Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grading. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grading. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 listopada 2024

Grading (nie tylko półtoraków) NGC - jak łatwo otworzyć slab

 Dziś nowość! Wideoblog :D Ale proszę się nie przyzwyczajać, raczej potraktować jako wyjątek.

Aż zacząłem się zastanawiać, czy sam nie dostałem jakiegoś "spreparowanego" slabu. Niby bez sensu bo moneta warta niewiele ale skoro się tak łatwiutko otworzył...
Ale jednak "oryginał" http://www.ngccoin.com/certlookup/6641245-047/58/


sobota, 12 lutego 2022

Kupujcie monety :)

Witam w 2022 roku!

Nie, blog nie umarł. Przeszedł tylko w fazę uśpienia spowodowaną różnymi czynnikami. 

Pierwszy to (współ)praca nad nową wersją katalogu półtoraków, którego autorem jest, był i będzie Adam Górecki. Ja tylko wspomagałem proces twórczy i wzbogaciłem (mam taką nadzieję) w słowo pisane. Katalog jest ukończony, trwają prace edytorskie, potem składanie etc. 

Kolejna sprawa to 'zagwozdka', nad którą siedzę od dłuższego czasu z różnym skutkiem. Oczywiście też półtorakowa :) Póki co powstało ~20 stron tekstu (a końca nie widać) ale nie będzie to część katalogu. 

Itd, itp, blog zszedł na kolejny plan. Ale nie nosiłem się z zamiarem "uśmiercenia" go. Tylko nie jestem do końca przekonany do takiej formy (nazwijmy to tak) przekazywania wiedzy. Choć to brzmi wyjątkowo górnolotnie czy wręcz trąci snobizmem bo sugeruje, że ja posiadam wiedzę a Czytlenik nie :) Przyznam, że praca nad katalogiem z Adamem (choć inaczej sobie finalny efekt wyobrażałem) zainspirowała mnie do zastanowienia czy warto wydać coś na kształt "monografii" o tym nominale. Tylko, że narazie to tylko miraż raczej nie do zrealizowania w formie, że się tak wyrażę: książkowej. 

Ale dość rozwodzenia się nad nieistotnymi rzeczami :) 

Tytuł dzisiejszego wpisu, jak może niektórzy zauważyli, w przewrotny sposób nawiązuje do bloga prowadzonego przez pana Jerzego Chałupskiego

Zbierajmy monety - tak jest w oryginale. Monety niekoniecznie piękne ale niosące znamię historii. W przypadku półtoraków jest ciekawie, bo tak naprawdę mało co naprawdę o nich wiemy. Nie wiadomo tak naprawdę gdzie bito półtoraki z hakami. Kraków to blaga wymyślona przez profesora Gumowskiego i powtarzana bezmyślnie przez kolejnych autorów aż stała się "prawdą objawioną". Pisałem o tym w biuletynie nr 10 TPZN. Nadal czekam na artykuł Cezarego Chełchowskiego własnie o hakach, który miał się ukazać wraz z najnowszym numerem Biuletynu Numizmatycznego ale czasopismo to ma widać spore kłopoty bo ostatni egzemplarz datuje się na połowę 2020...

Ale "zbieranie" monet nie zawsze się opłaca. 

"Jak to?" - mogą zakrzyknąć niektórzy - "Wszak według artykułów z branży finansowej i zapewnień  właścicieli dużych domów aukcyjnych inwestycja w monety - a zwłaszcza rzadkie i w świetnym stanie zachowania jest nad wyraz bezpieczna!"

Ok. Właściciel domu aukcyjnego, który przyjmuje w komis Waszą monetę ZAWSZE zarabia. Na prowizji od Was i na prowizji od osoby kupującej monetę. Daje to (razem) różną kwotę ale może to być niemal 1/3 wylicytowanej kwoty. Czyli np. kupiliście póltoraka za 1000 złotych. Dom aukcyjny bierze od osoby wystawiającej (komitenta) prowizję w wysokości 5-10%. Kupujący zaś musi zapłacić 10-18% 'młotkowego'. Przedziały są oczywiście różne w zależnosci od firmy ale widać o co jest gra.

Tak więc kupujemy pięknego półtorakogrosza od jednej z najbardziej znanych firm numizmatycznych na rynku. Jest rok 2013 i za piękną monetę w stanie II płacimy ponad 14 tysięcy złotych. Dla ułatwienia cena jest zaznaczona zieloną strzałka, data aukcji żółtą. Zauważył to kol. pasjonatort


Nie powiem ładna, rzadka moneta. Co prawda jakoś nie zapałałem do emisji z lat 1616-1617 miłością na tyle wielką, żeby właczyć je do zbioru ale bliżej mi zaklasyfikowania ich jako półtoraki niż grosze. 
Ale sama moneta jak na 2013 rok była droga. 5-cyfrowe kwoty to już naprawdę wysoka półka. Nie podam teraz dokladnych danych ale o ile dobrze pamietam podobny pułap osiągnęły wczesne (1654-7) półtoraki Jana Kazimierza...
Szczęśliwy nabywca wysłał monetę za ocean i uzyskał notę MS 63. Pięknie!
Po 3 latach moneta widocznie znudziła się nabywcy. Co ciekawe cena startowa pomimo grejdingu spadła z 8000 do 5000 złotych. 

Jak widać wylicytowana kwota również była sporo niższa niż w 2013 roku. A przecież ponoć grading to jakość, prestiż i bezpieczeństwo...Oj, miał być ten link ;) 
No widać kupujący stracił cierpliwość do pewnej firmy i udał się do innej, która potrafi wykrzesać z drobnego nominału conieco

Niestety w niecały rok moneta przysporzyła strat na ponad 4000 złotych. Nie liczę tu opłat aukcyjnych, które komitent oczywiście musiał ponieść. Jak sprzedajecie samochód to liczycie się, że dostaniecie za niego mniej niż rok temu jak go kupowaliście. Ale w przypadku monet cały czas wmawiali Wam, że będzie odwrotnie. Sorry, taki mamy klimat... 
No ale 5500 za taką monetę to dobra kwota. 

Praktycznie równe dwa lata cieszył się nią nowy nabywca. Ale nie każdy musi traktować zbiór jako coś osobistego. Bywa, że trzeba sprzedać dublety, nawet tak rzadkie monety;) Jednak nie o to chyba chodziło sprzedającemu?


Dziś moneta znów znalazła nowego nabywcę. 
Mamy TOP POP, tylko jeden MS 63, NGC MS 63 MAX, piękny i rzadki. Imion jego nie zliczysz...
Wylądował z kwotą końcową poniżej 4000 złotych. 

Tak narazie kończymy 5 sezon serialu "Jak stracić 10 000 złotych w 9 lat". Jeśli jesteście ciekawi to ogladajcie dalej. Może wygram następną licytację i zepsuję zbawę ;)






wtorek, 28 kwietnia 2020

Co z tymi stopniami rzadkości?

Czyli co z tymi "eRkami" i dlaczego w przypadku półtoraków to porażka?

Generalnie temat rzeka, bo niemal każdy zajmujący się numizmatyką prędzej czy później otrze się o słynne "eRki". R1, R3, R7...  im wyżej tym lepiej. I drożej. Dlatego wystawiając na aukcję np. półtoraka z (błędną) datą 1611 każdy dom aukcyjny zawoła od razu wyższą cenę startową bo to w końcu R8 (Kopicki 2007) czy R7 (Nieczytajło 2016). Czyli egzemplarzy znanych/zachowanych powinno być kolejno 2-3 czy też 4-6. Cztery miesiące temu wspominałem, że monet tych z datą 1611 w moim cyfrowym archiwum mam już 9 sztuk (10 jeśli liczyć z dotychczasowym unikatem z 1617 roku bo reszta to ewidentny błąd z 1621 roku) więc oba powyższe szacunki są już dawno zdezaktualizowane. 
Dziś (po aktualizacji o zdjęcia z nadchodzącej aukcji GNDM - tzn. zdjęcie tej konkretnej monety z innego serwisu miałem ale było gorszej jakości ;) półtoraków z datą 1611 mam dwanaście. DWANAŚCIE monet R7/R8:

Oczywiście nie liczę, że cokolwiek zmienię tym wpisem. Nie zależy mi też, żeby komukolwiek coś udowadniać ale skoro na tym blogu poruszam kwestie półtoraków to musi tutaj paść stwierdzenie, że:

STOSOWANIE "EREK" JAKO SKALI RZADKOŚCI DLA PÓŁTORAKÓW TO BZDURA!

Dlaczego? W końcu skoro powyższy przykład z rokiem 1611 to nie R8 ani R7 to w końcu R6 i dajmy z tym spokój? Otóż nie. 

Wiem, że ciężko zmienić przyzwyczajenia ale operowanie tym systemem dla nominału, który wybito w ilości mniej więcej 760 milionów (to +/- tyle ile w PRLu wybito 50-groszówek od 1949-1987 roku!) jest delikatnie mówiąc ignorancją. 
Problemem nie jest nawet ilość monet, które zachowały się do naszych czasów. W końcu np. boratynek wybito jeszcze więcej a katalogi im poświęcone też operują eRkami. No ale w boratynki się nie zagłębiam. Mam co prawda ich kilka, niektóre nawet szacowane przez katalog Wolskiego na R2 i R3 ale nie jest to dla mnie prawie żaden wyznacznik rzadkości. Dlaczego? Bo katalog miedzianych szelągów Jana Kazimierza Cezarego Wolskiego wydany cztery lata temu jest już nieaktualny z uwagi na pojawienie się XX odmian od tego czasu. Podobnie jak katalog Nieczytajły i Zamiechowskiego (też z 2016 roku) czy Adama Góreckiego (2019). W przypadku tego pierwszego podczas jego minirecenzji/opisu na blogu Wojciecha wyśmiewałem 2 systemy "eRkowe" wprowadzone dla monet przed 1619 i po 1619:

Nie mam zamiaru przepraszać bo nadal nie rozumiem w jaki sposób mogli przyznawać R7 i R8 dla lat 1614-1619. Może ktoś mi wyjaśni? :P
Autorzy zauważyli, a przynajmniej zaakcentowali na swój sposób bezsens tradycyjnych "eRek" w odniesieniu do bajońskich ilości półtoraków i zrobili to "po swojemu". Jak wyszło to widać. Po prostu przydałby im się inny system.

W tym drugim przypadku Adam Górecki poradził sobie wprowadzając "swój" system rzadkości:
Jest to oczywiście "adaptacja" systemu Ivanauskasa: R, RR, RRR, RRRR. 

Oczywiście daje nam to bardzo ogólny wgląd w rzadkość monet. Ale jest to o wiele bezpieczniejsze z uwagi na częste "wypływanie" skarbów setek, tysięcy półtoraków, które po przejrzeniu potrafią nas zaskakiwać nieznanymi odmianami, wariantami etc. Własnie to ciągłe "odkrywanie" półtoraków jako nominału, którego - idę o zakład - ogromne ilości spoczywają nadal w ziemskich depozytach sprawia, że stosowanie klasycznej skali opracowanej przez Czapskiego jest nieporozumieniem.
Do tej pory ten nominał był w cieniu trojaków, szóstaków, ortów, groszy, szelągów... katalogi, które powstawały począwszy od Czapskiego i jego skatalogowanego zbioru, Gumowskiego ("Mennica Bydgoska"), Kopickiego ("Ilustrowany skorowidz pieniędzy polskich..." a potem "Monety Zygmunta III Wazy"), że wspomnę tylko o Kamińskim z Kurpiewskim... O tych ostatnich może lepiej nie wspominać bo to co oni odwalili z eRkami w półtorakach to aż strach czytać... Zawsze ten nominał był znany z kilku bardzo rzadkich odmian, kilkunastu - powiedzmy - średnio rzadkich i całego morza popularesów. Aż dzięki dobrodziejstwu internetu nie tylko wielcy numizmatycy z wykształcenia i zawodu mogli nagle badać każdy nominał jaki zapragnęli. Tak też 10 lat temu na forum TPZN powstał wątek, który dziś liczy ponad 1700 postów, został wyświetlony ponad 500000 razy. Oczywiście - jak wszędzie - merytoryczna część to pewnie jakiś procent ale ważne, że stanowił punkt wyjścia do badania tego nominału na niespotykaną dotąd skalę.
Stanowiło to również dla wielu impuls do przeglądania swoich zbiorów, gdzie półtoraki do tej pory zapewne leżały obok PRLowskiego złomu. Dało to kolejną falę odkryć. Dziś już nie tak łatwo zdobyć jakąś nienotowaną odmianę ale na pewno nadal łatwiej w porównaniu do innych nominałów. Czy ktokolwiek rzuciłby okiem na te popularne* roczniki:






Średni stan... tylko przed 2019 75% z nich nie było uwzględnionych w żadnym katalogu... I jak ustalić ich rzadkość? Na R*? R8? Tak przynajmniej powinno być skoro nie znamy innych egzemplarzy. Problem w tym, ze przypomina to liczenie gwiazd, które widać z okien swojego domu. Jeśli ruszymy swoje 4 litery albo poczekamy odpowiednio długo może okazać się, że tych gwiazd jest o wiele więcej, tylko my nie byliśmy w stanie zaobserwować. A chyba przyznacie, że głupotą byłoby opracowywać katalog gwiazd tylko na podstawie tego co widzimy z okien własnego domu i załóżmy jeszcze kilku innych?
Skoro pojawiają się takie cudaki to kto wie czym nas ten nominał jeszcze zaskoczy. 

Czyli eRki przekłamują a katalogi rozmijają się w nich jak budowniczowie mostu w Laufenburgu:

Zaś eFy od Adama (i RRR-ki Ivanauskasa) są za to zbyt ogólnikowe. 

Jak żyć? 

Oczywiście długo w zdrowiu i szczęściu. Jednakże jest pewne światełko w tunelu. Internet służy, poza oglądaniem zdjęć kotów i sprawdzaniu ile kalorii mają maliny również do handlu przypadku monetami. Od kilkunastu lat można robić zakupy bez wychodzenia z domu. A teraz pytanie do Was - jaki % Waszej kolekcji nabyliście od fizycznych osób na giełdach a ile przez internet widząc tylko zdjęcie monety? Skoro coś było w internecie to zazwyczaj w nim pozostaje i można pokusić się o stworzenie wirtualnej bazy danego nominału dzieląc go na lata, mennice, odmiany, warianty... etc. Ten potencjał zauważył pan Cezary, który w swoich katalogach użył następujących stopni rzadkości dla półtoraków:


Tak więc np. mamy monetę z D5/2%. Brzmi dziwnie ale jest to rozwinięcie systemu Adama z dodaną procentową ilością danej odmiany w roczniku.

Brzmi nieźle, prawda? Problem w tym, że D, czyli dostępność - w przybliżeniu - mogę oszacować na podstawie mojego archiwum ja czy ktoś inny od dłuższego czasu śledząc rynek półtoraków to już przy procentach muszę się poddać. Jak widzimy w opisie system bazuje na Ś.P. portalu nummus.org. Pozycje tam zarchiwizowane - jeśli ktoś nie poświęcił na to czasu i nie zapisał ich np. na dysku twardym - przepadły. Aby podać % w roczniku należy dysponować również odpowiednią bazą danych. Jednak po lekturze artykułu na temat rocznika 1625 z Biuletynu Numizmatycznego mogę być o to spokojny.
Oczywiście problemem też jest co uważamy za kryterium "ważności" jeśli chodzi o wyszczególnienie odmian/wariantów w katalogu? Mennica, data, legenda.... interpunkcja? Ozdobniki przy krzyżu? Typ otoczki? Pochylenie cyfry w dacie zwłaszcza w 1616 i 1625 to udręka. Kątomierz wymagany. Korony orłów w tarczy 5-polowej? Jak daleko się posunąć w szczegółach?
Naturalnie jest to zależne od autora. Osobiście z niecierpliwością czekam na koniec pracy pana Chełchowskiego bo we wczesnym okresie powstawania pierwszego papierowego katalogu półtoraków miała to być wspólna praca obu panów. Niestety (?) do tego nie doszło. 
Tak czy siak jak prace ubiegną końca na pewno wart będzie dokładnego przejrzenia.
Podejrzewam jednak, że nie będzie się cieszył "popularnością" wśród sprzedawców. Ci wolą jasne zasady i zagłębianie się już w katalog Adama dla niektórych jest problemem.
Generalnie zaś powoli dochodzę do wniosku, że dla niektórych eRki przechodzą do lamusa, bo teraz liczą się eMeSy, o czym zresztą całkiem niedawno wspominałem.
Zaledwie trzy dni temu kolejna aukcja pokazała nam jak przeliczać MSy na złotówki:
 A monety nie mające MSa wogóle lepiej nie pakować do trumienek bo tylko stracimy na kosztach gradingu (o samych monetach nie wspominając):

wtorek, 7 kwietnia 2020

Mieć czy być - czyli wybiórczy przegląd aukcyjny

Zazwyczaj moje wpisy są długie, ten dla odmiany będzie... średnio długi :) 
Przy okazji mała zapowiedź - najprawdopodobniej zrobię 'spis treści', czyli osobną stronę (chyba) pod linkami, gdzie tematycznie posegreguję moje wpisy. Nazbierało się tego, a że chronologia nie była moją mocną stroną to przydałoby się wprowadzić trochę porządku.
A teraz do rzeczy. Adam w swoim wpisie z 15 marca poruszył ciekawy i istotny problem. Półtoraki jako nominał na allegro ustępują tylko szelągom w liczbie aukcji w dziale Numizmatyka/lata 1587 - 1668. Z tym, że szelągów wystawionych jest 667 sztuk a półtoraków 657 (na dzień 07.04.2020).  Zresztą po szczegóły odsyłam do wyżej przytoczonego wpisu Adama. 
Z tego generalnie wynika, że spora większość materiału dostępnego na aukcjach to wtórny "śmietnik", który wraca wciąż i wciąż a nikt tego kupić nie chce bo takie odmiany i stany są dostępne wszędzie i od ręki. Inne portale aukcyjne też nie rozpieszczają bo choćby na takim onebid ostatnie aukcje większych firm, które wyszły "ponad" allegro czy nawet Numimarket oferują półtoraki w znikomych liczbach. Debiut a zarazem delikatną 'wtopę' zaliczyło Cieszyńskie Centrum Numizmatyczne. Delikatną bo właściwie tylko w Polsce Królewskiej było sporo spadków a w półtorakach aż 66,6%:
Ceny startowe też nie rozpieszczały - to fakt.
Na trzy półtoraki poszedł tylko jeden i to za cenę startową. Co ciekawe nie była to względnie rzadka Ryga, nie był to rzadki błąd RE POLO z 1622 roku - w sumie najładniejszy gzemplarz jaki widziałem do tej pory. No ale ktoś postanowił zatrumienkować monetę i niestety NGC dało jej tylko XF45. Dla kolekcjonera plastyku to byłby afront mieć w swoim zbiorze ten niski numerek więc, pomimo, że odmiana ta u Góreckiego ma F3 a u Nieczytajły R6 to nie znalazła nabywcy. Co ciekawe nabywcę znalazł MS 65 MAX JEDYNY z roku 1623. Co bardzo ciekawe za... 750 złotych:
1623 MS65 JEDYNY MAX ŚWIAT GALAKTYKA

Szczerze... MS to może i jest ale czy jest ona piękna? Widywałem ładniej/dokładniej wybite.
Już wcześniej (w duecie z Adamem) pisałem o gradingu i przed aukcją obstawiałem, że pewnie pójdzie Ryga i zapewne 1622. A tu zupełne przeciwieństwo. Cóż, życie nikomu nie szczędzi rozczarowań. Zastanawia mnie tylko jedno. Kto kupuje najpopularniejszy rocznik półtoraków za 750 złotych? Żeby to chociaż było ciut rzadsze, jak wyśmiewany wcześniej "ónikat" z 1627 roku bez miecza. Mam pewne przypuszczenia (bo nie spotkałem ich ani osobiście ani w internecie ale wgląd w archiwa aukcji daje mi podstawy sądzić, że istnieją), że to osoba z cyklu inwestor/firma/[w ostateczności]maniak MSów. Osobiście nie należę do żadnego powyższego typu a swoje monetki z 1623 kupiłem na początku zabawy z tym nominałem bo były dostępne od ręki:
1623 pewnie nie MSy
Oczywiście nie są to pewnie MSy - nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby je pod tym kątem oceniać ale też nie są brzydkie, a powód dlaczego mam 3 warianty tego samego rocznika to różne ozdobniki + mała korona w jednym. Aha i co też istotne: kupiłem je (wszystkie) za mniej niż wynosi marża domu akcyjnego za w/w MS-a 65. :) 

W licznych rozmowach na forach często i gęsto poruszane były kwestie MSowych MAXów. Nie brak przykładów, gdzie moneta wyjęta z trumny i wysłana ponownie do gradingu otrzymywała inną notę. Raz wyższą a raz niższą. 
Zresztą... ktoś to kupił (?!?) i ma teraz najpopularniejszy rocznik w maksymalnej nocie. Oby tylko nie próbował go opchnąć po cenie 2-3 krotnie wyższej gdzieś dalej jak to ma nagminnie miejsce w handlu: 
Wart... ciężko powiedzieć jak widać rynek jest nieprzewidywalny jak stara panna z kompleksami. 

No ale wracając do naszego dzisiejszego 'bohatera' z ciekawości sięgnąłem do archiwum onebid i przejrzałem pozycje w okolicach 700-800 złotych. Oto co można by kupić za taką kwotę bez patrzenia na numerek, który monecie wartej jakieś (w górnych granicach) 50 złotych dodał siódemkę przed 50:

Gdyby dołożyć raptem 50 złotych  można mieć bardzo rzadką odmianę rocznika 'pseudokrakowskiego' 1615 z legendą NOV w bardzo dobrym stanie + dwie inne monetki, też nie należące do popularesów. Dalej:

Wilno z 1619 za mniej niż 1000 złotych to w sumie nieczęsty widok ale uda się i to w dodatku z ciekawostką! Nie jest to jednak MS ani nawet ładny stan II. No ale kto wybrzydza...
...ten może pozwolić sobie na zakup półtoraka z orłem w pięknym stanie zachowania. Albo innego:
Też orzełek niczego sobie. Za to dokładnie za tą samą cenę co ów 1623 z eMeSem niemal rok temu można było kupić półtoraka z orłem z hakami na rewersie:

A tak to ma się totalnego popularesa z najwyższą notą. Przynajmniej narazie, bo może za jakiś czas pojawi się lepszy - MS66. I już nie będzie max świat, jedyny taki... 

czwartek, 9 stycznia 2020

Pogoń za własnym ogonem czy 'poważna numizmatyka'? - Grading półtoraków (m.in.)

Hattrick! Trzeci post z rzędu w ciągu trzech dni. Ale to chyba dobrze, bo dziś temat znany i 'lubiany', czyli grading monet I RP (głównie). Pozwolę sobie przeprowadzić tutaj swego rodzaju dialog z Adamem. Oboje uważamy, że ślepy pościg za MAXami to trochę patologiczne zjawisko.

I nie chodzi o to, że zbieranie monet w jak najładniejszym stanie zachowania to zło. Chodzi przede wszystkim o sposób podejścia firm handlujących tym towarem. Ale od początku. Halo, halo Adamie:
Jak pewnie wiele osób zauważyło jestem przeciwnikiem trumienkowania monet. Tak nie lubię tego bo uważam, że idea gradingu została wypaczona. Samo pakowanie w pudełka wraz z oceną mikrorysek nie specjalnie mi przeszkadza. Choć jak dla mnie zajmuje to zbyt dużo miejsca i utrudnia kontakt z monetą. Co w takim razie powoduje moją reakcję alergiczną ?
Moim zdaniem grading nie sprawdza się idealnie do monet bitych ręcznie. Niedobicia, zapchania stempla, źle przygotowana blacha to norma. A grading bierze pod uwagę tylko obieg. Co to powoduje - wielokrotnie widziałem monety z napisem MS, których bym nigdy nie kupił bo wymienione wady dyskwalifikowały ich wygląd (w moim przypadku dla półtoraków oznacza to brak możliwości rozpoznania odmiany czy też wariantu).
Otóż to. Jedyne co dodam to, że grading powstał z myślą o monetach bitych maszynowo, czyli jedyne różnice między nimi mogły wynikać z uszkodzeń mechanicznych m.in. powstałych w obiegu. Nagle zaczęto pakować tam monety bite ręcznie nadając takie same kryteria ocenie na slabie. To trochę tak jakby oceniać stan zachowania samochodu wyprodukowanego w 2005 roku (według wytycznych stworzonych dla aut produkowanych pod koniec XX i początku XXI wieku) na równi z XVIII-wiecznym powozem...

Grading jako prawda objawiona i sposób na nową numizmatykę - tak właśnie jest prezentowany grading przez część pośredników gradingu. Kolekcjonerstwo monet nie pojawiło się parę lat temu tylko kilka wieków temu - i radziło sobie dobrze bez pudełkowania. Czy ułatwia kupno monet - trochę tak, ale też nie zastąpi to wiedzy. Znane są przypadki gradowania fałszerstw, wiele też słyszałem o oszustach podmieniających monety w slabach. Sama jakość gradingu - polskie firmy zajmujące się tym procederem mają opinię jaką mają a amerykańskie choć cieszą się znacznie lepszą opinią to czy Panowie z Ameryki znają się bardziej na polskich monetach ? Błędy w opisach (np opisanie monety koronnej jako ryskiej itp.) Bardzo ogólne klasyfikacje najczęściej wg starych często już mało aktualnych katalogów.
Dokładnie. Nasz rodzimy grading to pełne błota i guana bajoro, które sami pracownicy tych 'firm' nam zafundowali. Nawet WCN wydał oficjalne oświadczenie, zapewne po serii zażaleń odnośnie wysyłania monet po zakupie do GCN:

Wcale im się nie dziwię. Swego czasu zastawiałem się jak ta i inne bliźniacze firmy utrzymują się na naszym rynku ale miałem niedawno prowadzić "rozmowę" z jednym ich klientem o lotności kamienia polnego więc już się nie dziwię. Na pytanie, czy zdaje sobie sprawę, że GCN i inne firmy gradingowe oceniają też falsyfikaty odpowiedział, że oni nie 'gradingują' (oryginalna pisownia ;) falsów. Na pytanie jak to stwierdził, odpowiedział, ze to jest napisane na ich stronie... 

No cóż klient szyty na miarę firmy. Podawanie innych przykładów/argumentów przypominało wrzucenie śnieżek do pieca hutniczego...
No ale wyjdźmy z błota, wytrzyjmy buty i porozmawiajmy o firmach, które jako-takie pojęcie o stanie zachowania mają. Takie np. NGC owszem zna się ale może niekoniecznie na polskich monetach. Najlepszy przykład to niedawno sprzedany u Niemczyka półtorak z 1628 roku:

Och, NGC opisał go jako półtorak z 1628 roku. No ok, tylko, że to jest NAŚLADOWNICTWO. Ta moneta nie wyszła z koronnej mennicy. Tylko nikt w Ameryce nie będzie się zagłębiał w szczegóły. Moneta została wybita? Tak. W katalogu jest? Jest. Ma taką-a-taką powierzchnię, więc dostaje MS63 i lecimy dalej. 
Monetka przylatuje do Polski, pośrednik wystawia ją na aukcję, dopisuje swoje fantasmagorie, bo w końcu SPECE z NGC tak napisali i potem inkasuje % od sprzedaży. A gdyby tak sprzedać tą monetę bez pudełka? Kwota sprzedaży wyniosłaby pewnie mniej niż honorarium domu aukcyjnego za powyższą aukcję... Zresztą sam Niemczyk napisał:
Wiadomo, każdy chce zarobić na tym co sprzedaje. Wyższy numerek = wyższa cena = wyższy % od sprzedaży dla pośrednika. Ot wyjaśniło się o co chodzi.

Wspomniane było, że problem z monetami sprzed "maszynowej" produkcji jest m.in. ocena rzetelnego stanu zachowania, czyli nie tylko mikrorysek na powierzchni ale też jakości wybicia etc. Całkiem sprytnie poradził sobie z tym NGC, ale niestety tylko dla monet antycznych:

Mamy też wagę co jest dodatkowym atutem. Kupując monetę z np. XVII wieku jej waga raczej rzadko odpowiada katalogowej. A często jest to jedno z kryterium pozwalających ocenić ich autentyczność. I proszę nie mówić, mi, że skoro została ogradowana to jest oryginalna. Często dostawałem piany na ustach jak widziałem fajną monetę a pod opisem standardowa formułka:

Waga: slab
Średnica: slab

Slab, slab, slab.... wrr

Adam też się zdenerwował.
Pojedynek na długość fiutka czy też na najwyższą cyferkę. Faceci rywalizują nie w ten to w inny sposób. W numizmatyce przybrało to postać gonienia za najwyższą cyferką. Ok niech sobie będzie jak ktoś ma takie potrzeby. Ale czy tak naprawdę potraficie rozróżnić "dziadka" z oceną 64 i 65 ?? Ale płacić za to już potraficie. I to czasem ogromną kasę. Pompowanie ceny jest monstrualne. Moneta kupiona za 200 zł nagle staje się warta 1000 bo ktoś przyznał jej certyfikat ... No to za co tak naprawdę jest te 800 zł ? Każdy balon pęka - w końcu pojawi się MS 66 i nagle 65 spadnie o połowę. Kupowanie zarobkowe by z czasem odsprzedać ? Do czasu - kiedyś ktoś w końcu puknie się w głowę by kolejny raz podbijać cenę trumny. Powinniśmy pamiętać 2zł GN i inne kolekcjonerskie cuda III RP. Korekta cen była bolesna dla niektórych. Podejście firm bywa różne - część ma podejście neutralne a część wręcz pieje na jego temat. W sumie to im się nie dziwię - biorą procent od sprzedaży. 10% od 200 zł a 10% od 1000 to znacząca różnica na koncie.
Dokładnie. Lobby gradingowe nie jest napędzane przez firmy, które oceniają monety i pakują je do plastyku ani samych kupujących. To pośrednicy zgarniają większy % od sprzedaży monety w slabie niż bez slabu. Wmawiają nam, że grading to jakość, prestiż i bezpieczeństwo... Brzmi znajomo?

Same MAXy! 2 MAX Świat! 4 MAX w południowo-wschodniej Europie! Albo MAX bo nikt tej odmiany wcześniej nie ogradował, co z tego, że była czyszczona i to ledwo III stan ale jest MAX!  Do szczytu perfidii i obłudy dochodzą sprzedający, którzy reklamują monetę jako MAX ale nie napiszą, że w innej firmie gradingowej dany typ uzyskał wyższą notę. No w końcu rączki mają czyste, mowa była tylko o MAXach z np. NGC... 
Coś mi to przypomina...

Ale jest jeszcze nadzieja...
Ale tak naprawdę kupujący wszystko zależy od Was. Wy i wasze portfele decydujecie w którym kierunku pójdzie rynek. Nie bronię nikomu kupować monet w trumnach, ale podczas takiej decyzji patrzcie na monety a nie na cyferki. Czy naprawdę lepiej mieć w kolekcji dwie wysokie cyferki niż pięć niższych ? Polowanie na cyferki rozumiem jeszcze w dość zamkniętych działach jak np. II RP - tutaj wiele się już nie pojawi nowości więc pozostaje wymieniać egzemplarze na lepsze.
Na szczęście widziałem półtoraki w trumnach, które były sprzedawane po kosztach gradowania albo i niżej a te naprawdę piękne poszły wysoko niezależnie czy były w pudle czy nie. Piękna moneta powinna bronić się sama....
Zgadza się. II RP, PRL, III RP to są działy, gdzie grading ma sens i nie neguję sensu zbierania monet w trumienkach. Sam niezmiernie rzadko je kupuję bo na szczęście półtoraki nie są tak lubiane przez grading. A jeśli już to jest na to sposób:
I mamy ożywieńca:


To nie jest zwykły 1615 z hakami. Na pewno będzie o nim wpis.

:)

Wizyta w Warszawie - wykład w PTNoW + zagadka

Szybka podróż tam i z powrotem.  Niemal jak rok temu do i z Warszawy. Może się okaże, że będzie to nowa, świecka tradycja... Pożyjemy, zobac...