoro już mamy daną monetę należałoby ją sprzedać. Ale w moim przypadku zaczęłyby się problemy natury "moralnej": hmm w końcu to rzadki szóstak... a może go tak zachować dla siebie? Wiecie o co chodzi :P Syndrom zbieracza. Niestety u mnie jest bardzo silnie rozwinięty dlatego na minioną aukcję poszło TYLKO to co niezbędne. Dlatego np. półtoraki różniące się wariantami interpunkcyjnymi czy innymi "nieistotnymi" różnicami nadal grzeją u mnie miejsce... Te rzadkie co poszły na handel na szczęście były z tego samego stempla więc dylemat był czysto "estetyczny".

Tak więc to byłby drugi poważny problem.

* Trzeci to tak zwane chęci. Jak to niektóre osoby mówiły - rób to co lubisz a nie przepracujesz ani jednego dnia swojego życia - musiały mieć naprawdę słabe wymagania życiowe ;P Ja doskonale wiem co chcę robić. Ale np. chodzenie po górach, leniuchowanie na hamaku w cieniu drzewa z książką w ręce, picie kraftowego piwa czy jazda samochodem (ekhm... tu raczej ja dokładam do "interesu"... mandaty) raczej nie plasuje się w tym co można nazwać "pracą". Oczywiście jako przewodnik górski, Tomasz Kopyra... leżenie na hamaku... (kojarzy mi się tylko z "modelkami" z Instagrama a taką wogólę się nie czuję :P) czy też kierowca w Dakarze zapewne mógłbym zarabiać... ale niestety nie trafiłem w życiu. Z reguły jak coś MUSZĘ zrobić jest to dla mnie o wiele bardziej męczące niż to co MOGĘ zrobić. MUSZĘ porąbać 2 kubiki drewna. Już widzę to oczami duszy: "O rany... teraz jest zimno... jak mi się nie chce... itd." Natomiast gdy mam chęć to porąbałbym to w krótkich majtach na mrozie, bo to #zdrowie, #krzepa i #świetnazabawanaświeżympowietrzu plus mam czym palić w kominku wieczorem. A poza tym zrobiłem to sam! Niektórzy nazwą to motywacją. Ja mam wystarczającą motywację żeby wstać do pracy (którą generalnie lubię) bo wiem, ze co miesiąc będę mógł wygospodarować sobie budżet na to co lubię. 

* Ryzyko - ot choćby zginięcie przesyłki. Słyszy się o tym. Niedawno miałem "przygodę" z przesyłką, którą kurier wsadził mi pod wycieraczkę. Zgłosiłem sprawę do firmy, bo ponoć była ona odebrana a nikogo nie było w domu. Jeszcze tego samego dnia młody chłopak, który robił wtedy za kuriera wieczorem po interwencji praktycznie na moich oczach wyjął ją spod mojej wycieraczki... No ręce czasem opadają. Przez ponad 24 godziny deptałem po monecie ja, żona, córka, pies... Jakby "straciła" się przesyłka "na handel" to sporo musiałbym się nabiegać, żeby przynajmniej wyjść na zero a co dopiero na plus. To samo zresztą tyczy się sprzedaży - nigdy nie ma się pewności, że dany walor uda się sprzedać z zyskiem. Można to wykluczyć wystawiając monety po cenach startowych, które nas już zadowalają a im wyżej tym lepiej ale nie zawsze da się tak je ustawić. 

Inne, których nie chce mi się już opisywać. To ja już wolę pracować 6 dni w tygodniu, mieć dodatki, grusze i inne jabłka i nie przejmować się tym, że ktoś nie zapłacił mi jeszcze za 3 monety a ktoś inny pisze 5 maila, że moneta inaczej wyglądała na zdjęciach etc. :D 

Tak więc panowie Niemczyk, Marciniak i inni możecie spać spokojnie, nie będę robił Wam konkurencji... narazie :P 

Dla tych co przebrnęli przez moje wypociny obiecany bonusik. Nienotowany wcześniej półtorak z 1620 z ciekawym błędem: odwróconym D na awersie:

sobota, 18 lipca 2020

Kolejny półtorak z 1612...?

Sezon ogórkowy trwa... ale czy na pewno ogórkowy? Możliwe, że lekkie zwolnienie, by za kilka dni ruszyć ostro z kopyta :) Ktoś chętny np. na półtoraka bez herbu Wazów? Albo na 1622 z SIGI i PMD? 1617 z błędem SIGI 3 DD też za częsty nie jest... Nie mówiąc o innych półtorakach. 

No dobrze nie była to aż taka posucha. Z ciekawszych monet zanotowałem aż dwie (!!!) odmiany bardzo rzadkiego orła Z4. Tu ten ładniejszy:

Dlaczego taki rzadki? Chodzi oczywiście, oprócz naprawdę fajnego stanu zachowania o podwójny napis POLO zarówno na rewersie, co raczej nie dziwi ale również na awersie! Również przy całkowitym pominięciu MDL (Wielki Książę Litewski). Liczbę (niezbyt wielką) egzemplarzy z POLO na awersie oprócz wyżej wymienionego zasilają również te, które na rewersie mają legendę: RE POLO i REG POL.
Jeśli chodzi o rzadkość to katalog Goreckiego daje im F4 (w 4-stopniowej skali) zaś Nieczytajło R6, oprócz powyższej odmiany (REX POLO/REG POLO), która ma tam R4. Jest to o tyle dla mnie dziwne, bo panowie z Ukrainy nawet swojego zdjęcia nie dali tylko "pożyczyli" od Adama... No cóż, nie wnikam, ale swoje przemyślenia mam. 

No dobra teraz czas na tytułowy 1612 rok. 
Oczywiście już raz o tym pisałem i nawet ten cudak wypłynął raz jeszcze, czyli albo tamta cena końcowa była efektem pompowania z lewych kont i przez przypadek się "wylicytowało" własną monetkę jak nikt nie przebił albo "szczęśliwy" nabywca przejrzawszy na oczy postanowił się pozbyć monetki... teraz nawet nie wiem na jakiej kwocie stanęło. Miałem inne ważniejsze rzeczy na głowie...
Ale ten rok jest chyba jakiś wyjątkowy - nie słyszałem o "półkortach" z np. 1613 roku - ponieważ tym razem WCN wystawiło takowego na sprzedaż. Uwaga - z mennicy w Elblągu, czyli kiedy już tam dawno bili Szwedzi. 
Monetka sprzedała się za sporą kwotę 880 złotych + opłaty. Sporo, naprawdę sporo... jak za najprawdopodobniej efekt uszkodzenia stempla. Co jak co można im zarzucić ale zdjęcia robią bardzo dobre. Tutaj nawet nie bawiłem się w jakąś szczegółową analizę bo zarówno ja jak i inni spece od półtoraków mieli podobne zdanie. No ale, żeby nie było, mam na szybko sklecone porównanie:

Troszkę mi się rozjechało przy końcowej edycji ale generalnie widać, że 1 jest inna a raczej jeśli miała to być "pomyłka" to nie posądzam mincerza o zrobienie nowej puncy z cyfrą...

wtorek, 7 lipca 2020

Naprawdę-Rzadkie-Monety-Na-Sprzedaż (autoreklama) + ciekawostka

Zapowiadałem ostatnio bez szczegółów teraz już mogę powiedzieć, że nadchodzi:
Za kilkanaście dni wyprzedaż części mojej i Adama kolekcji. Nie chcę wyjść na rekina biznesu, z których tak często się naśmiewam tu i na forum TPZN ale z ręką na sercu kilka pozycji pojawia się na onebid po raz pierwszy:
- 1615 z kropką zamiast Snopka Wazów - opisywany np. TU.
- 1617 z błędem w tytulaturze: SIGI 3 DD - opisywany np. TU.
- 1622 ze skróconą legendą na awersie SIGI + PMD
- inne jak np. POL z 1619 roku, czy półtorak hetmański też do popularnych nie należą.

Porządki w kolekcji spowodowane są pewnym zastojem w półtorakach. Zresztą nie samymi półtorakami człowiek żyje... czasem odskocznia na jakiś inny nominał innego władcy dobrze zrobi, żeby nie znudzić się kolekcjonowaniem. Oczywiście nie porzucam półtoraków ;)

Teraz ciekawostka. Osoby, które kupiły najnowszą wersję katalogu (z 2020 roku) i wnikliwi czytelnicy forum TPZN już ją znają. W kandydaturze na najnudniejszy rocznik półtoraków przez chwilę miałem ochotę go nominować ale ostatecznie odpuściłem - Bydgoszcz 1617. Zresztą w mojej przygodzie akurat dosyć szybko kupiłem rzadszą wersję z Sasem bez tarczy a ta z tarczą nie była żadnym wyzwaniem. I przez dosyć długi czas te dwie monetki stanowiły trzon jeśli chodzi o rok 1617 z Bydgoszczy. Tylko dwie monety. Oczywiście im bardziej się zagłębiałem to wyłapywałem drobne warianty - korony, jabłka, z rzadka odmiana napisowa (SIGIS/SIGI), korony na orzełkach... Jakiś czas temu za to wypatrzyłem to:

Co my tu mamy? Rewers - norma. Awers - SIGI I... DG? Moment. A gdzie trójka? Historia zna przypadki, gdzie Zygmunt był tylko Zygmuntem a nie Zygmuntem III jak w roku 1619. Ale tutaj nie dość, że mamy jednego byka to jeszcze ktoś "przeciągnął" I - SIGII. Coś jak SIG II - Zygmunt II.
No dobrze a teraz koniec wygłupów. Jest to oczywiście przebitka, czyli ktoś się pomylił i nabił na to samo miejsce później prawidłową puncę. W datach już o tym wspominałem (końcówka wpisu), rzadziej zdarza się to w legendzie. Tutaj zapewne na drugie I nabita została trójka, lecz jest słabo widoczna. Jednak obecność "ogonka" w lewej, górnej części "drugiego I" zdradza jej obecność:

Akurat stan monety w omawianym fragmencie jest gorszy ale i tak jest to widoczne.
Niedługo postaram się dokończyć wpis odnośnie elementu jaki często jest pomijany w półtorakach :) 

czwartek, 25 czerwca 2020

Dźwięk

Półtoraki jak wiadomo są srebrne. Nie jest to srebro wysokiej próby bo nie o to chodziło w momencie ich wprowadzenia na rynek ale jest. A jednym z kryteriów w rozpoznawaniu srebrnych monet jest tzw. dźwięk. Konkretnie odgłos jaki wydaje metal - srebro - gdy upuścimy monetę z kilku centymetrów na twarde podłoże np. stół. Jeśli macie pod ręką np. współczesny bilon możecie potrenować na nim a potem możecie spróbować na półtorakach. Nie obawiajcie się, nie wyrządzicie tym monetom szkody, no chyba, że posiadacie jakiś nadłamany egzemplarz, który trzyma się w całości na słowo honoru. Ten i tak najprawdopodobniej będzie "głuchy". 
Jeśli potrenowaliście na współczesnych złotówkach i na półtorakach to na pewno usłyszeliście różnicę w dźwięku. Zapewne same półtoraki stanowią niejednorodną grupę jeśli chodzi o wydawany odgłos. Zdarzają się zapewne piękne, rezonujące odgłosy - u mnie zazwyczaj są to wczesne lata ich bicia, gdzie miały więcej srebra, inne mogą nie dawać aż tak "czystych" dźwięków (ostatnie lata emisji) a niektóre mogą być niemal zupełnie głuche. Te ostatnie nie muszą być oczywiście fałszywe ;) Za brak charakterystycznego odgłosu może być odpowiedzialna np. wewnętrzna korozja albo jak już wspomniałem np. uszkodzenie mechaniczne w postacie zgięcia bądź pęknięcia krążka. Jednak nie jest to reguła bo mam nadłamane/zgięte monety, które całkiem miło brzęczą.

Powyżej półtorak z pęknięciem - przez to jest głuchy. Dźwiękiem niczym nie różni się od upadającej 5-groszówki z 2008 roku. Odpowiedzialne za to jest właśnie pęknięcie, które zaznaczyłem strzałkami. Zresztą jest to jedna z pierwszych monet z hakami jakie kupiłem i o ile dobrze pamiętam na Numimarkecie była błędnie opisana jako Kraków 1618. Wówczas dałem się na to nabrać ale już po przyjściu monety i porównaniu jej z katalogiem wyszło, że to nie 1618 tylko 1616. Błędy młodości ale jak widać moneta nadal jest ze mną bo pomimo nienajlepszego stanu jakoś nie śpieszyło mi się z zamienieniem jej na lepszy model.

Fajny film (z dźwiękiem :) nakręcił GNDM więc zapraszam do obejrzenia:

PS
Niedługo część z moich monet pójdzie pod młotek ale szczegóły wkrótce.

sobota, 6 czerwca 2020

Przegląd aukcyjny #3

Trzeci z kolei odcinek przeglądu aukcyjnego.

Na początek coś z górnej półki. Cenowej oczywiście też bo chyba nikt nie liczył, że tanio pójdzie.
Wilno 1620:
fot. WCN
Jak to by powiedziała moja żona: "Ale brzydki". Na szczęście to nie ona jest odpowiedzialna za rozwój mojej kolekcji, więc gdybym miał taką możliwość monetka również by ją zasiliła. Niestety końcowa cena na poziomie równych 5000 złotych (+ młotkowe) sprawiła, że jak wiele innych monet jest w <szufladzie> opisanej jako "Może kiedyś...". I jak okazuje się jest to w sumie bardzo ważne, żeby mieć bodziec w swoim szaleństwie :)
Swoją drogą podejrzewam, że szczęśliwy nabywca może pokusić się o wyczyszczenie tego półtoraczka, bo moneta pod warstwą brudu jest śliczna. Znane są już takie przypadki:
Moneta sprzedana na 18 aukcji u Niemczyka a później już "odrestaurowana" na 8 aukcji GNDM.  Trzeba przyznać ładnie zostało to usunięte. Chętnie poznałbym szczegóły takowego zabiegu bo mam kilka monet, których nie liczę, że wymienię na ładniejsze a nie chciałbym uszkodzić czyszczeniem - więc są jakie są. Swoją drogą to chyba jedna z najbardziej spektakularnych wtop cenowych jeśli chodzi o półtoraki. Strata na poziomie ~2000 złotych na jednej monecie nie była chyba przyjemna. 

Żeby nie było na 74 aukcji WCN zawitały też inne półtoraki:

Dalej mamy kilka ciekawostek z allegro. Przechodzimy od razu do nowego wariantu jabłka dla 1616 (nie znajdziecie tego w katalogach na tę chwilę :)

Po lewej Bydgoszcz 1616 w słabym stanie lecz z nietypowym jak na ten rocznik jabłkiem. Po prawej widzimy 4 podstawowe typy jabłek panowania z krzyżami, wymienione w katalogu półtorakówz 2019 r. Przerywniki wewnątrz ramienia krzyża nie występują w żadnym powyższym, więc jakiś tam "nowy" wariant jest :)

Kolejna ciekawostka to pojawienie się trzeciej mi znanej (ale nie odnotowanej w katalogu Adama) monetki z nietypową koroną dla pierwszego roku emisji półtoraków w Bydgoszczy:
fot. IgorMDL
Mała, podobna do tej stosowanej w półtorakach z hakami korona. Co ciekawe w bydgoskich 1615 również ona występuje. Czy jest to ta sama korona co w półtorakach z hakami? Ciężko stwierdzić, w ogólnym zarysie jest niemal identyczna, różnice występują tylko w dolnej części (inna regularność/wielkość kropek podstawy):
Podobieństwo jest ale na ostateczny werdykt jednak trzeba będzie poczekać, być może w nieskończoność. Bo czy nie mógł to np. być ten sam pracownik, który już w 1614 przeszedł z mennicy "hakowej" - domyślnie krakowskiej - do bydgoskiej? Styl podobny ale jednak różnice są zauważalne. Ot, gdybanie.
U tego samego sprzedawcy w niedługim odstępie czasu pojawiły się też dwie, bardzo rzadkie monety ze zdawałoby się popularnego rocznika:
fot. IgorMDL
Powyżej ta ładniejsza (i tańsza). Ta odmiana u Kopickiego dostała R1 (ciekawe gdzie pan Edmund się ich tyle naoglądał?), u Nieczytajły R6 a u Góreckiego F4. Generalnie liczba znanych mi zdjęć tej monety wynosi aktualnie 5 sztuk. Wspominałem może, że pierwszą odmianę dziś omawianą - Wilno 1620 - mam zarchiwizowaną w ilości 4 sztuk? Oczywiście wersje bez perełkowej otoczki na awersie, bo tak to byłoby grubo ponad 10 :). O unikalności tej odmiany świadczy tu oczywiście tarcza herbowa w postaci kartuszu. Specjalnie nie użyłem słowa "ozdobna" bo o ozdobne tarcze to się można potknąć już od 1618 z małymi przerwani (1619 - totalny brak, 1620 - j/w. i 1621 - już więcej ale nadal b. mało) do 1627.
Co ciekawe ów 'kartusz' jest identyczny jak te występujące na ortach bydgoskich głównie z 1621 roku. Poniżej zestawienie tarcz w półtorakach (u góry) od lewej prosta, potem ozdobna i na koniec nasz dzisiejszy bohater. Na dole zaś odpowiedniki (oprócz oczywiście tarczy prostej) w ortach:



No dobrze. Jak nacieszyliśmy się ciekawostkami przechodzimy dalej. To znaczy nie są to żadne ciekawostki a bardziej żmudna "konieczność". Bo skoro mam być obiektywny to wypada wspomnieć o czymś tak liczącym się jak ostatnia aukcja WDA. Ogólnie rewelacji brak, bo nie można traktować jako rewelacji trochę rzadszej monety opisanej jako R4 nawet z MS61, które wygląda jak nowe auto z całym porysowanym bokiem. "(Facet) Spójrz kochanie co kupiłem! 3-letni Volkswagen Passat! (Kobieta) Ojej, jest uszkodzony. (F) Nie, kochanie! Taki wyszedł z salonu. Jest prawdziwym autem z oryginalnym lakierem! (K) Ale jest porysowany i wygląda brzydko. (M) Zamilcz, wziąłem go na kredyt. Za 5 lat go spłacimy... (K) ..." I proszę sobie przypomnieć co napisałem o Wilnie 1620 - wziąłbym go gdybym miał więcej pieniędzy niż jego nabywca (cenę przewidywałem, więc nawet nie rejestrowałem się na aukcję WCN) zaś tego 1617 - nie. Nie rozwodząc się i nie wnikając w konkretne monety okazuje się, że WDA dysponując fachową literaturą najzwyczajniej w świecie otwiera ją i wynajduje najwyższe "eRki" i takowe przypisuje, nawet jeśli te stopnie nie są stricte eRkami. Raz mamy Kopickiego (oczywiście "aktualna" wersja za 1995 roku), inny raz Nieczytajłę, a od wielkiego święta pojawi się katalog Góreckiego! Jak ktoś jest zainteresowany to znajdzie odpowiedni wątek na tpzn. Jak będzie działać ;)

Dobra przechodząc do czegoś na co warto zwrócić uwagę (staram się dawkować napięcie - przed chwilą byliśmy świadkami jego znaczącego spadku) dosłownie wszyscy chyba mają w pamięci ostatnią 11 aukcję GNDM. A właściwie część "półtorakową" tej aukcji bo jeszcze trwa :)

Półtoraków (jako pozycji) z całej aukcji było 19 sztuk z czego ciekawostki można było policzyć na palcach jednej ręki. Ale za to były to prawdziwe ciekawostki. Najciekawsza to przede wszystkim (a jakże) półtorak litewski - tym razem 1619. Ale za to jaki!
fot. GNDM

Te monety mają taką "urodę" - najprawdopodobniej było to spowodowane jakimś defektem technologicznym. O monetach z tej mennicy wspominałem zresztą już kiedyś. Sztuka bardzo ładna pomijając "ścięcie" w godzinie 12-1, ale to drobiazg. Nieźle też ktoś na niej zarobił, bo na Violity na początku roku sprzedała się za jakieś 1800 złotych. Kolejne R7 - proszę zauważyć, że mamy podane 4 pozycje literaturowe. Ktoś zaraz powie, że faworyzuję GNDM... i będzie miał rację, bo oni przynajmniej bazują na najnowszej literaturze. Serio - poważne jest podchodzenie do kolekcjonera z literaturą w miarę najnowszą - a nie antykami w stylu opracowanie Kopickiego z 1995 roku. Ktoś inny zaś powie - to prywatna sprawa domu aukcyjnego z jakiej korzysta literatury, nikt nie zmusza Cię do kupna tej-czy-tej monety. No niby nie ale z doświadczenia wiem, że odpowiednia zanęta potrafi czasem zdziałać cuda. No ale kolejna pozycja - też R7 - to słynny rocznik 1611, który poszedł za cenę "przyzwoitą". Na ten temat w sumie też wszystko zostało powiedziane. Dalej mamy ciekawego falsa:
fot. GNDM
Technologia wykonania może sugerować falsa z epoki ale nie sądzę, żeby dla współczesnych metod była to wielka trudność. Mimo wszystko fajna ciekawostka. Nie zawitał do moich rąk, choć "2" trwała długo zanim pojawiła się czerwona 3 i "the end". Jakoś nie chciało mi się dalej o niego walczyć. Ale wiem, że trafia w dobre ręce.
Nie przedłużając inne to m.in. 1625 i romby jako interpunkcja - fakt nie mam takich ale czy musiałbym? Może kiedyś? Jednak cena 460 złotych za odmienną interpunkcję skutecznie studzi mój zapał.
Kolekcjonerzy cyferek oczywiście odpowiednio zapłacili za MSy popularsów, za to wielkie mnie zdziwienie bierze kto wywalił 200 złotych (+ młotkowe) na najnudniejszy 1624 rocznik w dodatku źle wybity i pogięty??????? Zdjęcia nie daję bo szkoda mi miejsca na blogu a w tym przypadku GNDM trochę "popłynął" z tą "emisją hetmańską" co prawda z dodanym znakiem zapytania na końcu. Ludzie... To już "sensownie" wygląda 350 zł za 1625 MON"F", który jest oczywistym do bólu uszkodzeniem stempla na - owszem- ładnej monecie.

Z "kronikarskiego" obowiązku zapowiadam, ze jeszcze za kilka dni odbędzie się 5 aukcja firmy "Stare Monety", gdzie oferowane będą całkiem przyjemne roczniki 1614 i 1615 + jeden lot. Nic nadzwyczajnego jeśli chodzi o ciekawostki ale monety całkiem. Ja jednak nie będę brał udziału.

No dobrze, koniec - jakoś obszerny się zrobił ten przegląd aukcyjny. 

Koniec wakacji

Ach, sezon urlopowy, oderwanie od codziennego kołowrotu, ciepła pogoda, nocne słuchanie świerszczy, wycieczki... Właśnie to się skończyło. J...