Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje półtoraki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje półtoraki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 stycznia 2023

Półtoraki z mojej szafki #6

YouTube dziś podsunął mi w propozycjach film GNDM, który myślę, że warto rozpowszechnić:


Po pierwsze pan Damian mówi coś niezmiernie ważnego, a co umyka wielu z osób związanych z numizmatyką. Nie piszę "kolekcjonerom" bo nie każdy z numizmatyką związany to od razu kolekcjoner. Swego czasu temat był z grubsza omówiony, jednak nie kryłem się z szyderstwem. Docelowo tekst powstał jako paszkwil na grading monet bitych ręcznie (wszak walcarka umożliwiała mechanizację tego procesu), może ujmijmy to tak: "nie maszynowo". W końcu do tego został stworzony, prawda? To tak jakby nagle ADAC zaczął do testów zderzeniowych brać XVIII-wieczne bryczki...

Wracając jednak do filmu. Muszę przyznać, że z biegiem lat delikatnie zweryfikowałem swoje podejście do monet. Gdy zaczynałem przygodę moje kryterium było następujące:

RZADKOŚĆ  > STAN ZACHOWANIA

Z biegiem lat zamiast znaku większości dałbym przynajmniej taki: ⩾ lub nieraz nawet taki: =

Dlaczego? Ot, może trywialny powód ale po prostu smutno mi byłoby patrzeć na rzadką monetę ale w agonalnym stanie zachowania. Oczywiście każdy ma swój indywidualny system wartości według którego szacuje na co może sobie jeszcze pozwolić a czego już do kolekcji nie przyjmie.

A gdyby tak przyjąć ekstremalnie rygorystyczny system oceny monet? Przypomnijmy, że półtoraki znane są z tego, że są popularne i... co tu dużo mówić: niechlujnie wybite. Znalezienie takiego TOP POP w kolekcji na pewno będzie wyzwaniem! Zapomnijmy o gradingu! Grading jest dla lamusów! Określmy sobie własne standardy! Poniżej mamy 5(*) cech, według których postanowiłem wyszukać tę jedyną, najpiękniejszą:
- Moneta około/mennicza - no ok, to jeden z priorytetów, w końcu chcemy monety ładne, nie?
- Czytelna - co z tego, że będzie miała MS63 jak 1/3 powierzchni będzie niedobita?
- Centryczne wybicie - im bardziej stemple się rozjechały tym gorzej, najlepiej żeby było widać cały sznur otokowy.
- Krążek - brak defektów w stylu końcówka blachy, wady metalu, grynszpan etc.
- Patyna - te monety mają ~400 lat. Tak jak lubimy, gdy skóra ma przyjemny odcień po kontakcie ze słońcem tak monety też powinny mieć ciemniejszy odcień, dzięki patynie. 
- Rzadkość* - gwiazdka dlatego, że nie musi być rzadka, musi być piękna ale potraktujmy to jako szansę na "dodatkowe punkty". Wszak piękna moneta a w dodatku rzadka to już jest tym co tygryski lubią najbardziej :)

Przyznam, że na początku pisania tekstu byłem pewien, że główną nagrodę zgarnie moneta, którą już prezentowałem w cyklu "Półtoraki z mojej szafki"... więc byłby to "autoplagiat" jeśli chodzi o wpis.
 

Jednak nie 
Co jest nie tak?
- Wady na powierzchni/wykruszenia w okolicy krzyża na rewersie oraz przy 3 - nominale na awersie (moneta jest odwrotką 180 stopni, więc to ten sam fragment) 
-Uszkodzenie mechaniczne (rysa) przy G w SIGIS oraz ziarna grynszpanu w okolicach trójki w SIGIS 3

Konkurent do pierwszego miejsca to przedstawiciel... mennicy "hakowej"**:
 
** - Ci co śledzą moje wpisy wiedzą, ale dla innych przypomnę: mennica "hakowa", określona przez profesora Gumowskiego na krakowską (co jest pomyłką) wycinała krążki ręcznie. To znaczy przy użyciu specjalnych nożyc do cięcia blachy, ta zaś prawie na pewno nie była przygotowywana przez cywarki, tylko rozklepywana młotkami. Czyli na "dzień dobry" mamy starą, niemal średniowieczną technikę kontra zaawansowane urządzenia jak cywarki, dursznity, o prasach walcowych nie wspominając. Oczywiście nie ma za to dodatkowych punktów ale fakt jest faktem. 
Aby być precyzyjnym: jest to jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) krążków z tej mennicy, na których wybito półtoraki z hakami. 
Na pewno w porównaniu do bydgoskiej 1618 nie ma aż tak menniczego blasku, choć na awersie jest bardzo intensywny, na tyle, że każda moja próba jego uchwycenia przy użyciu mojego aparatu kończy się przepaleniami. 
"Ostrość" detali też jest nieco gorsza w porównaniu poprzedniej monety. 
Ale... sznur otokowy jest zachowany lepiej. Jest aż "ostry". Rant też jest niemal wszędzie jednakowo gruby, tylko na godzinie 6 na awersie i 5 na rewersie traci grubość, co jest też przyczyną niedobicia sznura otokowego. 
Poza tym centryczność bicia większa niż w 1618. Tam krążek był nieco większy ale i tak na awersie widzimy, że litery PMDL niebezpiecznie zbliżają się do brzegu monety. 
Patyna jest równa, złocista inna niż w półtoraku bydgoskim. Może minimalnie ustępuje tamtej, lecz tutaj już wkraczają subiektywne odczucia...

Podsumujmy (1618 vs 1617):
- Moneta około/mennicza - 1 : 0 (nie było remisu bo na punkty 1617 odpadł.. ale trochę jak Rocky Balboa przegrywający jednym punktem)
- Czytelna  - 2:1 (tu bezapelacyjny remis)
- Centryczne wybicie - 2:2 (1617 ewidentnie liderem w tej dziedzinie) 
- Krążek - 2:3 (w 1617 jedyna wada to mikroskopijne pęknięcie w okolicy RE POL, zaś w 1618 mamy grynszpan, uszkodzenie mechaniczne no i jest delikatne wycięcie przy D w PMDL)
- Patyna - 3:4 (w 1618 fajnie akcentuje niektóre miejsca jak np. koronę czy herb podskarbiego coś jak piegi u rudzielca, z kolei w 1617 jest ona pełna, złota jak u opalonej dziewczyny; ja nie podejmuję się stwierdzić, która jest ładniejsza :) ) 
- Rzadkość - Niezwykłość Bydgoszczy polega tylko na podwójnych ozdobnikach koło krzyża, poza tym to popularna odmiana. Haki zaś to "nowy awers" oraz bardzo rzadkie jabłko. Więc tym samym mamy zwycięzcę!

O, i już mamy luty :)

środa, 12 października 2022

Monety Zygmunta... lub "Półtoraki z mojej szafki #5"

Trochę zarzuciłem ten temat więc nic nie szkodzi na jego lekkie odświeżenie :P 

Adam pochwalił się swoim świeżym nabytkiem z ostatniej aukcji GNDM na fb. 

https://onebid.pl/pl/monety-zygmunt-iii-waza-poltorak-bydgoszcz-1615-1622-w-tym-sznur-6szt/1369518

Jako, że posiadam te monetki nie biłem się o nie zbyt zażarcie, gdyż w zasadzie musiałbym walczyć praktycznie o duble... Przerywaną otoczkę na rewersie z 1615 posiadam w wariancie "kropkowanym" - dokładnie takim jak numer 1532 w najnowszym katalogu. Tu zaś jest "sznurowana".  No inny wariant ale nie mnóżmy bytów... Swojego pamiętam kupiłem za ok 50 złotych, choć może piękna nie jest. 

Co tam ciekawego jeszcze? Przyzwoite 1616, 1618 i 1619 ale nic ponadprzeciętnego. 

Dalej mamy 1620 z Z4 w jabłku. Wbrew pozorom jest to naprawdę spora rzadkość bo normalnie mamy głównie datę 2 - 0 i 24 w jabłku, rzadziej są Z - 0 i Z4. W kombinacji 2 - 0 i Z4 nieczęsto się je spotyka. Dla przykładu Nieczytajło dał mu R6. Wszystkie 3 znane mi egzemplarze wybite tą samą parą stempli. No ale znów takiego mam tylko, że brzydszego... nabytego (tu już musiałem sprawdzić) za ok. 20 złotych. Aha - mój jest ilustrowany pod numerem 2015 w najnowszym katalogu (nie chcieliśmy tu robić plagiatu od Nieczytajły skoro moneta była pod ręką...).


Ostatnia jest monetka z 1622 i tu pewnie każdy powie "Eeee, nic ciekawego". No i się pomyli bo okazało się, że przegapiliśmy w katalogu takie połączenie: jabłko V.12 + herbowa tarcza ozdobna. No nie myli się ten kto... ;) A na dodatek jak się okazało też mam takie połączenie w swoim zbiorze (najciemniej zawsze pod latarnią) kupione dobrych już kilka lat temu za... 7 złotych. 


A teraz mała ciekawostka i moneta, którą nabyłem na ostatniej aukcji RDA (nie, nie miałem jej wcześniej ;)

Ale wcześniej dygresja. Młodzieńcem będąc bodaj w liceum natknąłem się na serię Andrzeja Pilipiuka traktującą o przygodach amatora-egzorcysty. Pewnie niektórzy teraz szybko i z klaśnięciem przyłożyli dłoń do czoła i/lub przerywają dalsze czytanie... No cóż, mi jako nastolatkowi to się podobało bo jeszcze chyba na studiach kończyłem któryś z kolei tam cykl. Z braku laku parę lat temu stwierdziłem, że wrócę do Autora ale tym razem na warsztat wziąłem "Oko Jelenia".  

Zapowiadało się smakowicie (pamiętam zresztą, że ktoś mi ją zachwalał): dwóch bohaterów rzuconych do XVI-wiecznej Skandynawii... przez kosmitę (tu już gorzej, zresztą chwyt znany choćby z nastolatka na dworze króla Artura...). No cóż ale jako, że imć Pilipiuk jest z wykształcenia archeologiem liczyłem na masę smaczków i wciągającej historii... Niestety. Już bodaj w pierwszym tomie podczas liczenia pieniędzy (okres panowania w Polsce Zygmunta I - sam Autor to podkreślił) nasz bohater znalazł w sakiewce półtoraki. Przyznam ręce mi trochę opadły... wtedy na tamtych terenach były öre jako jako bodaj 1/8 marki. Wcześniej funkcjonowały fenigi, czyli mniejsza część wspomnianego öre (za Wikipedią: 1 öre = 24 fenigom). Nijak to ma się wizerunkowo do półtoraków. Z kolei grosz jabłkowy (apfelgroschen) czyli taki z jabłkiem królewskim i cyfrą 24 jako 1/24 talara bito od ok. 1570 roku, czyli pod koniec życia Zygmunta II Augusta (oczywiście w landach niemieckich). Tylko, że dalej to były grosze a nie "półtoraki", jak w swoim dziele z 1600 roku Kasper Rytykier nazywał niemieckie grosze, które zawierały srebra tyle co półtorej polskiego grosza. 

Może i bym przymknął na to oko gdyby Autor spłacił kredyt zaufania, który mu udzieliłem po tym faux pas ale jednak było coraz gorzej... może nie w kontekście błędów historycznych ale akcja... no cóż, teraz to już nieważne. 

W końcu jednak wpadłem jakie "wspólne" monety posiadali Zygmunt I Stary i jego wnuk :) 


Co łączy te dwie monety? Brak informacji, za czasów którego z Zygmuntów zostały wybite :D 
W półtoraku brak cyfry 3 - po raz pierwszy w notowaniach pojawił się w 2016 roku na aukcji GNDM i to jeszcze na allegro. Nieczytajło wydając swój katalog jeszcze go nie uwzględnił więc nie spotkali się z taką monetą. Od tamtego czasu wypłynęły jeszcze dwa znane mi egzemplarze ale nie powalały jakością zachowania (zresztą kupić ich nie miałem nawet okazji). No i całkiem niedawno na aukcji RDA pojawiła się 4 sztuka, której przepuścić nie mogłem. 

W przypadku grosza Zygmunta (oczywiście I-go) okazuje się, że to też niepospolite sztuki, o czym wspomniał Grzegorz Romańczyk na forum TPZN.

niedziela, 17 stycznia 2021

Półtoraki z mojej szafki #4

Dzisiejszą monetkę widziałem na długo wcześniej zanim do mnie trafiła. Jak to się mówi "jak kocha to wróci". A skoro drugi raz ją już ujrzałem to nie dałem jej uciec :) 

Przyznam się, że w pierwszej chwili kierowałem się ozdobnikami (swoją drogą przygotowuję o nich wpis). Kółka nie dość, że dosyć rzadko występują jako ozdobniki i/lub interpunkcja to po obu stronach jest to raczej niespotykane. Legendą raczej się nie przejmowałem bo już takiego SIGI/POLO miałem. No ale przedstawmy dzisiejszego półtoraka:

Aw. o SIGI·3·DG [3] REX·P·MDL o 

Rw. o MONE·NO·[w]·REG·POLO o

Jeśli chodzi o katalog Adama to na dobra sprawę nie jest to ani B.14.3.r (F3), bo nie ma tu na awersie trójlistka obok korony, poza tym tam rewers a zwłaszcza ułożenie cyfr daty jest inne. Nie jest to również B.14.3.s (F2) z tego samego powodu plus jeszcze brak jest kropek przed i po cyfrach daty. Choć nie patrząc na trójlistek ani ułożenie cyfr to bliżej mu do r.

Z kolei Nieczytajło w swoim katalogu notuje odmiany SIGI/POLO ale podobnie jak u Adama:

- 47 (R2) ma trójlistek i kropki przy dacie
- 48 (R2) j/w (znikome różnice w interpunkcji)
- 51 (R3) j/w (znikome różnice w interpunkcji)
- 52 (R6) i tutaj rewers jest taki sam jednak na awersie mamy zamiast kółek krzyżyk(i);na prawo od korony nie można zidentyfikować więc może tam być ale nie musi - z innych znanych mi przykładów tego awersu zakładam, że krzyżyk tam jest.

No ok, ozdobniki, ciekawy typ legendy. Ale proszę Państwa to nie wszystko. Ta moneta posiada pierwszy typ awersu charakterystycznego dla półtoraków "krakowskich"! 

Tak nie ma tu pomyłki. Bydgoska moneta, która ZAPOCZĄTKOWAŁA typ awersu dla mennicy "krakowskiej". Tu informacja dla osób, które nie śledzą na bieżąco mojego wodolejstwa - popularny podział koronnych półtoraków na bydgoskie (bez haków) - jest ok ale te z hakami niekoniecznie są wybite w Krakowie. Właściwie więcej mówi za tym, że NIE zostały wybite w Krakowie. Gdzie? To już osobna para kaloszy, o której kiedyś pisałem raz czy drugi a na pewno nie jest to koniec.  W swoim katalogu Adam Górecki we wstępie dla rocznika 1615 również wypunktował istotny powód dla którego raczej nie był to Kraków.

Przechodząc do meritum, pozwolę sobie wkleić kilka "typowo" bydgoskich awersów z 5-polową tarczą:


Pierwszy u góry po lewej SIGIS z orłem w typie "papuga", dosyć charakterystyczna "trójkątna" tarcza z małym Snopkiem. Po prawej SIGI z z orłami podobnymi ale pierś orła razem z ogonem tworzą jakby 'odwrócony ananas'. Snopek też jest mały w podobnie lekko trójkątnej tarczy.

A kolei lewy awers z dolnego rzędu to już zupełnie inny wariant. Po pierwsze charakterystyczny trójlistek na prawo od korony + SIGI. Do tego duży Snopek w regularnej tarczy oraz orły w stylu "sępa". Na koniec warto zauważyć, że 5-polowa tarcza jest wyraźnie mniejsza od otoku i czasem jakby wisiała nad trójką. Tutaj akurat tego nie widać ale zdarzają się przypadki, że tarcza z trójką jest otwarta właśnie z powodu tego, że tarcza herbowa jest podniesiona i nie stykają się ze sobą. 

I ostatni - najrzadszy - bo spotykany w odmianie ze sznurowanym otokiem na awersie i to nie każdym. Najbardziej charakterystyczny jest tu orzeł z długim górnym dziobem i płaskim czołem. Również trójka w nominale pod tarczami herbowymi ma sporo wysunięty daszek w porównaniu do innych.

Oczywiście mamy też typ piąty - "krakowski", z którym zdążyliśmy się już zapoznać. Żeby zrozumieć dlaczego proszę przyjrzeć się poniższemu zestawieniu:


Niestety grafika jest duża - po otwarciu w nowym oknie jako sam obraz mamy ponad 3000/7000 pikseli ale na komputerze to nie problem, gorzej może wyglądać na telefonach. Ale cóż zrobić, chodzi o naprawdę małe detale w monecie o średnicy 20 mm. 

Awers jest praktycznie wspólny jeśli chodzi o detale - pomijając koronę i ozdobniki. Nie będę się zagłębiał w opis w/w zestawienia, każdy może sam obejrzeć i wyciągnąć wnioski. Dodam tylko, że zdjęć półtoraków bydgoskich z tego typu awersem póki co udało mi się zarchiwizować nie więcej niż 10. 

Wpis został zainspirowany wątkiem poruszonym na forum TPZN, który znów poruszył ciekawy temat wzajemnych "zależności" wspomnianych pracowni menniczych.

czwartek, 26 listopada 2020

Półtoraki z mojej szafki #3 + przemyślenia

 


Jak śpiewa Kuba Sienkiewicz "zapuściłem się to zdrowo cały luksus polega na tym...". To fakt bezsprzeczny. Częściowo jest to spowodowane moim drugim "dzieckiem", które staram się, żeby powoli miało ręce i nogi. No ale dość marudzenia.

Urodziny blogowe minęły już dawno bo ponad miesiąc temu. Jednak daty nie są aż tak istotne. Ale jak zobaczyłem, że pyknęło ponad 10 000 wyświetleń a sam popełniłem równo 50 wpisów to wzięło mnie na nostalgię. Wychodzi średnio tak jeden wpis co 8 dni. W sumie nieźle zważywszy na objętość niektórych, zaś inne to totalny 'spontan'. Przez ten ponad rok otrzymałem trochę komentarzy (prócz jednego nawiedzonego "sprzedawcy cudawianków" miłe i zachęcające, kilka maili oraz wiadomości pw na TPZN. Czyli ktoś to jednak czyta i (juhu!) nawet mu się podoba. Nie próbuję wychodzić tu na guru od półtoraków bo jak ktoś mnie zapyta czyje są haki w półtorakach z lat 1614-1618 to nadal nic nie odpowiem. Ale widzę co dzieje się na ryku i to będę komentował. Czy to się jakimś handlarzynom z allegro podoba czy nie. Ci co nie robią z igły widły i nie próbują wcisnąć miecza tam gdzie go nie ma  mogą spać spokojnie ;) No dość tego, nie siejmy fermentu. Skupmy się na monetach...

Wyjąłem całą moją kolekcję półtoraków. Zrobiło się tego kilka palet (po 2-3 krotnym przebraniu tego co "niepotrzebne"). Skąd to się wszystko wzięło? Ile pieniędzy, czasu, pracy człowiek potrafi wpakować w hobby? Tylko czy to jest jeszcze hobby czy już... co? Nałóg? Nie mówię, że nie. 

Dlaczego półtoraki? Odpowiedź w sumie jest prosta. Bo są tanie, popularne a to z kolei sprawia, że nie są fałszowane jak inne monety Polski Królewskiej. Dla wielu osób zaczynających swą przygodę z PK to spory atut. Oczywiście jest kilka nominałów, które spełniają te kryteria. Jednak o ile mi wiadomo NIE są one nowym nominałem powstałym aby sprostać wymogom rynkowym oraz mającym zabezpieczyć ekonomicznie kraj (w pewnym sensie). To, że na dobrą sprawę półtoraki są naśladownictwem niemieckich groszy nie robi mi różnicy. Tym bardziej to je wyróżnia na tle pozostałych nominałów. Właśnie obecnością jabłka królewskiego i tym samym brakiem popiersia władcy, które występowało na nominałach od grosza włącznie (pominąwszy przejście w 1607 z groszy portretowych na te wzorowane na monetach Zygmunta I Starego). Oczywiście nie ukrywam, ze lubię sobie popatrzeć na królewską facjatę. Czasem jest pięknie dopracowana, nieraz zaś można się zastanawiać jak rzemieślnik, który stworzył punce/stemple do tych monet zachował ręce po tym jak król obejrzał się na monetach. Czuć w tym majestat władcy, czego - powiem szczerze - ciut brakuje mi w półtorakach. W 1614 sytuację ratuje orzeł, który całymi 12-13 milimetrami wypełnia większość awersu...


By jeszcze tego samego roku zostać zredukowanym do 4-5 milimetrów:
Jednak co by nie mówić nominał ten ma jeszcze jedną, niezaprzeczalną zaletę. 

"Nienotowalność" :) 

Pomijany, wymieniany "z konieczności" w ostatnich latach złapał wiatr w żagle. 2 katalogi drukowane poświęcone tylko temu nominałowi - jeden ukraiński, drugi polski. Monstrualny wątek na TPZN. Blog niżej podpisanego, który (ledwo) 5 lat temu zaczął swoją przygodę z tym nominałem i (na szczęście) z wspomnianym forum... coś się ruszyło. Okazało się, że jakieś 12 stron w katalogu Kopickiego z 2007 roku to wierzchołek góry. Może nie tak imponującej jak masywy ortów czy talarów ale mimo wszystko mających swoich wielbicieli i fanatyków. Z drugiej strony... coraz ciężej coś wyłapać dla siebie. No ale jak się trochę nazbierało to nic dziwnego, że kolejne aukcje ogląda się z pewnym dystansem. 

Satysfakcja z czasem przygasła ale nadal otwierając katalog półtoraków mogę bez problemu znaleźć m.in. stronę gdzie 3 zdjęcia to moje monety, bo wcześniej nie udało się zdobyć ich fotografii. 
Jeden z moich rodzynków - ma się swoje ulubione monety, moja to właśnie ta:

Już był tu prezentowany pod innym tytułem niż "Półtoraki z mojej szafki" więc nie on jest dzisiejszym gościem. Takie monety trafiają się raz na kilka lat. Ot zwykły "krakus" z 1617... czy też może 1618? W międzyczasie widziałem na aukcjach kilka 1611, kilka 1620 z Wilna, kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt 1619 też litewskich. Może już -naście półtoraków bez daty, jedną sztukę z pełną datą nad krzyżem z 1614, dwa SIGIS III z 1616, etc... i ani jednej tego typu monety. 
Oczywiście miałem szczęście, że w odpowiednim czasie zajrzałem na odpowiedni portal... Mimo wszystko radość z obcowania z monetami, których wiek to lekko licząc to jakieś 18-20 ludzkich pokoleń daje do myślenia. Jakoś uchowały się do naszych czasów, podczas gdy historia nie rozpieszczała naszych przodków. Wczoraj śledząc pewien wątek dyskusyjny na TPZN zrobiło mi się smutno. W USA mają maszynę do bicia monet, która funkcjonuje od ponad 150 lat. Nasze złotówki (i grosze) bite są od 25 lat (denominacja to rok 1995) zaś monety funkcjonują z datą 1990, więc w teorii mają (dopiero!) 30 lat. Pytanie tylko ile razy zmieniły/zmodernizowały się automaty w mennicy. Tego niestety nie wiem. Coś fajnego byłoby mieć taką złotówkę, którą możemy zapłacić a została wybita maszyną pamiętającą czasy, gdy nasz prapradziadek zdawał do gimnazjum... 

Dobra rozmarzyłem się... obiecana monetka z ostatniego wpisu: czyli nienotowany (znów, hehe) półtorak i też 1617 z hakami:


Waga 1,58 grama. Stan zachowania jak widać - właściwie tylko dlatego go kupiłem. 

Legenda jak widać:

SIGI·3·D·G·[3] REX PMDL  

*MONE·NO·{SAS}·RE·POL· /HAKI/*  

O ile w katalogu Nieczytajły legendę rewersu da się przypisać do pozycji nr 30 to awers już jest nienotowany. I nawet nie staram się rozgryźć czy po obu stronach X to kropki nabite przez mincerza czy po prostu "paprochy" jak te, które dostały się między PMD... 
Ot - pułapka na twórców bazujących na interpunkcji w takich monetach. Miało być jak w katalogu Dutkowskiego w PN - tam też m.in. spory jest nacisk na interpunkcję - a tu po prostu nie wyszło. Miksy awersu i rewersu wyskakują co chwilę. Gdyby wydali 2 wydanie w 2021 to pewnie katalog byłby 2x grubszy od "nowych" odmian interpunkcyjnych. 

Pomijając legendę jeden z ładniej wybitych i równo wyciętych "krakusków". Kupiony "na podmianę" ale podmiany nie będzie bo za bardzo mi się spodobał a od mającego być podmienianym różni się jeszcze jednym elementem:

W niektórych przypadkach siódemka jest "pochylona" na tyle, że przypomina jedynkę. Albo też trójkąt bez podstawy jak było zapisane u Adama. W sumie pierdółka bo w 1616 "pochylone" szóstki występowały co chwilę ale występuje to już u Kopickiego w 2007 więc narazie niech będzie ;) 

Do zobaczenia (mam nadzieję szybciej niż poprzednio).

środa, 23 września 2020

Półtoraki z mojej szafki #2

Tym razem znów chwalipost :) Najpierw jednak ciekawostka. Ta moneta to druga (ponad dwa lata temu, od tej pory trochę więcej tego wypłynęło), gdzie widziałem taki układ ozdobników przy krzyżu na rewersie: ~+  KRZYŻ +~. Zazwyczaj występują albo "fale" albo krzyżyki, nałożone na te "fale". Natomiast występowanie dwóch typów ozdobników to już rzadkość. Nieczytajło pokusił się o określenie ich stopnia rzadkości i mojej monecie najbliżej do pozycji nr 153 z szacowanym stopniem R4. Najbliżej bo jeśli już bawimy się w te klocki to moja ma gwiazdkę przed SIGIS a u Nieczytajły takowej nie ma. Ot takie 'zagrożenie' jeśli skupiamy się na interpunkcji przy tworzeniu katalogu, że po jego wydaniu będzie 2-3 razy tyle monet nienotowanych. 

No ale odpuśćmy panom, jeśli ktoś w ogóle zwraca uwagę na takie detale i tak wie, że moneta jest niepospolita. Jak napisałem na początku to druga taka jaką zauważyłem. Pierwszej na szczęście nie udało mi się kupić. Dlaczego na szczęście? Bo była brzydsza i droższa o prawie 50% (dałem b. wysoki limit z nadzieją, że nikt nie zauważy i pójdzie do mnie po taniości - myliłem się) od... lotu 4 monet, w której wypatrzyłem właśnie dzisiejszego bohatera. Gdybym nabył tamtą pierwszą pewnie nie pokusiłbym się zakup tego lotu bo szczerze zdjęcia były słabej jakości. Zaś gdy monety przyszły (oprócz 3 sztuk, które były chyba też rocznikami 1618, 1616 i chyba 1620 - tam bez szału) ukazało mi się to:


Generalnie podchodzę do półtoraków trochę jak pan Chałupski: "Moneta nie musi być piękna. Moneta musi mieć swoją historię." Zwłaszcza, że półtoraki często były bite niechlujnie, moneta też do urodziwych się nie zalicza. Nawet grosze czy szelągi nieraz biją je pod względem ilości detali, jakości wykonania stempli. Ale tutaj po prostu nie mogę się oprzeć urokowi tej monety. Oczywiście ma wady: m.in. delikatne wykruszenie tła między godziną 11 a 12 na rewersie (podejrzewam zbyt mocne uderzenie stempli) , czy uszkodzenie na awersie przy 'G', delikatne ślady grynszpanu na nim... jednak czym one są przy tym blasku? Początki złotawej patyny dodają jej jeszcze większego uroku. Sznur otokowy na rewersie jest widoczny w ponad 95%. Właśnie to wspomniane wykruszenie spowodowało naruszenie jego ciągłości, poza tym mamy praktycznie pełen otok. Moneta ma z lekką górką 21 mm średnicy, czyli więcej niż przewiduje się dla tego nominału. Ostrość detalu również jest niepospolita a już herb Sas jest niemal podręcznikowy. Co ciekawe (jako, że nie jestem dobrym fotografem a operowanie światłem opanowałem na poziomie wkręcenia i włączenia żarówki) długo nie umiałem zrobić jej dobrego zdjęcia. Albo wychodziło prześwietlone albo za ciemne. Tutaj jestem w miarę zadowolony, choć i tak (wiem, banał) lepiej wygląda na żywo :D 

Kończąc te ochy i achy można napisać, że moneta do najlepszych kolekcji z szansą na wysoki MS... Dobra poniosło mnie, wybaczcie ;) 

Tyle na dziś, już niedługo coś więcej niż tylko chwaliposty. 

czwartek, 3 września 2020

Półtoraki z mojej szafki #1

Witam

Zdaję sobie sprawę, że nieco zmniejszyła się częstotliwość wpisów. Jest to spowodowane m.in. brakiem czasu oraz - nie ukrywam - że to co chciałem napisać to w dużej części już zostało opublikowane. Oczywiście nie znaczy to, że blog będzie martwy :D Co to to nie! Jest jeszcze sporo do omówienia ale, patrzcie punkt pierwszy - czas :( To nie są tematy na "jedno posiedzenie" a często jak coś zaczynam i odkładam w czasie to: a) nie zawsze pamiętam co i jak chciałem ująć, b) [wiąże się też z a)] zazwyczaj kasuję post i tworzę go od nowa, c) często przerywam w 1/4 czy połowie bo muszę robić to, tamto czy siamto. 

Kiedyś na swoim fanpejdżu Adam zapoczątkował cykl "półtoraków tygodnia". Wbrew nazwie nowe monety pojawiały się zupełnie losowo. Nie będę mu kradł nazwy ale sama idea nie jest przecież nowa. Ja nie daję żadnej gwarancji (nawet w nazwie) z jaką częstotliwością będę prezentował moje monetki. Plus (jeśli ktoś zechce to tak traktować) jest taki, że to moje monety, bo w swoich wpisach posiłkuję się zdjęciami zarówno własnymi jak i z internetu. 

Tak więc nie przedłużając pierwszy półtorak w tej serii:


Mennica oczywiście bydgoska, pierwszy rok bicia półtoraków. Na awersie widzimy "koniczynkę" czy też ozdobnik w postaci trójlistka charakterystyczny przede wszystkim dla pierwszego rocznika. Podejrzewam, że monety z tym typem ozdobnika są jednymi z pierwszych, które bito po "orłach", gdyż ten sam ozdobnik znajduje się na godzinie 12-tej awersu monet z orłami z '3'. Temat zresztą na osobny wpis... ech :)

Niestety sama moneta urodą nie grzeszy. Za to tym co zwraca na siebie uwagę - a przynajmniej powinno - to jabłko i data. Na stronie 15 katalogu półtoraków Góreckiego (wydanie 2019) pod kluczem JB3 (data u góry) znajdziemy to własnie jabłko:


"Klucz" oraz sam obrazek powyżej wskazują, że ten typ jabłka występował w półtorakach, gdzie data była "wpisana" w otok legendy. Tyczy się to też odmian z pełną datą: 16 (krzyż) 14, które są nieporównywalnie rzadsze od tych ze skróconą.

Tutaj zaś mamy je w połączeniu z datą "opuszczoną" tak, że cyfry niemal "stoją" na jabłku. Takie ułożenie daty też jest pospolite w półtorakach z orłami a także występuje nawet z tarczą 5-polową (B.14.3.r) - jednak z innym jabłkiem. Mój egzemplarz jest jednym z trzech jakie znam. Inny kiedyś poszedł na aukcji WCN a zdjęcie trzeciego nie pamiętam już skąd mam. 

Nie są też opisane w katalogu, ponieważ należy traktować je jako wariant a nie odmianę. 

To tyle. Jak znajdę czas to pojawi się kolejny wpis. 

Do zobaczenia.

Brakujące ogniwo odnalezione!(?)

Gwoli wstępu (biję się w pierś, często zapominam, że mogą tu zaglądać osoby, które w półtorakach są nowe - a ja często "lecę" z te...