wtorek, 31 stycznia 2023

Półtoraki z mojej szafki #6

YouTube dziś podsunął mi w propozycjach film GNDM, który myślę, że warto rozpowszechnić:


Po pierwsze pan Damian mówi coś niezmiernie ważnego, a co umyka wielu z osób związanych z numizmatyką. Nie piszę "kolekcjonerom" bo nie każdy z numizmatyką związany to od razu kolekcjoner. Swego czasu temat był z grubsza omówiony, jednak nie kryłem się z szyderstwem. Docelowo tekst powstał jako paszkwil na grading monet bitych ręcznie (wszak walcarka umożliwiała mechanizację tego procesu), może ujmijmy to tak: "nie maszynowo". W końcu do tego został stworzony, prawda? To tak jakby nagle ADAC zaczął do testów zderzeniowych brać XVIII-wieczne bryczki...

Wracając jednak do filmu. Muszę przyznać, że z biegiem lat delikatnie zweryfikowałem swoje podejście do monet. Gdy zaczynałem przygodę moje kryterium było następujące:

RZADKOŚĆ  > STAN ZACHOWANIA

Z biegiem lat zamiast znaku większości dałbym przynajmniej taki: ⩾ lub nieraz nawet taki: =

Dlaczego? Ot, może trywialny powód ale po prostu smutno mi byłoby patrzeć na rzadką monetę ale w agonalnym stanie zachowania. Oczywiście każdy ma swój indywidualny system wartości według którego szacuje na co może sobie jeszcze pozwolić a czego już do kolekcji nie przyjmie.

A gdyby tak przyjąć ekstremalnie rygorystyczny system oceny monet? Przypomnijmy, że półtoraki znane są z tego, że są popularne i... co tu dużo mówić: niechlujnie wybite. Znalezienie takiego TOP POP w kolekcji na pewno będzie wyzwaniem! Zapomnijmy o gradingu! Grading jest dla lamusów! Określmy sobie własne standardy! Poniżej mamy 5(*) cech, według których postanowiłem wyszukać tę jedyną, najpiękniejszą:
- Moneta około/mennicza - no ok, to jeden z priorytetów, w końcu chcemy monety ładne, nie?
- Czytelna - co z tego, że będzie miała MS63 jak 1/3 powierzchni będzie niedobita?
- Centryczne wybicie - im bardziej stemple się rozjechały tym gorzej, najlepiej żeby było widać cały sznur otokowy.
- Krążek - brak defektów w stylu końcówka blachy, wady metalu, grynszpan etc.
- Patyna - te monety mają ~400 lat. Tak jak lubimy, gdy skóra ma przyjemny odcień po kontakcie ze słońcem tak monety też powinny mieć ciemniejszy odcień, dzięki patynie. 
- Rzadkość* - gwiazdka dlatego, że nie musi być rzadka, musi być piękna ale potraktujmy to jako szansę na "dodatkowe punkty". Wszak piękna moneta a w dodatku rzadka to już jest tym co tygryski lubią najbardziej :)

Przyznam, że na początku pisania tekstu byłem pewien, że główną nagrodę zgarnie moneta, którą już prezentowałem w cyklu "Półtoraki z mojej szafki"... więc byłby to "autoplagiat" jeśli chodzi o wpis.
 

Jednak nie 
Co jest nie tak?
- Wady na powierzchni/wykruszenia w okolicy krzyża na rewersie oraz przy 3 - nominale na awersie (moneta jest odwrotką 180 stopni, więc to ten sam fragment) 
-Uszkodzenie mechaniczne (rysa) przy G w SIGIS oraz ziarna grynszpanu w okolicach trójki w SIGIS 3

Konkurent do pierwszego miejsca to przedstawiciel... mennicy "hakowej"**:
 
** - Ci co śledzą moje wpisy wiedzą, ale dla innych przypomnę: mennica "hakowa", określona przez profesora Gumowskiego na krakowską (co jest pomyłką) wycinała krążki ręcznie. To znaczy przy użyciu specjalnych nożyc do cięcia blachy, ta zaś prawie na pewno nie była przygotowywana przez cywarki, tylko rozklepywana młotkami. Czyli na "dzień dobry" mamy starą, niemal średniowieczną technikę kontra zaawansowane urządzenia jak cywarki, dursznity, o prasach walcowych nie wspominając. Oczywiście nie ma za to dodatkowych punktów ale fakt jest faktem. 
Aby być precyzyjnym: jest to jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) krążków z tej mennicy, na których wybito półtoraki z hakami. 
Na pewno w porównaniu do bydgoskiej 1618 nie ma aż tak menniczego blasku, choć na awersie jest bardzo intensywny, na tyle, że każda moja próba jego uchwycenia przy użyciu mojego aparatu kończy się przepaleniami. 
"Ostrość" detali też jest nieco gorsza w porównaniu poprzedniej monety. 
Ale... sznur otokowy jest zachowany lepiej. Jest aż "ostry". Rant też jest niemal wszędzie jednakowo gruby, tylko na godzinie 6 na awersie i 5 na rewersie traci grubość, co jest też przyczyną niedobicia sznura otokowego. 
Poza tym centryczność bicia większa niż w 1618. Tam krążek był nieco większy ale i tak na awersie widzimy, że litery PMDL niebezpiecznie zbliżają się do brzegu monety. 
Patyna jest równa, złocista inna niż w półtoraku bydgoskim. Może minimalnie ustępuje tamtej, lecz tutaj już wkraczają subiektywne odczucia...

Podsumujmy (1618 vs 1617):
- Moneta około/mennicza - 1 : 0 (nie było remisu bo na punkty 1617 odpadł.. ale trochę jak Rocky Balboa przegrywający jednym punktem)
- Czytelna  - 2:1 (tu bezapelacyjny remis)
- Centryczne wybicie - 2:2 (1617 ewidentnie liderem w tej dziedzinie) 
- Krążek - 2:3 (w 1617 jedyna wada to mikroskopijne pęknięcie w okolicy RE POL, zaś w 1618 mamy grynszpan, uszkodzenie mechaniczne no i jest delikatne wycięcie przy D w PMDL)
- Patyna - 3:4 (w 1618 fajnie akcentuje niektóre miejsca jak np. koronę czy herb podskarbiego coś jak piegi u rudzielca, z kolei w 1617 jest ona pełna, złota jak u opalonej dziewczyny; ja nie podejmuję się stwierdzić, która jest ładniejsza :) ) 
- Rzadkość - Niezwykłość Bydgoszczy polega tylko na podwójnych ozdobnikach koło krzyża, poza tym to popularna odmiana. Haki zaś to "nowy awers" oraz bardzo rzadkie jabłko. Więc tym samym mamy zwycięzcę!

O, i już mamy luty :)

środa, 25 stycznia 2023

Skarby...

Któż nie marzył (bądź nadal marzy, przypuszczam, że niemało osób :) o znalezieniu skarbu? Znalezienie skrzyni bądź garnca z monetami i innymi precjozami sprzed setek lat pobudza wyobraźnię niejednego. Sam nie należę do grona detektorystów, którzy z wykrywaczami metali przeczesują (legalnie lub nie) pola, lasy, tereny, gdzie niegdyś stały np. karczmy etc. ale patrząc na takie zdjęcia przyznam, że ma się gęsią skórkę.

Foto z forum Violity

Słowem wstępu... Według naszego prawa tzw. poszukiwanie skarbów z wykrywaczem metali bez zgody konserwatora zabytków to przestępstwo. Jakiś czas temu (przed 2018) było to tylko wykroczenie. Różnica może wydawać się znikoma, w końcu i to i to jest zakazane. No ale gdy jedziemy samochodem i przekroczymy prędkość o 20 km/h a za rogiem złapie nas partol z tzw. suszarką to dostaniemy mandat bo popełniliśmy wykroczenie. Gdybyśmy innym razem przekroczyli prędkość o tyle samo ale przy okazji potrącili pieszego na pasach a następnie uciekli z miejsca zdarzenia to już byłoby przestępstwo. No ok, tylko to są dwie różne rzeczy a poszukiwanie skarbów to nadal jedno i to samo. O to aby zaostrzyć prawo postarali się m.in. sami archeologowie, co można wyczytać na stronie Zarządu Głównego Stowarzyszenie Naukowego Archeologów Polskich:

"Niewątpliwie najbardziej zauważalnymi tendencjami jest zanik handlu zabytkami archeologicznymi w Internecie i zanik prezentowania swoich „znalezisk” przez tzw. poszukiwaczy skarbów na stronach internetowych, przede wszystkim na Facebooku."

Dlaczego? Złośliwi (aby na pewno?) twierdzą, że trochę ciężko wytłumaczyć się z braku efektów pracy, gdy państwo łoży niemałe sumy na ich pensje, dotacje, granty etc., podczas gdy banda oszołomów biegająca z wykrywaczami odkryje czołgpartyzancki skarb AKarabskie dirhemy, niemieckie i angielskie denary czy rzymskie monety ze złotym sygnetem na dokładkę. Ba, nie tylko detektoryści potrafią lepiej sprawić się od archeologów a nawet (nie)zwykły piesek Kajtuś, który odkrył rewelacyjny skarb średniowiecznych monet:

Zdjęcia użyte na zasadzie cytatu ze strony: https://odkrywca.pl/znaleziono-okolo-2800-monet-wartych-wstepnie-okolo-28-mln-takiego-znaleziska-nie-bylo-od-100-lat-zdjecia/#pies-kajtus

Należy rozumieć, że trochę przerysowałem sytuację, bo wszystkie powyższe odkrycia (może poza tym dokonanym przez Kajtka) odkryły grupy detektorystyczne mające odpowiednie pozwolenia od WUOZ i współpracują one z archeologami (którzy zapewne też niekiedy chodzą i kopią razem z nimi). No ale archeologia to nie jest mission impossible rodem z Indiany Johnsa, gdzie archeolog w kapeluszu wpada do grobowca, wyszarpuje mumii antyczny miecz i koronę, po czym ucieka przed lawiną, która rozwala całe stanowisko archeologiczne (rany, te filmy z punktu widzenia "archeologicznego" są bezdennie głupie). Jakoś wątpię aby archeolog na etacie łaził po lesie i oglądał każdy kamień, czy aby na pewno nie ma pod nim zabytku? A często zdarza się to zupełnym przypadkiem, co opisał w swojej genialnej pracy Profesor Borys Paszkiewicz: Skarb groszy praskich z XIV i XV wieku z Boguszowa (tak zwany skarb wałbrzyski):

Znalazca potknął się w lesie o garnek z groszami praskimi. Nieświadomy, że niszczy kontekst znaleziska zapakował je do siatki i zaniósł do Muzeum Okręgowego w Wałbrzychu. Tam jednak odmówiono mu przyjęcia zabytków i odesłano do domu (sic!). Nazajutrz znalazca poszedł z kilkuset groszami praskimi do ratusza, gdzie w sekretariacie Prezydenta Miasta odesłano go do Biura Rzeczy Znalezionych (sic!!). Dopiero tam zostały podjęte odpowiednie czynności mające na celu powiadomienie Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, etc.
Przypomina Wam to coś? Bo mi tak:

No cóż, nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania, więc musimy sobie coś wyjaśnić.
  
W ogólnie pojętym "prawie" funkcjonują dwie bardzo ważne definicje: zabytek oraz zabytek archeologiczny! Z interpretacją tych definicji jak zauważyłem problem mają nawet przedstawiciele prawa. Zgrabnie przedstawił to użytkownik Zdzicho, specjalista od boratynek:

"1/ zabytek – nieruchomość lub rzecz ruchoma, ich części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową.

2/ zabytek archeologiczny – zabytek nieruchomy, będący powierzchniową, podziemną lub podwodną pozostałością egzystencji i działalności człowieka, złożoną z nawarstwień kulturowych i znajdujących się w nich wytworów bądź ich śladów albo zabytek ruchomy, będący tym wytworem. Jest to grupa szczególna, bo do takich zabytków odnosi się wprost Art.35.1. Ustawy: Przedmioty będące zabytkami archeologicznymi odkrytymi, przypadkowo znalezionymi albo pozyskanymi w wyniku badań archeologicznych, stanowią własność Skarbu Państwa. Zgodnie z powyższym logiczne jest, że zabytków archeologicznych wydobytych na terenie Polski nie wolno zatrzymać, sprzedać, kupić. Dlatego tak ważne jest dokładne określenie co jest, a co nie jest zabytkiem archeologicznym."

I dalej:

"Według Narodowego Instytutu Dziedzictwa: „(…) zabytki ruchome to przedmioty związane z działalnością człowieka w przeszłości, wytwory pracy ludzkiej, takie jak naczynia, narzędzia, ozdoby, broń, itp. Znacznie ważniejsze z perspektywy nauki i ochrony dziedzictwa są jednak nieruchome zabytki archeologiczne, nazywane też stanowiskami archeologicznymi. Są to obszary, w obrębie których występują źródła archeologiczne wraz z otaczającym je kontekstem, czyli bezpośrednim otoczeniem, układem warstw glebowych oraz zespołem danych, określających ich położenie. Mogą to być grodziska, cmentarzyska, pozostałości dawnych osad, nawarstwienia miast, nawarstwienia związane z funkcjonowaniem zamków, wsi historycznych, itd.” i dalej: „Nieruchomy zabytek archeologiczny to takie miejsce, w którym wzajemny układ reliktów obecności człowieka niesie więcej informacji o przeszłości, niż sam relikt, bez kontekstu. Ruchome zabytki archeologiczne to przedmioty i ruchome relikty związane działalnością człowieka, które są częścią nieruchomego zabytku archeologicznego obecnie lub były nimi w przeszłości. Ruchomymi zabytkami archeologicznymi pozostają również przedmioty, które zostały usunięte z nawarstwień stanowiska przez rozmaite procesy jak np. erozja, orka bądź wykopaliska archeologiczne. Żeby dany obiekt mógł być uznany za zabytek archeologicznymi, powinien w pierwszej kolejności spełniać ogólną definicję zabytku, czyli musi być wart zachowania dla przyszłych pokoleń ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową.”

Na podstawie powyższych interpretacji i urzędowych definicji należy uznać, że wszystkie monety będące w przeszłości środkami płatniczymi na ziemiach polskich są monetami zabytkowymi.  Aby uznać monetę za ruchomy zabytek archeologiczny powinna posiadać następujące cechy:

    • pochodzi z czasów lub miejsc, o których niewiele wiemy i dostarcza nam istotnych informacji na ich temat,

    • posiada istotną wartość historyczną, artystyczną lub naukową wartą zachowania w interesie społecznym.

Innymi słowy moneta jako zabytek archeologiczny, źródło archeologiczne musi posiadać kontekst miejsca znalezienia w rozumieniu terytorialnym /gdzie została znaleziona/ i stratygraficznym /w jakiej warstwie ziemi została znaleziona/. Bardzo często jest tak, że informacja o kontekście jest cenniejsza niż moneta. Moneta bez kontekstu jest zabytkiem, który może być warty zachowania dla przyszłych pokoleń ze względu na posiadaną wartość artystyczną lub historyczną, ale nie jest zabytkiem archeologicznym. Monety zabytkowe w świetle obowiązującego w Polsce prawa można posiadać, kolekcjonować, mogą być przedmiotem handlu."

Wspominał też o tym na swoim blogu "Zbierajmy Monety" Jerzy Chałupski. Pan Jerzy napisał też wcześniej, w kontekście posiadanie dokumentów "uwierzytelniających legalność" naszego zbioru.  Wynika z tego, że trzeba mieć na wszystko "kwit". Konia z rzędem temu, kto ma na wszystkie swoje monety paragon czy fakturę. Można by podrążyć dalej. Sprzedając monetę przez dom aukcyjny nie musimy udowadniać skąd ją mamy. A może pochodzi ona z nielegalnych wykopalisk? A? Gdyby pan z Boguszowa po zderzeniu się z betonem administracji okręcił się na pięcie i stwierdził, że skoro muzeum nie chce tego skarbu to on sobie go weźmie. I sprzeda. W teorii groziłyby mu zarzuty ale w praktyce kto by się dowiedział, że sprzedaje zabytek? Mógłby pójść do jakiegoś domu akcyjnego, powiedzieć, że zmarł mu wujek i on to zbierał całe życie. Pośrednik by sprzedał, wystawił paragony kupującym, wszyscy byliby "zadowoleni". 

Co na to Policja? Jak się dowiadujemy funkcjonariusze dostali nawet "instrukcję" jak postępować z potencjalnym przestępcą z wykrywaczem: 

Cały artykuł tutaj: https://www.zwiadowcahistorii.pl/ostre-rozmowy-z-policja-w-sejmie-na-temat-poszukiwaczy/

Proszę sobie przeczytać dokładnie fragment na samym dole, pod punktem 9. A teraz proszę sobie porównać z fragmentem artykułu Marcina Michalskiego "Działalność „poszukiwaczy skarbów” jako zagrożenie dla dziedzictwa archeologicznego w Polsce" opublikowanego w publikacji zbiorowej pt. "Meandry ochrony dziedzictwa kultury. Aspekty prawnokarne i kryminalistyczne"

"W Internecie można spotkać się z licznymi przykładami swego rodzaju instrukcji postępowania w przypadku wykrycia omawianego procederu przez organy ścigania. Próby uniknięcia odpowiedzialności przez osoby nielegalnie poszukujące zabytków polegają przeważnie na tłumaczeniu, iż poszukują meteorytów, części maszyn rolniczych lub osobistych kosztowności. W praktyce jednak zdecydowana większość spośród tych osób poszukuje zabytków. Weryfikacja tych zeznań może nastąpić poprzez ujawnienie przedmiotów zabytkowych przy osobie zatrzymanej lub w miejscu jej zamieszkania oraz poprzez sprawdzenie przynależności tej osoby do odpowiednich grup na portalach społecznościowych i forach internetowych."

Z jednej strony w teorii jasne jest, że poszukiwanie bez zezwolenia, rozkopywanie m.in. stanowisk archeologicznych, cmentarzy etc. jest prawnie i moralnie złe. Z tym się chyba zgadzają wszyscy, przynajmniej taką mam nadzieję. Ale złapanie za rękę kogoś z wykrywaczem i kilkoma wytartymi monetami, guzikiem i stwierdzenie, że on jest przestępcą? Zresztą nie trzeba nikogo łapać za rękę w lesie z wykrywaczem. Wystarczy, że prokurator na kolanie dopisze formułkę i można zająć komuś kolekcję życia, o czym boleśnie przekonał się pewien kolekcjoner w Gdyni. Zresztą pan Robert Niedźwiedź z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy w swoim artykule "Publikowanie informacji z przeprowadzonych czynności policyjnych w sieci Internet przez osoby podejrzane o przestępstwa przeciwko dziedzictwu kulturowemu jako nowa forma obrony przed odpowiedzialnością karną" (również publikacja "Meandry ochrony...") można powiedzieć "żalił się" na negatywny wydźwięk tej operacji w komentarzach na serwisach Odkrywca, facebook, PoszukiwaczeSkarbów, wykop etc., No, trudno o pozytywną reakcję społeczności, gdy przy próbie sprzedaży staroci, które ktoś kupił np. 20 lat temu na targu od innego handlarza do domu wchodzi policja z nakazem wydania 3 przedmiotów a gdy okazało się, że tychże kolekcjoner nie posiadał, prokurator:

"ręcznie dopisała do postanowienia żądanie 'wydania rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie, których posiadanie jest zabronione, mogących posłużyć do popełnienia przestępstwa' "

Czyli całej kolekcji liczącej kilkanaście tysięcy pozycji, zbieranej przez dziesiątki lat. A to ponoć dlatego, że:

"Kobieta miała powiedzieć, że zbiory kolekcjonera nie leżą w sferze zainteresowań urzędu konserwatora. Mężczyzna, że leżą. I że jego kolega pisze pracę magisterską, więc przydadzą się znalezione u kolekcjonera zabytkowe plomby, używane przed wiekami do zabezpieczania towarów i pomieszczeń."

Na usta same cisną się słowa:


Ostatnio przeczytałem na stronie fb Polskiego Związku Eksploratorów, że człowiekowi, który miał zgodę WUOZ na poszukiwania lokalna policja przeszukała dom. Znaleźli tam bodaj 3 zaśniedziałe boratynki i krajcara (legalnie pozyskane). Oczywiście sprawa skończyła się całkowitym oczyszczeniem z zarzutów, ale widać ktoś ma ciśnienie, żeby do takich kuriozalnych sytuacji dochodziło? 

Przykłady można mnożyć.... Wychodzi na to, że służby, które w teorii mają służyć i chronić obywateli (chyba nie trzeba wyjaśniać komu służą i kogo chronią) wykazują się niespotykaną gorliwością aby przypomnieć nam "stare, dobre" czasy PRLu. Dlaczego? Bo łatwiej łapie się przestępców, którzy na olx wystawią psi numerek z XIX wieku niż np. morderców. Ładniej efekt wygląda w statystykach, a i człowiek się nie nabiega. 

Przypomina się dowcip, że gdy władza twierdzi, że chce jedynie naszego dobra to trzeba czym prędzej te dobra zabezpieczyć przed władzą. 

Jak znam życie pewna (zapewne niewielka) część detektorystów zrezygnuje z hobby, inni postarają się o zalegalizowanie swojego hobby (bardzo dobrze, choć jak czytaliśmy nie jest to gwarancją przed poszczuciem człowieka służbami) a inni zejdą do podziemia i tym samym już całkowicie stracimy nawet "wgląd" z zdjęcia co ktoś wykopał. Czyli trochę podobnie jak z zaostrzeniem kar za wypadki z udziałem pieszych na pasach. Cytując daylidriver.pl:

"W 2022 roku zginęło o 33% więcej osób niż w 2021 roku, a o prawie 40% wzrosła liczba rannych oraz wszystkich wypadków mających miejsce na pasach. Skala problemu jest zatem ogromna. Co może być przyczyną problemu?"

Oczywiście sama chęć ochrony zabytków jest godna pochwały i sam bym przyklasnął temu, gdyby jak zwykle nie jego siermiężne, bezmyślne wykonanie i odwrotny nieraz do zakładanego efekt końcowy. Warto też wspomnieć o "grupie specjalnej" w której policjanci z kawą na biurku i pączkiem w jednej ręce inwigilowali na grupach/forach poszukiwaczy. Potem wystarczy wystosować pismo do dostawcy internetu o udostepnienie danych posiadacza takiego-a-takiego IP i jak się doje pączka można pojechać po delikwenta i odtrąbić sukces:

Zdjęcia użyte na zasadzie cytatu ze strony: https://policja.pl/pol/aktualnosci/188926,Archeolog-amator-zatrzymany-Policjanci-odzyskali-zabytkowe-znaleziska.html

Powyższy przykład świadczy raczej o niskiej inteligencji amatora-archeologa bo jak powszechnie wiadomo w internecie nie jest się anonimowym. Z drugiej strony policjanci również wykorzystują fora jak im pomysłów i zdolności dedukcyjnych nie starczy. Z tym, że czasem demaskuje ich grypsera:


"Było by super gdyby oprócz podstawowych informacji (przybliżony okres, obszar funkcjonowania, emitent etc) udało się ustalić gdzie i w jakich warunkach została pozyskana (oczywiście chodzi mi o prawdopodobienstwo bo nawet sprzedający nie miał za bardzo pojęcia skąd moneta pochodzi) no i wszelkie ciekawostki, które mogą się z monetą wiązać."

Tak, bo dziecko, dla którego ten pan ponoć kupił tę monetę najbardziej interesuje ustalenie gdzie i w jakich warunkach taka moneta została pozyskana. Pewnie, żeby z innymi dziećmi wsiąść do zabawkowego radiowozu i w ramach zabawy aresztować inne dzieci, które bawią się w złodziei. 

Służby mundurowe lubią chwalić się "udanymi" akcjami, jak np. kiedy udaremnili przemyt kilkunastu chińskich kopii

Zdjęcia użyte na zasadzie cytatu ze strony: https://www.gov.pl/web/kas/carskie-monety-w-portfelu-kierowcy?fbclid=IwAR0ZFcBBYPpgMwYX5rl_sLKhqbugqicYVvL6NAwoIbKF2vttMGFOGnZx1P4

Nawet wideo jest, żeby można było podziwiać te skarby, i to wszystko na rządowej stronie:

 

Cieszmy się, że mamy takich obrońców prawa i porządku. Oczywiście to gorzka ironia bo gdzie był jakikolwiek specjalista, żeby wyjaśnić mundurowym, że robią z siebie pośmiewisko? Choć patrząc na ostatnie afery przejęcie kilkunastu kopii i chwalenie się tym publicznie na stronach rządowych to wręcz oaza normalności. 

Oczywiście idealnym rozwiązaniem byłby "model angielski", ale nasze Państwo jednak nie umie naśladować dobrych rozwiązań tylko wymyśla swoje...

Warto by jeszcze wspomnieć o tym jak te wszystkie bezcenne złamane boratynki i stosy zardzewiałych gwoździ, które w świetle prawa są zabytkami archeologicznymi są przechowywane i katalogowane. Wspomniał o tym pan Zdzisław:

"Muzea zasypywane setkami tysięcy archeologicznych śmieci nie mają sił i środków na opracowywanie naukowe posiadanych zbiorów i ich konserwację. Szczególnie w zakresie materiałów masowych. W polskich muzeach znajdują się setki tysięcy monet, które nie mają szans na naukowe opracowanie. Tylko w Muzeum Narodowym w Lublinie znajduje się około 50 tysięcy monet, a w wśród nich przynajmniej dwa skarby boratynek. Jeden z lat 80- tych z Rokitna/ ponad 3 tysiące/ i drugi z tego samego miejsca z 2011 roku /około 11 tysięcy/."

No ale można odtrąbić, że monety te zostały zabezpieczone przed złymi poszukiwaczami zabytków. Czyli zamiast w ziemi leżą teraz w archiwum. Kolejny raz: "pięknie...". A co się dzieje z tymi monetami, które już znajdą się w muzeum? Pewnie są bezpieczne? Też nie bardzo. Raptem pół roku temu gruchnęła wieść o tym, że pracownik muzeum w Toruniu ukradł z niego monety warte 1,46 mln zł. Ciekawe gdyby zrobić kwerendę w muzeach ile by brakowało towaru. Jak myślicie? 

Ale dajmy już spokój, zajmijmy się czymś milszym. A mianowicie skarbami, które zostały już przebadane i mamy o nich publikacje. Ostatnio udało mi się kupić kilka starych wydawnictw, gdzie jest sporo materiału do analizy.

Mikołaj Kotlar. Znaleziska monet z XIV-XVII w. na obszarze ukraińskiej SSR. Wrocław 1975.

Niestety nie każde opracowanie jest tak perfekcyjnie opisane jak Skarb groszy praskich z Boguszowa (tak zwany skarb Wałbrzyski) pod kierownictwem prof. Borysa Paszkiewicza ale trzeba się cieszyć z tego co się ma.

Póki co robię małą analizę, co z tego wyjdzie zobaczymy.

środa, 23 listopada 2022

Propozycja chronologii półtoraków z hakami

W oczekiwaniu na artykuł Cezarego Chełchowskiego w Biuletynie Numizmatycznym o pochodzeniu półtoraków z hakami postanowiłem trochę "rozruszać" ten temat. 

Jak wiadomo, półtoraki te bito w 1614-1618 na pewno nie w Krakowie. Pisałem o tym m.in. ja (w 10 numerze Biuletynu Informacyjnego TPZN: http://info.tpzn.pl/bi.php), a także inni (http://blognumizmatyczny.pl/2022/04/19/poltoraki-z-hakami-1614-1618-mennica-wschowska-i-znak-mincerski-jerzego-scholtza/), więc odsyłam do linków. W biuletynie na stronach 52-67 w moim odczuciu Kraków to blaga wymyślona przez pana Gumowskiego a potem na zasadzie "cytowania" powielana przez kolejnych autorów. Oczywiście łatwiej wykluczyć, trudniej jednoznacznie przypisać gdzie były wybijane. Ale o tym kiedy indziej. 

Dzisiaj postanowiłem trochę "uporządkować" ten nominał. Ogólnie nie powinno być to trudne z uwagi na bardzo ograniczoną liczbę typów/odmian, które często ładnie "nachodzą" na siebie, aczkolwiek nie dam sobie ręki uciąć, ze jest to na 100% prawidłowa analiza. Jeżeli ktoś ma jakieś uwagi, proszę pisać.

Dla ułatwienia dyskusji oznaczyłem każdy typ/odmianę konkretnym numerem. Nadal tam jest K od tego nieszczęsnego Krakowa ale narazie niech będzie. Zdaję sobie sprawę, że grafiki są duże i mogą być problemy z ich wyświetlaniem (zawsze można grafikę otworzyć w osobnej karcie przeglądarki).

Otóż na początku w 1614 roku były Orły. Można przypuszczać, że pierwszy typ to był K14-1 z przerywaną obwódką na awersie. Poza tym mamy miks - orzeł z krótszymi piórami (jak w K14-2b) i krzyż leżący (jak w K14-2a). Rewers za to klasyczny, który przetrwał niezmieniony przez cały okres wybijania 'orłów'. Dalsze odmiany oznaczone jako K14-2a i K14-2b oprócz awersów różniących się orłami i krzyżem nad nimi nie wnoszą nic nowego. Można przypuszczać, że były wybijane równolegle.

Oczywiście w K14-3 jest nowość (NEW) w postaci nowego awersu. Rewers ten sam (jabłko) co w odmianach z orłem. Ciężko jednoznacznie powiedzieć kiedy pojawił się typ K14-4 z przerywaną obwódką na awersie, inną koroną, oraz czcionką. Można sugerować, że później niż K14-3. Wersja z przerywaną linią na awersie jest krótkotrwała i jej twórca prawdopodobnie przeniesiony jest do Bydgoszczy. Warto jeszcze zaznaczyć, ze w K14-3 mamy na awersie tarczę U-kształtną z ostrymi rogami u góry wpisaną między okrągły otok. Zaś w K14-5 tarcza herbowa ma ścięte rogi, zaś na dole łączy się z otokiem. Nawet można powiedzieć, że otok to tylko dwa małe łuki po bokach tarczy.  

W 1615 awers SIGIS jest bezpośrednią kontynuacją z 1614 roku (K14-5), aczkolwiek dosyć szybko zastąpiono go znaną nam wersją SIGI (K15-2). Rewers zmienia się w porównaniu do 1614: brak V w NO, inne jabłko, czcionka. Na krótko pojawia się odmiana z bydgoską koroną. Skąd w monetach krakowskich nagle punca z monet bydgoskich? Jedno co się nasuwa to rotacja pracowników, bo przecież nie wysyłali sobie punc paczkomatami...

Rok później kontynuowano styl znany z K15-2. Ogólnie było bardzo spokojnie. Zmiana podskarbiego spowodowała tylko zmianę herbu na rewersie pod jabłkiem (K16-2). Jednak dosyć szybko po tym stwierdzono, że monety wymagają zmiany image. Na awersie małą koronę zastąpiono dużą, podobną nieco do tych stosowanych w trzykrucierzówkach, na rewersie zmieniono jabłko. W międzyczasie trafiły się hybrydy ze starym jabłkiem i nowym awersem (K16-3). Dalej jest już wzór, który przeszedł do 1617 roku.
A tu to się działo... Wzór znany z 1616 utrzymywał się długo, bardzo szacunkowo licząc monety typu K17-1 to jakieś 60-70% tego rocznika. No ale znowu trzeba było coś zmienić powstały hybrydy ze starym rewersem i nowym awersem. Bardzo ciekawą hybrydą jest K17-2, gdzie mamy stary rewers i nowy awers ale z koroną bez klejnotów na kabłąku za to mamy glob z krzyżem (w czerwonym kółku).
K-17-3 to najpopularniejsza odmiana hybryd "stary rewers-nowy awers". W K17-4 mamy też koronę bez klejnotów na kabłąku i bez krzyża ale już z nowym rewersem. Kontynuacja tego to K17-5 a następnie najprawdopodobniej K17-6. Patrząc na awers to K17-8 jest kontynuacją m.in. K17-3, zaś rewers (jabłko) ciężko powiedzieć. Stawiałbym na "przejście" z jabłka z K17-6 do K17-8. Dlaczego? Bo K17-8 to najpopularniejsza wersja hakowych półtoraków z 1617 w "nowym" stylu. Poza tym korona też jest w późniejszych K17-9 i następnie z małymi różnicami w w K17-10, gdzie jest już klasyczny dla 1618 awers: SIG 3 DG R PO MDL.

Ostatni rocznik bicia półtoraków z hakami jest nad wyraz prosty. Jedynie monety te różnią się interpunkcją, czy puncami orłów (w koronie lub bez). Jest to ostatni rok bicia tego nominału z hakami. Pracownicy (przynajmniej część) przenieśli się do Bydgoszczy o czym świadczy jabłko, które pojawia się w bydgoskich półtorakach.    

środa, 12 października 2022

Monety Zygmunta... lub "Półtoraki z mojej szafki #5"

Trochę zarzuciłem ten temat więc nic nie szkodzi na jego lekkie odświeżenie :P 

Adam pochwalił się swoim świeżym nabytkiem z ostatniej aukcji GNDM na fb

https://onebid.pl/pl/monety-zygmunt-iii-waza-poltorak-bydgoszcz-1615-1622-w-tym-sznur-6szt/1369518

Jako, że posiadam te monetki nie biłem się o nie zbyt zażarcie, gdyż w zasadzie musiałbym walczyć praktycznie o duble... Przerywaną otoczkę na rewersie z 1615 posiadam w wariancie "kropkowanym" - dokładnie takim jak numer 1532 w najnowszym katalogu. Tu zaś jest "sznurowana".  No inny wariant ale nie mnóżmy bytów... Swojego pamiętam kupiłem za ok 50 złotych, choć może piękna nie jest. 

Co tam ciekawego jeszcze? Przyzwoite 1616, 1618 i 1619 ale nic ponadprzeciętnego. 

Dalej mamy 1620 z Z4 w jabłku. Wbrew pozorom jest to naprawdę spora rzadkość bo normalnie mamy głównie datę 2 - 0 i 24 w jabłku, rzadziej są Z - 0 i Z4. W kombinacji 2 - 0 i Z4 nieczęsto się je spotyka. Dla przykładu Nieczytajło dał mu R6. Wszystkie 3 znane mi egzemplarze wybite tą samą parą stempli. No ale znów takiego mam tylko, że brzydszego... nabytego (tu już musiałem sprawdzić) za ok. 20 złotych. Aha - mój jest ilustrowany pod numerem 2015 w najnowszym katalogu (nie chcieliśmy tu robić plagiatu od Nieczytajły skoro moneta była pod ręką...).


Ostatnia jest monetka z 1622 i tu pewnie każdy powie "Eeee, nic ciekawego". No i się pomyli bo okazało się, że przegapiliśmy w katalogu takie połączenie: jabłko V.12 + herbowa tarcza ozdobna. No nie myli się ten kto... ;) A na dodatek jak się okazało też mam takie połączenie w swoim zbiorze (najciemniej zawsze pod latarnią) kupione dobrych już kilka lat temu za... 7 złotych. 


A teraz mała ciekawostka i moneta, którą nabyłem na ostatniej aukcji RDA (nie, nie miałem jej wcześniej ;)

Ale wcześniej dygresja. Młodzieńcem będąc bodaj w liceum natknąłem się na serię Andrzeja Pilipiuka traktującą o przygodach amatora-egzorcysty. Pewnie niektórzy teraz szybko i z klaśnięciem przyłożyli dłoń do czoła i/lub przerywają dalsze czytanie... No cóż, mi jako nastolatkowi to się podobało bo jeszcze chyba na studiach kończyłem któryś z kolei tam cykl. Z braku laku parę lat temu stwierdziłem, że wrócę do Autora ale tym razem na warsztat wziąłem "Oko Jelenia".  

Zapowiadało się smakowicie (pamiętam zresztą, że ktoś mi ją zachwalał): dwóch bohaterów rzuconych do XVI-wiecznej Skandynawii... przez kosmitę (tu już gorzej, zresztą chwyt znany choćby z nastolatka na dworze króla Artura...). No cóż ale jako, że imć Pilipiuk jest z wykształcenia archeologiem liczyłem na masę smaczków i wciągającej historii... Niestety. Już bodaj w pierwszym tomie podczas liczenia pieniędzy (okres panowania w Polsce Zygmunta I - sam Autor to podkreślił) nasz bohater znalazł w sakiewce półtoraki. Przyznam ręce mi trochę opadły... wtedy na tamtych terenach były öre jako jako bodaj 1/8 marki. Wcześniej funkcjonowały fenigi, czyli mniejsza część wspomnianego öre (za Wikipedią: 1 öre = 24 fenigom). Nijak to ma się wizerunkowo do półtoraków. Z kolei grosz jabłkowy (apfelgroschen) czyli taki z jabłkiem królewskim i cyfrą 24 jako 1/24 talara bito od ok. 1570 roku, czyli pod koniec życia Zygmunta II Augusta (oczywiście w landach niemieckich). Tylko, że dalej to były grosze a nie "półtoraki", jak w swoim dziele z 1600 roku Kasper Rytykier nazywał niemieckie grosze, które zawierały srebra tyle co półtorej polskiego grosza. 

Może i bym przymknął na to oko gdyby Autor spłacił kredyt zaufania, który mu udzieliłem po tym faux pas ale jednak było coraz gorzej... może nie w kontekście błędów historycznych ale akcja... no cóż, teraz to już nieważne. 

W końcu jednak wpadłem jakie "wspólne" monety posiadali Zygmunt I Stary i jego wnuk :) 


Co łączy te dwie monety? Brak informacji, za czasów którego z Zygmuntów zostały wybite :D 
W półtoraku brak cyfry 3 - po raz pierwszy w notowaniach pojawił się w 2016 roku na aukcji GNDM i to jeszcze na allegro. Nieczytajło wydając swój katalog jeszcze go nie uwzględnił więc nie spotkali się z taką monetą. Od tamtego czasu wypłynęły jeszcze dwa znane mi egzemplarze ale nie powalały jakością zachowania (zresztą kupić ich nie miałem nawet okazji). No i całkiem niedawno na aukcji RDA pojawiła się 4 sztuka, której przepuścić nie mogłem. 

W przypadku grosza Zygmunta (oczywiście I-go) okazuje się, że to też niepospolite sztuki, o czym wspomniał Grzegorz Romańczyk na forum TPZN.

czwartek, 9 czerwca 2022

Tajemnicze korony

Korony na awersach stanowią pewien wyróżnik, który wg mnie jest ciekawy i według którego również dzielę swoje półtoraki na te z "małą" koroną, czy te z "dużą". Generalnie jest to domena wczesnych lat wybijania czyli 1614-1615, gdzie potrafią być rzadkie. Temat zresztą został opisany (mam nadzieję) wyczerpująco w 10 biuletynie TPZN na stronach (odnośnie koron) 56-59. LINK do ważącego 13,5 mb pliku. Dla przykładu poniższa monetka osiągnęła 4-cyfrową kwotę tylko dlatego, że ma "małą" koroną:

https://wcn.pl/archive/321440

Jednak w latach późniejszych (>1615) raczej nie są czymś co stanowi o ich rzadkości. Oczywiście są reguły i wyjątki od nich. Poniższa zagadka na przeszło miesiąc pozostała nierozwiązana na forum TPZN. 

- Czy to ta sama punca?

- Określenie mennicy i roku wybicia monet.

korona nr 1

korona nr 2

korona nr 3

Korony nie przypominają tych wczesnych a bardziej te ze środkowych lat 20-tych. I tym tropem poszedł jeden z forumowiczów. Jakkolwiek częściowo błędnie to wcale nie dziwię mu się. 

Stwierdził też, że to ta sama punca. I tu przychylam się do jego opinii. Spójrzmy:
Tutaj zamieniłem kolejność, od góry jest 1,3 i 2. Zaraz napiszę dlaczego. 

Powyżej pobieżna analiza ale raczej nawet pomimo różnic (kąt fotografowania monety, różnice w wybiciu, stan zachowania etc.) myślę, że nikt nie będzie miał wątpliwości, że to ta sama punca. 

Czyli pytanie nr 1 mamy załatwione. A co z "dwójką"? I dlaczego w powyższej analizie zmieniłem kolejność?

Otóż numeracja została zastosowania trochę dla zmyłki (żeby nie było za łatwo, nie?). Korony nr 1 i 3 należą do monet z 1618 roku i są to ni mniej, ni więcej tylko opisywane już wcześniej, raczej nieczęste odmiany SIGI III.

Korona nr 1:

Korona nr 3:

Ale co z koroną nr 2? Kolejny 1618? Otóż nie. 1620. Serio? Tak! Spójrzcie:

Czyli punca korony "przeleżałaby" jeden sezon - 1619? Bo przynajmniej ja nie znam monet z tego roku z taką koroną. Może są, nie można tego wykluczyć ale co spowodowałoby tak niską emisję monet ze stempla wykonanego przez tego rytownika? 

Może był odpowiedzialny za inne zadania a do półtoraków 'oddelegowano' go gdy zaszła taka potrzeba? Oczywiście to tylko domysły... 

czwartek, 19 maja 2022

Nienotowany "miś"

Po "odpuszczeniu" kilku aukcji i przegapieniu jednej czy dwóch ciekawostek udało mi się trafić w końcu coś fajnego. Z okazji tego skleciłem taką oto rymowankę:


Proszę Państwa, oto miś!
Miś jest nienotowany dziś.
Cóż w nim jest takiego,
Że czyni go ciekawego?
Herb Awdaniec w kółko zamknięty!
Mało ich, no i ten jest piękny.
Ale takich z sześć sztuk znane,
Choć katalogowo R8/6 przypisane*
Lecz na awers dokładniej zerknijmy,
PMD bez L! Lecz włosów nie rwijmy.
Choć jest legenda wybrakowana,
Czyni go unikatem, proszę Pana  :)

*Kopicki (2007) 353-R8, Nieczytajło (2016) 111-R6, Górecki-Dudek (2022) 1626-F3.

fot. Allegro - agajagaa

fot. Allegro - agajagaa


Półtoraki z mojej szafki #6

YouTube dziś podsunął mi w propozycjach film GNDM, który myślę, że warto rozpowszechnić: Po pierwsze pan Damian mówi coś niezmiernie ważnego...