Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fałszerstwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fałszerstwa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 czerwca 2023

Półtorakogrosze

Mała aktualizacja na dole.

Znów zakręcimy się przy fałszerstwach w wykorzystaniem oryginalnych monet... tylko fałszerstwach z epoki. 


Jakiś czas temu pokrótce wspominałem o fałszerstwach z epoki. Na końcu przytoczyłem informację, że:

Znamy za to historię z Cieszyna, gdzie ponoć krakowskie grosze były przekuwane na półtoraki. Przykład cieszyńskiego półtoraka, na którym pod popiersiem Adama Wacława widać pierwotny stempel starszej legendy „SIGIII... DGREXPOLM.D.L", a więc oznaczenie grosza polskiego, zachował się np. w gabinecie numizmatycznym w Wiedniu. 

Cytat pochodzi ze strony miasta Cieszyna (https://visitcieszyn.com), która powołuje się na publikację Janusza Spyry "Moneta w dawnym Cieszynie".
 
Do zdjęcia w/w monety, która znajdować ma się we Wiedniu dotrzeć mi się nie udało. Dotarłem za to (prawdopodobnie) do jej siostry (TEJ trzykrajcarówki :). 
https://onebid.pl/pl/monety-3-krajcary-1609-cieszyn-aw-popiersie-ksiecia-zwroco/693045

 

sobota, 15 kwietnia 2023

Półtorak z 1629 roku! UWAGA FAŁSZERSTWO!!!

 Na dole jest aktualizacja (vol 2) - jest to FAŁSZERSTWO na szkodę kolekcjonerów!

W skrócie: w 1627 roku decyzją sejmową zakazano wybijania drobnych nominałów z uwagi na ich deprecjację. Stan ten trwał niemal ćwierć wieku. Ale autorzy katalogów wykazują obecność np. półtoraków z datą >1627. Tłumaczą to m.in. nielegalnymi działaniami mennic, które wprowadzając do obiegu monetę wybijaną poniżej zaleceń ordynacji różnicę w srebrze zgarniają dla siebie. O ile w przypadku takich np. trojaków, które były wybijane w licznych mennicach takie zadanie byłoby logiczne i dochodowe z uwagi na utrudnione dotarcie do potencjalnego nieuczciwego zarządcy, to w przypadku półtoraków mamy do czynienia tylko i wyłącznie z mennicą w Bydgoszczy. Zatem, gdyby ktoś zechciał wybijać sobie dla własnego zysku półtoraki z datą 1628 czy 1629 szybko po wykryciu tego procederu zwiedzałby lochy. Czemu np. nie wybijać monet z datą nie 1628/9 a np. 1618/19? Jedyne co to trzeba by zmienić herb podskarbiego no i zmienić jedną liczbę daty. Dla ogarniętego rzemieślnika nie powinno to być trudne. 

Ok, ale półtoraki z taką datą występują. Sęk w tym, że zdecydowana większość datowanych na 1628-9 monet to fałszerstwa z epoki na szkodę emitenta. Znacznie skromniejsza grupka to tzw. naśladownictwa/imitacje przypisane hetmanom, którzy wybijali w Ukrainie pieniądz popularny na tych terenach aby móc opłacać swoje wydatki. Teoretycznie monety te były wysokiej klasy jeśli chodzi o jakość wykonania, oraz musiały zawierać jakąś ilość srebra aby móc je puścić w obieg. Obecnie najpopularniejszymi naśladownictwami są "półtoraki" z 1625 roku, lecz znane są też z 1628 roku, które są imitacją nie wykazujących cech oryginalnych półtoraków. Co do 1629 roku póki co była cisza. Do teraz...

Dziś na aukcji NumEduX sprzedał się za niemałe pieniądze półtorak, który fałszerstwem ani naśladownictwem raczej nie jest:

Fot. Krzysztof Łukasik, NumEduX
 

poniedziałek, 19 lipca 2021

Tajemnicze, niewidziane, hipotetyczne, fałszywe...

Tworząc katalog monet autor stoi przed niełatwym wyzwaniem. Nie dość, że musi (lub nie musi ale "atrakcyjność" takiego katalogu wówczas raczej maleje) określić stopnie rzadkości co nieraz samo w sobie jest karkołomne to jeszcze, czy też przede wszystkim dotrzeć do możliwie jak największej ilości monet. Wyróżnić typy, odmiany, warianty, określić w jaki sposób będzie je "punktował" w swoim dziele. Nie piszę tego z autopsji (choć prowadzę katalog swoich monet lecz to jest zupełnie co innego) ale człowiek obraca się w światku numizmatycznym i rozmawiałem z kilkoma osobami, które "zaliczyły" wydanie papierowej wersji danego nominału i/lub mają je w wersji elektronicznej. 

Pomijając powyższe aspekty (a nie wymieniłem wszystkich) zostaje jeszcze jedna sprawa. Czy dana moneta, którą autor chce włączyć do zbioru jest oryginalna i czy nie jest to jakiś destrukt/niedobicie, który przy błędnym rozpoznaniu wprowadzi chaos w sercach zbieraczy danego nominału.

W dobie internetu zdjęcia monet dostępnych w handlu są na porządku dziennym. Właściwie już 30 lat temu odbyła się pierwsza stacjonarna aukcja WCN a zdjęcia monet z tej aukcji możemy podziwiać na ich stronie. Jest to piękna sprawa bo na dobrą sprawę dziś można opracować katalog bez wychodzenia z domu. Viva la informatización! "Gorzej" mieli np. Edmund Kopicki, Marian Gumowski, czy Czesław Kamiński. Cudzysłów z oczywistych względów, bo kwerenda muzealnych zbiorów czy podziwianie prywatnych kolekcji siłą rzeczy sprawia, że ma się szansę obcować z monetami, wziąć je do ręki, zachwycić się kunsztem nie jakiegoś tam zwykłego krążka metalu a tak naprawdę namacalnym świadkiem dziejów naszego narodu. 

Oczywiście aktualnie w dobie informatyzacji pokutuje tak zwane:


Na "słowo" mało kto uwierzy dziś, że mamy np. półtoraka z hakami z 1619 roku. Bez zdjęcia nikt nam nie uwierzy a nawet jak pokażemy, to mogą zarzucić, że to fals lub po prostu fotoszop :D 
Łał! 1619 z hakami! Adam rób miejsce w katalogu...

Nie jestem dobry into fotoszop (to zresztą jest powerpoint i 2 minuty roboty) ale nie potrzebuję się "dowartościowywać" jak niektórzy co z zamiłowaniem "atakowali" wirtualnymi monetami forum TPZN. Link do przykładowego wątku zaczętego przez takiego "fotoszopowego Majnerta" podałem wyżej. Można się pośmiać albo powzdychać - wybór pozostawiam Wam. 

Przechodząc do meritum poniżej lista "wątpliwych" monet, które znalazły się w popularnych katalogach a jakoś pomimo XX lat przeglądania sieci/aukcji etc. nie udało się zidentyfikować.

Zacznijmy od Kamińskiego:

Nie zdarzyło mi się jeszcze spotkać tej odmiany aczkolwiek z technicznego punktu widzenia jest to jak najbardziej możliwe. Z praktycznego punktu widzenia obstawiałbym po prostu niedobicie, które Kamiński uznał za "nową" odmianę. R3 daje nam porównywalną ilość do np. Rygi 1620 z kluczami, chciałbym zobaczyć tyle tych monet "MONE N" co ryskich półtoraków. Zresztą e"R"ki u Kamińskiego to jakiś kosmos, więc nie ma co brnąć w to dalej...

POLI może też być efektem niedobitego O. Czyli jak wyżej.

Tu już na 99% jest to efekt "urwania" podstawy L. Stopień rzadkości R1, patrzcie jaki populares. Pewnie każdy go ma, tylko nie ja...
Kolejna hipotetyczna odmiana. W 1615 jest np. REG PL to i REG PO może być. Ale zdjęć takowej brak. I ten rozczulający brak stopnia rzadkości. Chyba, że jak zakryjemy palcem L w POL to każdy półtorak z tego rocznika nim będzie :)
MNE, tutaj jest opcja, że coś takiego mogło zajść. Zdarzało się np. RG POLO w 1622 więc jest to możliwe. Jednak bardziej prawdopodobna wydaje mi się opcja z "podwójnym biciem", gdzie stemepl rewersu drugi raz uderzył w monetę po lekkim skręceniu przez pracownika mennicy. Wówczas mogło dojść do efektu "braku litery" przy mniej więcej prawidłowym obrazie całości. Podobny przykład będzie niżej przy POLLO.
REX POLO technicznie jest możliwe, jest np. REG PMDL to i REX POLO również. Jednak póki co brak zdjęć.
W tekście o naśladownictwach opisywałem już powyższego cudaka, którego Kamiński wciągnął na listę półtoraków koronnych. 

POLLO czy też TROLLO... będąc młodszym zbieraczem też wkręciłem się w POLLO ale w roczniku 1622, choć już wtedy zapaliła mi się lampka ostrzegawcza:
Ładnie wybity awers (dolny stempel) natomiast rewers został uderzony dwa razy stemplem trzymanym w ręce pracownika. Delikatnie się skręcił i mamy dodatkowe L przy "zmasakrowanym" Sasie.

Ta sama sprawa co z 1621. Może jest ale nikt nie widział (brak zdjęć).

W katalogu Kamińskiego jest jeszcze trochę kwiatków ale zostawiłem je bo nie mają rysunków a Kopicki też ma swoje za uszami.

Zaczynamy od wydania bez ilustracji z 1995:
Hoho, piedfort półtoraka ważący 2,05 grama przy średniej z tego rocznika wynoszącej 1,6 grama. Czyli raptem +/- 30% więcej. Przy metodzie al marco nikt nie siedział i nie ważył po wybiciu każdego półtoraka więc jedne mogą mieć mniejszą a inne większą masę. Nie brak zresztą przykładów gdzie inne półtoraki osiągają podobne masy. Na szczęście z wersji wydanej w 2007 roku został usunięty. Z kolei mamy inne, ciekawe przykłady:
Z półtorakami bez daty zawsze jest problem bo nie wiadomo czy to niedobicie spowodowane np. zapchaniem stempla, złym przygotowaniem blachy czy np. wytarciem w obiegu. Może i wszystkimi na raz? 
Tutaj akurat ciężko cokolwiek powiedzieć. Z jednej strony ostatnio udowadniałem, że "jednorożce" istnieją:

Więc skoro mamy POLONI MDL to czemu nie może być REGNI POL?
Z drugiej strony powyższego "jednorożca" znamy już w dwóch egzemplarzach, zaś REGNI nie... I co to za "jaskółka" pod herbem Abdank?!? Jeśli taka moneta istnieje to widział ją tylko Kopicki a dał jej R8 a nie R* więc nie jest to unikat. Osobiście jeśli miałbym strzelać to obstawiałbym jakieś fantazyjne naśladownictwo hetmańskie/falsa stworzonego przez fałszerzy umiejących pisać. W tym przypadku "ptaszek" może być efektem próby stworzenia herbu podskarbiego Stanisława Warszyckiego. No ale to tylko wróżenie z fusów...
Data zapisana jako 1 - Z? Niby w dwóch przypadkach: wg Kopickiego w 1617 z hakami oraz 1621 jako 1612. Z tym, że o ile jeszcze w 1617 jest to (teoretycznie) możliwe to w przypadku 1621 raczej już nie. Dlaczego? Bo widzieliście 1621 zapisany jako 16Z1, żeby potem jeszcze zamienić miejscami cyfry daty aby wyszło 161Z? Wówczas datę zapisuje się zawsze 2 a nie Z. Owszem była wersja Z/0 - 0/Z ale widać, że to jest przebitka:

Z kolei 1617 jako 1 - Z z hakami jak napisałem może istnieć ale podejrzewam, że pan Kopicki mógł zasugerować się np. taką, późniejszą dla tego rocznika monetą:
Górny daszek z "szeryfem" cyfry 7 bardzo przypomina daszek Z w jabłku. Przy niedobiciu w dolnej części 7 o co nietrudno mogło się wydawać, ze to Z. Dla porównania inne 7 w datach z tej mennicy wyglądają tak, więc można się pomylić:
Dalej:
Kolejne 'fikimiki' z datą. Teoretycznie możliwe, w praktyce nikt (oprócz Kopickiego) nie wiedział.

Apropo 1618 jakiś czas temu było głośno o tym cudaku, który rzekomo miał być pozycją nr 361 u Kopickiego:

Otóż jest to najprawdopodobniej wysokiej klasy naśladownictwo, bo oprócz powyższej monety w świetnym stanie znane są też 2 kolejne sztuki (jedna sprzedana w locie na e-aukcji WCN):

I archiwum allegro z 2016 roku: 
Opisany też został w numerze 10 biuletynu TPZN na stronach 47-52.


Dwa roczniki bez herbu, jeden bez herbu Sas, drugi bez Półkozica. Teoretycznie jest to możliwe, praktycznie obstawiałbym niedobicie/wytarcie etc.

Roczniki 1628-1629 były jakoby tłumaczone nielegalnym biciem po zakazie emisji drobnej monety w 1627. Z tego co widziałem (i nie jestem odosobniony w tej kwestii) żadna moneta z datą 1628 czy 1629 nie ma cech monet bitych w mennicy bydgoskiej. Są to albo naśladownictwa albo fałszerstwa

Przejdźmy teraz do monet litewskich:
Ten problem poruszyłem opisując monety bite na Litwie. Jak ktoś nie chce szukać to przytoczę to co tam napisałem:
Interesuje nas tylko awers, bo tylko ta strona monety pozwala na jakieś podziały, czy to z uwagi na herb Wadwicz czy tarczę herbową. Jak już wiadomo tarcze herbowe występują w dwóch wariantach:
- ozdobne - po obu stronach u góry znajdują się "kule", zaś po bokach ozdobne, łukowate "gałązki": odmiany z herbem Wadwicz na końcu napisu otokowego i u dołu bez tarczy
- zwykłe - brak ozdób, lecz na dole znajduje się mała tarcza w środku której jest herb Wadwicz

Omawiana odmiana-widmo to w założeniu hybryda dwóch typów awersu. Dlaczego uważam, że nie ma tej odmiany? Bo powinna do tej pory się pokazać. Skoro natłukło się aż 12 monet z 1620, która każda jest przynajmniej R8 to jakieś R6 powinno być znane przynajmniej w kilku egzemplarzach. A nie ma żadnego. Uważam, że pan Kopicki po prostu pracując nad tymi monetami po prostu się pomylił i uznał np. to za odmianę ze zwykłą tarczą i Wadwiczem pod nią już bez tarczy:
Na dobrą sprawę Wadwicza nie widać tam wcale. Tarczy wokół niego również trzeba się domyślać. Stąd mogła wziąć się pomyłka.

Oberwie się też Adamowi :)
Też w tekście o Litwie pisałem o roczniku 1619 bez herbu Wadwicz:
Jak dla mnie Wadwicz tam jest, tylko niedobity:

Nie wspomniałem tam (nie wiem dlaczego) o dwóch monetach z 1620:

Pozycja 1227 - na dobrą sprawę NIE MA odmian z Wadwiczem W TARCZY na awersie dla 1620. Nie ma. Jest np. Wadwicz w tarczy na rewersie, zaś na awersie (najprawdopodobniej) jest 3.
1228 - bez herbu - nikt nie widział, nikt nie słyszał. 

Jak widać "na warsztat" wziąłem głownie katalogi Kopickiego i Kamińskiego natomiast w katalogu Adama Góreckiego poza "odmianami hipotetycznymi" są też odmiany niepotwierdzone zdjęciami. Wynika to albo z faktu, że Adam nie miał dobrego zdjęcia tych monet a nie będzie ich sobie podbierał z katalogu Nieczytajły (tamci się nie krępowali i "pożyczali" zdjęcia z jego katalogu) albo po prostu jeszcze nie trafiła się taka moneta w handlu (jej zdjęcie). Teoretycznie powinienem te monety też tu wypunktować ale nie robię tego bo część "białych dziur" w wersji 2.0 będzie uzupełniona. A poza tym i tak już tekst jest rozdmuchany straszliwie :)

środa, 14 października 2020

"Autopromocja" - blog Fałszywe monety

Witam 

Nie jestem przesadnie "wylewny", poza tym jak niektórzy zdążyli się zorientować mój blog o półtorakach stał się persona non grata na fejsbuku a to za sprawą jednego sprzedającego, któremu nie spodobały się słowa prawdy i poleciał ze skargą do mamusi Digital Millennium Copyright Act (DMCA), że wykorzystałem jego zdjęcia z aukcji. Zdjęcia dla spokoju usunąłem ale smród na fb pozostał. Swoją drogą ten wpis cieszy się powodzeniem, że jest trzecim najchętniej czytanym spośród wszystkich (47) wpisów. Jak to było? "Nieważne jak o tobie mówią, ważne by mówili". 

Dobra a teraz na poważnie. 

Jakiś czas temu najpierw założyłem grupę na fb o polskich (i z Polską związanych) fałszywych monetach (zachęcam do zapisywania się, będą tam na bieżąco umieszczane aktualności blogu) z myślą o tym, że to medium jest uniwersalne i dociera do (prawie) wszystkich - a to jest najważniejsze jeśli chcemy propagować niechęć do falsyfikatów ;) 

Jednakże układ fb i docieranie do wpisów sprzed np. roku czy dwóch to istny koszmar, więc równolegle postanowiłem wypróbować poniekąd sprawdzony sposób. 

Założyłem blog: FAŁSZYWE MONETY

Zrobiłem SPIS "TREŚCI" (wiem, narazie ubogi :P) aby można bezproblemowo wyszukać interesujący nas rok/nominał/władcę.

Materiału mam narazie aż nadto i moim jedynym ograniczeniem jest niestety czas, którego mam w deficycie. Aktualnie bazuję na forum TPZN, które dla mnie jest nieocenionym źródłem. Niestety w wątkach o falsach osoby komentujące popełniają kardynalny błąd: linkują do allegro, olx, ebaya, czyli tam, gdzie zdjęcia po pewnym czasie znikają. Nawet allegromat aktualnie nie ma zarchiwizowanych zdjęć. Błogosławieni ci, co zapisali zdjęcia na serwerze TPZN (tych jest mało). Tutaj te zdjęcia będą póki trwa serwis blogger a nawet dłużej - mam je zarchiwizowane na dysku(ach) więc jakby (odpukać) coś to mogę postawić blog od nowa na innym serwisie. Mam też pozwolenie na wykorzystywanie artykułów od m.in. Gdańskich Zeszytów Numizmatycznych i innych firm i organizacji, za co im serdecznie dziękuję. 

Od razu chciałbym wyjaśnić moje 3 grosze na początku co do pewnych sprzedających. Otóż nie chodzi mi tutaj o konkretne jednostki jak to miało miejsce we wpisie o "ónikacie bez miecza". Możliwe, że tam faktycznie trochę popłynąłem bo co rusz na allegro pojawiają się "ónikaty" czy monety "bardzo rzadkie", które nie występują w innych wariantach jak oferowane... Aktualnie chodzi bardziej o INFORMOWANIE o takowych falsyfikatach. Im więcej osób będzie wiedziało o nich tym większa jest szansa na ich "wyrzucenie" z rynku kolekcjonerskiego. Tak, wiem, że to porywanie się z motyką na słońce ale od czegoś trzeba zacząć. Im więcej będzie się o tym mówić, pisać i czytać tym więcej osób nie da się nabrać na kolejny "spadek po dziadziusiu", gdzie czyha lewizna Nike z 1932 roku. Lub piękny "oryginalny" szóstak z 1599 roku... jest tego niestety cała masa. 

Zapraszam wszystkich do rozpowszechniania informacji z tego blogu. Nie musicie mnie pytać się o pozwolenie. Sam bardzo często korzystam z wpisów innych osób (jeśli tylko to możliwe pytając się ich o zgodę i udostępniając materiały źródłowe) więc nie będę miał nic przeciwko jeśli dla dobra ogółu kolekcjonerów posłużycie się tym co znaleźliście na tym blogu.

Zapraszam też do kreatywnego komentowania na grupie fb. Nie jestem znawcą wszystkich epok i często pewnie będę popełniał błędy toteż jestem otwarty na Waszą krytykę oraz Wasze propozycje falsów, których jeszcze nie ma na blogu.


Pozdrawiam

Sławek

wtorek, 17 grudnia 2019

Mamy złoto!!!

Złoty półtorak? Owszem jest! A nawet DWA!

Pierwszy, bydgoski z 1623 roku:
J. Dutkowski "Złoto czasów dynastii Wazów"
Waga (wg notowań aukcyjnych) 3,45 grama, średnica 19,5 mm.
Złotko z datą 1623 znajduje się w prywatnej kolekcji w USA. Tutaj są sprzeczne informacje, bo ś.p. Dutkowski w "Złocie czasów dynastii Wazów" wspomina o 2 egzemplarzach, zaś w artykule w Przeglądzie Numizmatycznym, że na wszystkich aukcjach wystawiony był ten sam egzemplarz. Oczywiście nie wyklucza to faktu, że jedna sztuka krążyła po aukcjach a druga grzała miejsce w prywatnym zbiorze ale 100% pewności nie ma.

Drugi z mennicy w Elblągu z 1635 roku:
J. Dutkowski "Złoto czasów dynastii Wazów"
Waga (wg B. Paszkiewicza) 2,386 g, średnica 19,5 mm.
Złotko z datą 1635 jest w gabinecie numizmatycznym w Helsinkach - unikat z kolekcji Hermana Frithiofa Antella.

Jednak... złote półtoraki? Tak naprawdę?

No bo moment, jak to? Pierwsze co ciśnie się na usta to: PO CO?
Po co wybijać jakaś drobną, obiegową monetę w złocie? 
Powody 'ZA' można policzyć na palcach jednej ręki niezbyt rozgarniętego pracownika tartaku.
- otwarcie nowej mennicy/wybijanie nowego nominału tamże i "wybicie" pierwszych monet w złocie w celu zaprezentowania ich podskarbiemu/królowi
- emisja kolekcjonerska/rocznicowa/upamiętniająca jakieś zwycięstwo/wydarzenie etc.

Pierwszy punkt możemy sobie od razu odrzucić. Rok 1623 w Bydgoszczy to już masówka, ilość półtoraków z tą datą to praktycznie szczyt produkcji tego nominału. Nie jest to żadna emisja "próbna", którą miałby zatwierdzić wysoki rangą urzędnik więc ta opcja odpada. Zaś moneta z 1635 to końcówka produkcji Szwedów w okupowanym Elblągu, bo po podpisaniu pokoju w Sztumskiej Wsi 12 września 1935 r. opuścili oni miasto. 
To niejako wiąże się z drugim punktem, gdyż może paść pomysł: "mogli przecież wybić monetę na zakończenie okupacji?". Raczej wątpliwe, a dlaczego - o tym będzie przy omówieniu w/w monety. 

Ok, bierzemy je na warsztat. Najpierw leci rocznik 1623 (dla wyjaśnienia - złoty półtorak nosi cechy nie jednego rocznika srebrnych protoplastów lecz kilku, stąd to zestawienie):

- w 1623 roku nominał był zapisywany w postaci 24 a nie Z4 jak to jest w przypadku 'złotka'
- w 1623 roku Sas był w ozdobnej tarczy ale nie tego typu. Tutaj aż ciśnie się określenie Sas w 'kartuszu' a jedyny rocznik z "bardziej" ozdobną tarczą graficznie przypominającą tą ze 'złotka' to 1620 (rzadka odmiana z taką tarczą)
- jabłko stylistycznie przypomina to z 1619 roku, w 1623 takiego po prostu nie ma
- obwódka w postaci sznura/kropek wpisanego w podwójną linię ciągłą na awersie i rewersie - znane są oczywiście półtoraki z przerywaną linią na awersie i/lub rewersie ale to są wcześniejsze lata (swoją drogą szykuję spory wpis na ten temat z małą [?] sensacją ale niestety zmuszony jestem czekać na materiały więc...) 
- interpunkcja na awersie 'złotka' to krzyżyki i kropki/gwiazdki zaś w roczniku 1623 na awersie w przeważającej większości interpunkcji po prostu brak a jeśli się pojawia to są to zwykłe, okrągłe kropki
- interpunkcja na rewersie w postaci 6-listnych "rozetek z dziurką (?)" również nie znajduje swojego odpowiednika w tym roczniku - są zwyczajne 6-ramienne gwiazdki, za to ozdobniki po bokach krzyża w postaci 4-listnych "kwiatków/rozetek" już w tym roczniku są obecne.
- korona wraz z tarczą herbową stylistycznie podobna do rocznika 1623
- styl czcionki również podobny (na tyle na ile można dokonać porównania dysponując zdjęciem zdjęcia...)
- ostatnia sprawa - wygląd rantu: wygląda on jakby był wycinany. Wszystkie półtoraki bydgoskie charakteryzują się równą krawędzią, w 'złotku' jest ona nieregularna. Nieregularny kształt rantu - jakby były wycinane ręcznie a nie np. dursznitem jest też cechą charakterystyczną dla półtoraków z hakami (domyślnie krakowskie), lecz w tym przypadku nie podejrzewam tego złotka o taki rodowód. Po prostu krążek mógł być wycinany ręcznie...

Na drugi rzut bierzemy Elbląg:


- pierwsze co rzuca się w oczy to inicjały M-P oczywiście Marsiliusa Philipsena - takowych nie znajdziemy w półtorakach z tego okresu
- ponadto na awersie mamy bardzo dokładnie (żeby nie powiedzieć za dokładnie) odwzorowane herby Szwecji - korony i Gotlandii - Lew na pasach. I właśnie tu leży Lew pogrzebany. Bo pasy za nim są ukierunkowane odwrotnie niż w półtoraku z roku... 1630 (później już ich nie było):

- oczywiście poza tym na awersie mamy delikatne różnice stylistyczne pozostałych elementów
- końcówka legendy niespotykana w żadnych innych rocznikach półtoraków z Elbląga: SVEC
- rewers generalnie "trzyma" styl półtoraków z tego rocznika aczkolwiek widać drobne szczegóły, w stylu krój liter etc.
- moneta była wybita stemplem i widać, ze rant jest regularny, stąd podejrzenie, ze został wycięty przy użyciu jakiegoś narzędzia (nie ręcznie jak w przypadku 1623) lub ewentualnie obrobiony później. Nie stwierdzimy tego niestety bez oględzin monety.

Podsumujmy

Złoty półtorak wybity - rzekomo - w Bydgoszczy wydaje mi się być monetą stworzoną specjalnie na "potrzeby" rynku kolekcjonerskiego. Chęć posiadania "ónikatu" jest silna a zbieranie monet jest to stare hobby. W XIX wieku istniał proceder produkcji fałszywych monet dla zbieraczy ale również tworzenia nowych, całkiem fantazyjnych "monet. Skoro Majnert stworzył nigdy nieistniejącego talara Zygmunta Starego z 1529 roku to co byłby za problem zrobić złotą odbitkę półtoraka? Trio Hausmann-Fajn-Igel, Sznejder, Aronsohn czy Broda też nie zasypywali gruszek w popiele. Wydaje mi się, że może to być tego typu fałszerstwo na szkodę kolekcjonerów. Wybicie w epoce złotego półtoraka z punktu ekonomicznego, ze "starą" legendą z oznaczeniami nominału, etc. jest zupełnie pozbawione sensu. Zresztą nie było nawet opcji, żeby mincerz ot tak wziął sobie złoty krążek i wybił dla hecy złota odbitkę (tak jak było to robione kilka lat temu). Prawo bicia złotych monet i wprowadzanie ich do obiegu to uprawnienie królewskie złamanie którego oczywiście traktowane było jak przestępstwo. 
Najprawdopodobniej kilkaset lat później jakiś "artysta" postanowił stworzyć taką odmianę ze złota i upłynnić na rynku kolekcjonerskim, bądź też jakiś kolekcjoner zamówił taką monetę chcąc zaszpanować przed innymi znajomymi.  

O ile w przypadku półtoraka z 1623 roku mamy do czynienia raczej na 99,9% z monetą stworzoną specjalnie na "potrzeby" rynku kolekcjonerskiego to w przypadku Elbląga można mieć pewne wątpliwości, o których należy wspomnieć. Istnieje teoria, wedle której mogła to być przymiarka do bicia guldena, wagowo odpowiadającego złotej marce a nie dukatowi. Oczywiście jest też możliwe, że jest to odbitka z "podrasowanego" oryginalnego stempla, który został zabrany z Elbląga. Nie wiadomo co na przestrzeni historii stało się ze stemplami, gdzie były później używane...? Ale to tylko gdybanie. 
Mimo wszystko również tutaj byłbym skłonny do przyznania elbląskiemu półtorakowi łatki falsa stworzonego dla/przez kolekcjonerów w celu urozmaicenia zbioru.

W obu przypadkach logicznym posunięciem byłaby analiza składu pierwiastkowego co mogłoby (ale nie musiało, jeśli za materiał posłużyły jakieś krążki z epoki) co nieco wyjaśnić ich pochodzenie.

Oczywiście to tylko domysły. Jeśli macie jakieś zdanie na ten temat napiszcie. A może coś jeszcze czai się w niezbadanych zakamarkach historii? Klipa półtoraka? :) 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Ukraińskie półtoraki cz. II - SIEWSKIE CZECHY

Historia mennictwa zna przypadki monet, które swoją urodą, jakością, popularnością, czy też mieszanką tych cech sprawiały, że były popularniejsze od innych. W poprzedniej części wspomniałem o naśladownictwach półtoraków, które próbowały - jak widać niedostatecznie - wypełnić lukę po zakończonej w 1627 roku produkcji drobnej monety. Jako, że za czasów Władysława IV Wazy nie podjęto bicia półtoraków powoli zaczęto odczuwać brak tej monety a ludność zaczęła ją "chomikować" na czarną godziną.
Kiedy w 1654 roku na mocy ugody perejasławskiej Ukraina została poddana władzy rosyjskiej dopływ drobnej monety z Rzeczpospolitej drastycznie się zmniejszył. Zaczęły pojawiać się za to rosyjskie kopiejki (o lepszej próbie srebra!), które były wymieniane z półtorakami w w stosunku 1:1. Jednak były niechętnie przyjmowane przez ukraińską ludność, ponoć nawet odmawiano przyjmowania kopiejek.
Problem stawał się coraz poważniejszy, więc hetman Iwan Samojłowicz próbował uzyskać pozwolenie u cara na bicie monety. Pierwszy pomysł, że moneta będzie "ogólnorosyjska" upadł lecz w ciągu dwóch lat negocjacji ustalono, że hetman będzie mógł bić monetę, która będzie jednak mogła być puszczana w obieg tylko na terenie Ukrainy. Moneta miała być wybijana w Putywlu, pozwolenie opiewało na wybicie ok. 1600 kilogramów monet ze srebra próby 32 (1cz. srebra + 2 cz. miedzi), czyli podobnie jak w przypadku półtoraków. Oczywiście zamiast tarczy herbowej jaka była stosowana w półtorakach czy naśladownictwach miał znajdować się carski dwugłowy orzeł, tytuł carski,  imię cara oraz jego otczestwo, miejsce bicia i data 1677. Kiedy wszystko było już przygotowane nagle... car zmarł. Bicie monet zaś wstrzymano. Czemu? Powody nie są jasne, ale znając życie jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi właśnie o pieniądze. Są niejasne uwagi o nadużyciach administracyjnych. 
Kolejne podejście do bicia monety ukraińskiej pod rosyjskim protektoratem podjęto w latach 1686-1687. Zmieniono miejsce, tym razem był to Siewsk (gubernia orłowska). Monety bito techniką walcową, co było rzadkością:
Siewski czech sprzedany na 68 aukcji WCN, pozycja 916
Awers: I(oannes) A(lexii filius) P(etrus) A(lexii filius) D(ei) G(ratia) C(zari) & M(agni) D(uces) T(otius) M(agne) & P(arve) & A(lbae) R(ussiae) A(ucrotores)
Rewers: MON(eta) NOV(a) FActA SIEV(sk) A(nno) 1686

No i byłoby dobrze, gdyby coś nie poszło źle. 
W edyktach carskich z 25 lipca i 16 października 1687 roku jest wspomniane, że o bicie tych monet zabiegał Iwan Samojłowicz jednak nic nie ma o efekcie tych starań. Następnie mowa jest o tym, że ani ludność miast ani kozacy nowej monety przyjmować nie chcieli. Ponadto sam hetman Samojłowicz nie rozesłał uniwersałów nakazujących przyjmowanie tej monety. Nowe uniwersały kazano wystosować hetmanowi Mazepie, który rozkazał - pod karą śmierci - przyjmować nowe monety na równi z innymi półtorakami krążącymi na terenie Ukrainy. Edykt z października również nakazywał wszystkim przyjmować nową monetę, pod groźbą śmierci.
Sęk w tym, że pomimo tak drakońskich środków ludność, w tym urzędnicy państwowi (którym wypłacano pensje w siewskich czechch) przyjmować ich nie chcieli! Zaświadcza to m.in. wojewoda Siewska, który wspomina o głodzie i "powstaniu" (!?) z uwagi na niechęć do nowej monety. Powodem jakoby miała być niższa niż w polskich półtorakach czy rosyjskich kopiejkach zawartość srebra. 
W końcu zapadła decyzja, żeby na Ukrainie w obiegu pozostały tylko rosyjskie monety i ew. polskie półtoraki. Pieniądz bity w Siewsku przestał funkcjonować na Ukrainie. 
Istnieje prawdopodobieństwo, że finalna uległość Moskwy w sprawie siewskiego czecha była podyktowana obawą o powtórkę z miedzianego buntu z 1662 roku, kiedy to w wyniku wprowadzenie miedzianej monety i ogólnego kryzysu w Rosji doszło do powstania, w wyniku którego życie straciło ok. 1000 osób. 
Wracając do samej monety stanowiła ona swego czasu niezły orzech do zgryzienia dla badaczy. Awers składający się z piętnastu (!) liter mógł niejednego zmylić. Dopiero w 1872 Julius i Albert Erbstein poprawnie zidentyfikowali tę monetę, zaś hrabia Emeryk Hutten-Czapski poprawnie ją opisał kilka lat później:
Известия Императорского Археологического общества. - 1877, Т VIII. 134–137

Nie trzeba chyba wspominać, że moneta jest bardzo rzadka a jej znane egzemplarze osiągają na aukcjach wysokie ceny. Najbardziej znana jest chyba w/w moneta, która pojawiała się na trzech (sic!) aukcjach WCN w 2005, 2010 i 2017.
Oczywiście "rynek numizmatyczny" nie byłby sobą, gdyby nie były dostępne kopie tych monet :
Fałszywy siewski czech falsyfikat kopia

Wpis powstał na podstawie artykułu Anatola Gupienieca "SIEWSKI >CZECH< LUB PÓŁTORAK UKRAIŃSKI", Biuletyn Numizmatyczny 3/1970, 41-44.

piątek, 8 listopada 2019

Fałszerstwa z epoki

Dzisiaj coś lekkiego i przyjemnego. Myślę, że przed długim weekendem można poruszyć kwestię fałszerstw ale tych z epoki. 
Zaraz zaraz, przyjemny na pewno ale czy prosty? No niekoniecznie. O ile wszystkie poniższe fałszerstwa można wrzucić do jednego worka jako te "na szkodę emitenta" to już nie do końca jest wiadomo kto fałszował.
Jak to kto fałszował? Fałszerze! Czyli złodzieje! 
Die Falschmünzer. Joseph von Litschauer.

O tym kto tak dokładnie fałszował jeszcze powiemy Narazie zastanówmy się, gdybyśmy parę wieków temu byli takimi "rekinami biznesu" i chcieli otworzyć spółkę "Madej & Gniewomir: fałszerstwa, wymuszenia i porwania " jakiej metody użylibyśmy do fałszowania monety kursującej na danym terenie?
Sposób I
Polegał on na jednostronnym odwzorowaniu wzorcowej monety na cienkiej blaszce. Rewers jak i awers były wykonywane osobno, zaś później je łączono. Przestrzeń pomiędzy nimi wypełniano miękkim stopem metali a na koniec zalutowywano całość. Po dokładnym obejrzeniu widać było "luty" zaś moneta była głucha.
Sposób II
Bicie z ówcześnie przygotowanych stempli. Te jak to się mówi były zazwyczaj "cięte z ręki" czyli niemal cała legenda była wykonywana ręcznie bez użycia punc. Oczywiście wszystko zależało tu od zdolności fałszerza, ale z reguły po dokładnym porównaniu było widać różnice w stosunku do oryginału. Bito oczywiście na blaszkach z metali nieszlachetnych lub zawierających o wiele mniej kruszcu niż te pochodzące z mennicy
Sposób III
Wykonywano odlewy oryginalnych monet, które w teorii powinny być niezwykle podobne do oryginalnych - w końcu te miały za pierwowzór. Jednak niedoskonałości metody, zwłaszcza przy małych nominałach sprawiały, że były stosunkowo łatwe do wyłapania. 

Produkty tak powstałe mogły być np. srebrzone, żeby pod cieniutką warstwą szlachetnego kruszcu ukryć nieszlachetną proweniencję. 
Sposób IV
"Skrawanie" monet, czyli usuwanie części metalu z rantu, tak aby zachować część srebra (lub złota) a uszczuplony o kruszec pieniądz puścić dalej w obieg po nominalnej wartości. 

Oczywiście jeśli taki "Madej & Gniewomir" tylko wiedzieli jak dany pieniądz wygląda, zaś poznanie treści dziwnych znaków przekraczała ich zdolności wówczas wytwarzali cudaki, które wyglądają niczym półtoraki ze świata Cthulhu ale zachowują przynajmniej styl i jakieś tam literki przebijają się przez chaos: 
Fałszerstwa półtoraków

Wbrew pozorom fałszerstw całkiem poprawnych stylistycznie jest o wiele więcej niż takich kulfoniastych cudaków powstałych na ciężkim kacu. Najprawdopodobniej z tej przyczyny, że te drugie łatwiej "wtapiały" się w obieg i kursowały, kursowały... Zakładając, że przynajmniej Madej chodził do szkółki świątynnej mogli oni klepać blaszki, które nie dość, że wyglądem to jeszcze legendą przypominały właściwy nominał. Tego typu fałszerstwa stanowią wdzięczną grupę do uzupełnienie kolekcji, jeśli ktoś lubuje się w tego typu ciekawostkach. A jest tego sporo, począwszy od roczników, w których nie wybijano jeszcze w Rzeczypospolitej półtoraków, poprzez rzadkie półtoraki z orłem, czy popularniejsze ale nadal rzadsze w stosunku do bydgoskich półtoraki z hakami: 
Fałszerstwa półtoraków

Oczywiście fałszowane były też zarówno półtoraki z datą typu 1613 ale też wspomniane w Fałszerstwach na szkodę kolekcjonerów półtoraki z datą np. 1628, które raczej nie mają nic wspólnego z emisją z mennic. 

Według dawnej literatury pracownicy mennic również mogli fałszować monety. Tutaj już kończy się zasięg Madeja i Gniewomira, ponieważ taki zarządca mennicy, który bił na lewo monetę i wprowadzał ją do obiegu mógł zgarnąć naprawdę dużo pieniędzy. Jak wiadomo ryba najszybciej psuje się od głowy więc... właściwie można to opisać jako: 

Sposób V
Czyli "na urzędnika". Cóż może być lepszego od puszczania w obieg fałszywej monety bezpośrednio z mennicy? W przypadku np. trojaków to tzw. trojaki anomalne, czyli monety najczęściej wybite przez oficjalne mennice (profesjonalne warsztaty), ale nie trzymające wagi oraz stopu oficjalnej ordynacji. Brak charakterystycznych znaków menniczych mogących przypisać je do konkretnej mennicy. Najczęściej imitujące mennice koronne. W przypadku półtoraków właściwie brak dowodów na tego typu proceder. Być może część z monet, które aktualnie przypisywane są jako naśladownictwa/imitacje czy fałszywki są właśnie tego typu produktami. M.in. Kopicki wspominał, że półtoraki z datami 1628, 1629 to produkty bicia drobnej monety po wprowadzonym zakazie lecz te znane mają ewidentny charakter fałszerstw z epoki - tj. kulfoniastych i niepodobnych do niczego co mogło wyjść spod stempla pracownika mennicy (nawet bijącego na lewo). Zidentyfikować takiego półtoraka można by np. poprzez analizę jego składu, który w teorii powinien być niższy niż przewidywałaby ordynacja mennicza. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać.

Znamy za to historię z Cieszyna, gdzie ponoć krakowskie grosze były przekuwane na półtoraki. Przykład cieszyńskiego półtoraka, na którym pod popiersiem Adama Wacława widać pierwotny stempel starszej legendy „SIGIII... DGREXPOLM.D.L", a więc oznaczenie grosza polskiego, zachował się np. w gabinecie numizmatycznym w Wiedniu. 

Ostatnie słowo powinno być o spadku ilości srebra w półtoraku. W końcu to władca zlecił takie działanie, żeby z początkowej próby 0,469 i wagi 1,57g doszło do 0,367 i wagi ok. 1,18g. Z tym, że to było spowodowane szalejącą inflacją, efektem wojen, m.in. wojny XXX-letniej, zalewaniem Rzeczypospolitej gorszą, drobną monetą zagraniczną i masowym wywozem lepszej - polskiej. Oczywiście wszystko odbijało się na ludności, która miała pretensje do władzy. Jednak jest to temat na zupełnie osobne opracowanie.

Narazie tyle. Kwestię imitacji półtorakowych niedługo rozwinę. 

poniedziałek, 21 października 2019

Fałszerstwa na szkodę kolekcjonerów

Postanowiłem poruszyć wątek, który długo był osobom zbierającym półtoraki obcy. A mianowicie fałszerstwa na szkodę kolekcjonerów. Mój stary tekst odnośnie wszelkiej maści prób nabijania bliźnich w butelkę można nadal przeczytać na stronie MONETY ZYGMUNTA III WAZY.

Dlaczego temat fałszerstw miałby być nam obcy? A to dlatego, że półtoraki jako nominał "mało atrakcyjny" dla potencjalnych zbieraczy nie był brany "na warsztat" u wszelkiej maści krętaczy. Co innego trojaki, szóstaki, orty, talary, dukaty...

Sezon ogórkowy... w półtorakach?

Jakiś czas temu czytałem, bodaj na Portalu Numizmatycznym krótki wywiad z Damianem Marciniakiem (mam problem z linkiem, było to 29 maja) odn...