czwartek, 26 listopada 2020

Półtoraki z mojej szafki #3 + przemyślenia

 


Jak śpiewa Kuba Sienkiewicz "zapuściłem się to zdrowo cały luksus polega na tym...". To fakt bezsprzeczny. Częściowo jest to spowodowane moim drugim "dzieckiem", które staram się, żeby powoli miało ręce i nogi. No ale dość marudzenia.

Urodziny blogowe minęły już dawno bo ponad miesiąc temu. Jednak daty nie są aż tak istotne. Ale jak zobaczyłem, że pyknęło ponad 10 000 wyświetleń a sam popełniłem równo 50 wpisów to wzięło mnie na nostalgię. Wychodzi średnio tak jeden wpis co 8 dni. W sumie nieźle zważywszy na objętość niektórych, zaś inne to totalny 'spontan'. Przez ten ponad rok otrzymałem trochę komentarzy (prócz jednego nawiedzonego "sprzedawcy cudawianków" miłe i zachęcające, kilka maili oraz wiadomości pw na TPZN. Czyli ktoś to jednak czyta i (juhu!) nawet mu się podoba. Nie próbuję wychodzić tu na guru od półtoraków bo jak ktoś mnie zapyta czyje są haki w półtorakach z lat 1614-1618 to nadal nic nie odpowiem. Ale widzę co dzieje się na ryku i to będę komentował. Czy to się jakimś handlarzynom z allegro podoba czy nie. Ci co nie robią z igły widły i nie próbują wcisnąć miecza tam gdzie go nie ma  mogą spać spokojnie ;) No dość tego, nie siejmy fermentu. Skupmy się na monetach...

Wyjąłem całą moją kolekcję półtoraków. Zrobiło się tego kilka palet (po 2-3 krotnym przebraniu tego co "niepotrzebne"). Skąd to się wszystko wzięło? Ile pieniędzy, czasu, pracy człowiek potrafi wpakować w hobby? Tylko czy to jest jeszcze hobby czy już... co? Nałóg? Nie mówię, że nie. 

Dlaczego półtoraki? Odpowiedź w sumie jest prosta. Bo są tanie, popularne a to z kolei sprawia, że nie są fałszowane jak inne monety Polski Królewskiej. Dla wielu osób zaczynających swą przygodę z PK to spory atut. Oczywiście jest kilka nominałów, które spełniają te kryteria. Jednak o ile mi wiadomo NIE są one nowym nominałem powstałym aby sprostać wymogom rynkowym oraz mającym zabezpieczyć ekonomicznie kraj (w pewnym sensie). To, że na dobrą sprawę półtoraki są naśladownictwem niemieckich groszy nie robi mi różnicy. Tym bardziej to je wyróżnia na tle pozostałych nominałów. Właśnie obecnością jabłka królewskiego i tym samym brakiem popiersia władcy, które występowało na nominałach od grosza włącznie (pominąwszy przejście w 1607 z groszy portretowych na te wzorowane na monetach Zygmunta I Starego). Oczywiście nie ukrywam, ze lubię sobie popatrzeć na królewską facjatę. Czasem jest pięknie dopracowana, nieraz zaś można się zastanawiać jak rzemieślnik, który stworzył punce/stemple do tych monet zachował ręce po tym jak król obejrzał się na monetach. Czuć w tym majestat władcy, czego - powiem szczerze - ciut brakuje mi w półtorakach. W 1614 sytuację ratuje orzeł, który całymi 12-13 milimetrami wypełnia większość awersu...


By jeszcze tego samego roku zostać zredukowanym do 4-5 milimetrów:
Jednak co by nie mówić nominał ten ma jeszcze jedną, niezaprzeczalną zaletę. 

"Nienotowalność" :) 

Pomijany, wymieniany "z konieczności" w ostatnich latach złapał wiatr w żagle. 2 katalogi drukowane poświęcone tylko temu nominałowi - jeden ukraiński, drugi polski. Monstrualny wątek na TPZN. Blog niżej podpisanego, który (ledwo) 5 lat temu zaczął swoją przygodę z tym nominałem i (na szczęście) z wspomnianym forum... coś się ruszyło. Okazało się, że jakieś 12 stron w katalogu Kopickiego z 2007 roku to wierzchołek góry. Może nie tak imponującej jak masywy ortów czy talarów ale mimo wszystko mających swoich wielbicieli i fanatyków. Z drugiej strony... coraz ciężej coś wyłapać dla siebie. No ale jak się trochę nazbierało to nic dziwnego, że kolejne aukcje ogląda się z pewnym dystansem. 

Satysfakcja z czasem przygasła ale nadal otwierając katalog półtoraków mogę bez problemu znaleźć m.in. stronę gdzie 3 zdjęcia to moje monety, bo wcześniej nie udało się zdobyć ich fotografii. 
Jeden z moich rodzynków - ma się swoje ulubione monety, moja to właśnie ta:

Już był tu prezentowany pod innym tytułem niż "Półtoraki z mojej szafki" więc nie on jest dzisiejszym gościem. Takie monety trafiają się raz na kilka lat. Ot zwykły "krakus" z 1617... czy też może 1618? W międzyczasie widziałem na aukcjach kilka 1611, kilka 1620 z Wilna, kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt 1619 też litewskich. Może już -naście półtoraków bez daty, jedną sztukę z pełną datą nad krzyżem z 1614, dwa SIGIS III z 1616, etc... i ani jednej tego typu monety. 
Oczywiście miałem szczęście, że w odpowiednim czasie zajrzałem na odpowiedni portal... Mimo wszystko radość z obcowania z monetami, których wiek to lekko licząc to jakieś 18-20 ludzkich pokoleń daje do myślenia. Jakoś uchowały się do naszych czasów, podczas gdy historia nie rozpieszczała naszych przodków. Wczoraj śledząc pewien wątek dyskusyjny na TPZN zrobiło mi się smutno. W USA mają maszynę do bicia monet, która funkcjonuje od ponad 150 lat. Nasze złotówki (i grosze) bite są od 25 lat (denominacja to rok 1995) zaś monety funkcjonują z datą 1990, więc w teorii mają (dopiero!) 30 lat. Pytanie tylko ile razy zmieniły/zmodernizowały się automaty w mennicy. Tego niestety nie wiem. Coś fajnego byłoby mieć taką złotówkę, którą możemy zapłacić a została wybita maszyną pamiętającą czasy, gdy nasz prapradziadek zdawał do gimnazjum... 

Dobra rozmarzyłem się... obiecana monetka z ostatniego wpisu: czyli nienotowany (znów, hehe) półtorak i też 1617 z hakami:


Waga 1,58 grama. Stan zachowania jak widać - właściwie tylko dlatego go kupiłem. 

Legenda jak widać:

SIGI·3·D·G·[3] REX PMDL  

*MONE·NO·{SAS}·RE·POL· /HAKI/*  

O ile w katalogu Nieczytajły legendę rewersu da się przypisać do pozycji nr 30 to awers już jest nienotowany. I nawet nie staram się rozgryźć czy po obu stronach X to kropki nabite przez mincerza czy po prostu "paprochy" jak te, które dostały się między PMD... 
Ot - pułapka na twórców bazujących na interpunkcji w takich monetach. Miało być jak w katalogu Dutkowskiego w PN - tam też m.in. spory jest nacisk na interpunkcję - a tu po prostu nie wyszło. Miksy awersu i rewersu wyskakują co chwilę. Gdyby wydali 2 wydanie w 2021 to pewnie katalog byłby 2x grubszy od "nowych" odmian interpunkcyjnych. 

Pomijając legendę jeden z ładniej wybitych i równo wyciętych "krakusków". Kupiony "na podmianę" ale podmiany nie będzie bo za bardzo mi się spodobał a od mającego być podmienianym różni się jeszcze jednym elementem:

W niektórych przypadkach siódemka jest "pochylona" na tyle, że przypomina jedynkę. Albo też trójkąt bez podstawy jak było zapisane u Adama. W sumie pierdółka bo w 1616 "pochylone" szóstki występowały co chwilę ale występuje to już u Kopickiego w 2007 więc narazie niech będzie ;) 

Do zobaczenia (mam nadzieję szybciej niż poprzednio).

poniedziałek, 2 listopada 2020

Przegląd aukcyjny #4

Lato minęło, jesień puka do naszych okien, COVID dyszy nam na kark w kolejkach sklepowych...

Ja kto się przyjęło mówić, żyjemy w ciekawych czasach. Również dla numizmatyki oraz półtoraków. Dziś kolejny przegląd aukcjyjny.

Zacznijmy może spokojnie od Onebid.

Dzisiejsza świeżynka. Niemal pachnący potem zwycięzcy półtorak z orłem za ponad 1800 złotych


Tyle za orzełka? Po pierwsze to nie byle jaki orzełek bo wspominany wcześniej POLO/POLO, którego Nieczytajło szacuje na R6. Mało? To też jest moneta, która została pod numerem 38 zilustrowana w tym katalogu. Według niektórych to daje nowy wymiar monecie, gdy można usiąść z fajką i szklaneczką... mleka lub kuflem... herbaty i podziwiać swój walor zarówno w katalogu jak i na żywo. Ale to nie ja będę się delektował tym orzełkiem. Swojego już mam a ten powędruje do szczęśliwego nabywcy.

Na tej samej aukcji oprócz powyższego 'namber 1' z ciekawszych monet poszła np. odwrócona 5 w roczniku 1625:


Nieczytajło też dał jej R6 ale cena była kilkukrotnie niższa. Pewnie dlatego, że zdjęcie w katalogu przedstawia inną monetę. Zresztą o ile różnej maści leżące, pochyłe, trochę jakby wstające ale prawie w pozycji horyzontalnej 'piątki' są w miarę popularne to np. pan Kopicki klepnął obie i przypasował im R5. "Leżących" mniej lub bardziej piątek jest cały wór, tych odwróconych... mam zarchiwizowane (nomen omen) 5 sztuk z jednego stempla. Ot taka różnica w rzadkości.

Jeśli zaś chodzi o monety z proweniencją na aukcji WDA został wylicytowany półtorak ryski z samą Liszką z 1620 z herbem Potockich (choć rzadko marudzę na stan to tej tutaj skutecznie odstraszyłby mnie od wzięcia udziału w licytacji): 


Monetka może być uzupełnieniem dla tych dwóch półtoraków ryskich, które w kwietniu tego roku zostały sprzedane na WCN


Pytanie tylko czy za rok ów półtorak znów nie zagości na aukcji WDA z tymi samymi zdjęciami, opisem...

W wakacje na onebid za dużo się nie działo ale potem... 1615 bez haków wystawione w locie z totalnym popularesem w dodatku barbarzyńsko pokancerowanym. Na szczęście nie byłem jedynym, kto to rażące niedopatrzenie zauważył a na nieszczęście nie tym kto wygrał:
Jeśli o mnie chodzi to jedyny znany przykład, gdzie FAKTYCZNIE może nie być nabitych haków. Przynajmniej patrząc na te bardzo dobrej jakości zdjęcia. 
Z ciekawszych pozycji na tej aukcji sprzedał się też rocznik 1616 ze sznurowaną otoczką na awersie:

Zmieniając teraz front... z jednej strony Wilno 1620 święci triumfy:
Monetkę swego czasu licytowałem na allegro i w przypływie dobrego humoru, gotówki i ułańskiej fantazji (nie pamiętam w jakiej konkretnie kolejności) podbiłem cenę tuż przed zakończeniem do 5678 złotych. Niestety ktoś dał więcej i monetka poszła za 5778 zł co i tak za taki egzemplarz w sumie nie jest wygórowaną kwotą. Na aukcji GNDM już w trumience z MSem przekroczył 8000 złotych. 

Dziwne rzeczy za to działy się z Wilnem 1619...


Piękny okołomenniczy egzemplarz z problemami jak to dla tej mennicy sprzedał się za niewiele powyżej tysiąca złotych...Rzadka odmiana NOVA z herbem Wadwicz bez tarczy. Gdybym przypuszczał, że będzie poniżej 2k sam bym wykopał słoik z zaskórniakami i się o niego bił. Niestety byłem w pracy i nie śledziłem aukcji... Licytujący za to pokusili się na zatrumienkowany egzemplarz:
Grading to pewność... chciałoby się powiedzieć. Nie wiem tylko czy poprzedni właściciel miał taką niezachwianą pewność obserwując finał licytacji bo jeśli to ten sam co kupił ją we wrześniu 2018 roku to zaliczył lekką wtopę.

Z cudów na aukcji GNDM należy również wymienić jeszcze jeden. Licytację literatury. Ja wiem, że czasem na aukcjach pojawiają się książki niemal unikatowe i osiągają one wysokie ceny. Można też iść do biblioteki i albo zeskanować odpłatnie interesujące nas fragmenty albo też nieodpłatnie zrobić im zdjęcia. Ależ wiem, że dla niektórych osób to profanacja. Nie dla mnie natomiast i "bezczelnie" korzystam z takiej formy zdobywania wiedzy. Natomiast poniżej mamy coś czego mój rozum nie ogarnia. 


Katalog Nieczytajły i Zamiechowskiego z 2016 roku, który opisywałem jeszcze gościnnie na blogu Monety Zygmunta III Wazy. Sporo w nim błędów ale i tak się do niego odnoszę (często, żeby trochę wyśmiać ich sposób klasyfikacji, numerowania etc.). Ale nadal to kawał dobrej (ale bez przesady) literatury od półtoraków. 
Jednakże POMIMO tego, że jest on nadal dostępny na allegro za 170 złotych ktoś miał gest i nabył go na licytacji za 403 złote. Bardzo proszę o kontakt mailowy ową osobę na dres:  poltorakiblog@gmail.com. Z chęcią nabędę dla Pana/Pani różne rzeczy począwszy od wody pitnej, skończywszy na... co tam tylko chcecie. W zamian wezmę jako prowizję 2-3 krotność wartości tych rzeczy. Chyba uczciwa propozycja? No myślę...

Ok, skoro jesteśmy przy kuriozach to można przejść do allegro. 


Było o tym pisane ale widać amatorzy takich fantów są odporni na wiedzę i uprzejme sugestie, więc w sumie czemu nie mieliby tracić pieniędzy. Ich również zapraszam do kontaktu ze mną i poinformowanie jaką chcą mieć kontrmarkę na popularesach. Ceny od 150 złotych wzwyż + oczywiście moneta (to akurat nie będzie więcej niż 30-50 złotych). 

Z innych kuriozów na allegro mamy dosyć ładny rocznik 1626 z (oczywiście) błędem SIGI AAARRRGHHHHH... tak, tak to oczywisty błąd. Podobnie ja kto, że Ziemia jest kulista a Słońce jest gwiazdą.
Ile byście za to dali? 100? 200? Za dużo? Też mi się tak wydaje. No ale nie dla takiego nowego polskiego (określenie przyjęło się dla nowych ruskich więc czemu nie dla nas?), który walnie na licytacji pińset. Za co? Nie wiem. Pytałem Adama i on też nie wie. 

Podobnie ale bardziej zachowawczo poszedł kuzyn z roku 1627:

Oczywiście oba mennicze, bo po wybiciu były ostrożnie odkładane do hermetycznej kapsuły aby po niecałych 400 latach wydobyte zostać sprzedać na allegro. 
Kończąc festiwal buraka i sałaty na allegro podrzucam zdjęcie 1617 z hakami:

Ach trzech jegomości pobiło się o to cudo dając kolejno: 231, 240 i 241 złotych (tych dwóch pierwszych powinno się cieszyć, że dostali szansę na przemyślenie swojego zachowania). Niezmiernie jestem ciekaw co oni tam wypatrzyli bo im dłużej patrzę na powyższe zdjęcie tym bardziej nie wiem. Ja może za młody jestem i na monetach po prostu się nie znam. A wydając +/- 100 złotych (w locie było jeszcze 6 innych ale szczerze - naprawdę nc ciekawego)  na taką (nienotowaną!) monetkę jestem łosiem i naiwnym niczym dziecko laikiem:

Powyższa monetka najprawdopodobniej stanie się gościem następnego wpisu i wówczas wyjaśnię jej "nienotowaność". 

Póki co - zapraszam do sprawdzenia czy Wasze kopiejki z 1916 roku są... mennicze ;)  



niedziela, 18 października 2020

Niezwykłe naśladownictwo (?) półtoraka z 1620 roku

 Dosłownie kilkanaście minut temu zakończyła się licytacja pewnej ciekawej monety:


Moneta sprzedana na ukraińskim serwisie aukcyjnym za niebagatelną sumę +/- 200$. Czyli jakieś 850 złotych "na nasze". 120 razy ktoś podbijał cenę. Nieźle. Naprawdę nieźle...

Co w niej takiego niezwykłego? Otóż jest to najprawdopodobniej hetmańskie naśladownictwo. Albo fałszerstwo z epoki. Jedno jest pewne. Na pewno nie pochodzi z prawego łoża, czyli mennic koronnych. Jest jeszcze trzecia droga ale nie stawiajmy pochopnych wniosków.

środa, 14 października 2020

"Autopromocja" - blog Fałszywe monety

Witam 

Nie jestem przesadnie "wylewny", poza tym jak niektórzy zdążyli się zorientować mój blog o półtorakach stał się persona non grata na fejsbuku a to za sprawą jednego sprzedającego, któremu nie spodobały się słowa prawdy i poleciał ze skargą do mamusi Digital Millennium Copyright Act (DMCA), że wykorzystałem jego zdjęcia z aukcji. Zdjęcia dla spokoju usunąłem ale smród na fb pozostał. Swoją drogą ten wpis cieszy się powodzeniem, że jest trzecim najchętniej czytanym spośród wszystkich (47) wpisów. Jak to było? "Nieważne jak o tobie mówią, ważne by mówili". 

Dobra a teraz na poważnie. 

Jakiś czas temu najpierw założyłem grupę na fb o polskich (i z Polską związanych) fałszywych monetach (zachęcam do zapisywania się, będą tam na bieżąco umieszczane aktualności blogu) z myślą o tym, że to medium jest uniwersalne i dociera do (prawie) wszystkich - a to jest najważniejsze jeśli chcemy propagować niechęć do falsyfikatów ;) 

Jednakże układ fb i docieranie do wpisów sprzed np. roku czy dwóch to istny koszmar, więc równolegle postanowiłem wypróbować poniekąd sprawdzony sposób. 

Założyłem blog: FAŁSZYWE MONETY

Zrobiłem SPIS "TREŚCI" (wiem, narazie ubogi :P) aby można bezproblemowo wyszukać interesujący nas rok/nominał/władcę.

Materiału mam narazie aż nadto i moim jedynym ograniczeniem jest niestety czas, którego mam w deficycie. Aktualnie bazuję na forum TPZN, które dla mnie jest nieocenionym źródłem. Niestety w wątkach o falsach osoby komentujące popełniają kardynalny błąd: linkują do allegro, olx, ebaya, czyli tam, gdzie zdjęcia po pewnym czasie znikają. Nawet allegromat aktualnie nie ma zarchiwizowanych zdjęć. Błogosławieni ci, co zapisali zdjęcia na serwerze TPZN (tych jest mało). Tutaj te zdjęcia będą póki trwa serwis blogger a nawet dłużej - mam je zarchiwizowane na dysku(ach) więc jakby (odpukać) coś to mogę postawić blog od nowa na innym serwisie. Mam też pozwolenie na wykorzystywanie artykułów od m.in. Gdańskich Zeszytów Numizmatycznych i innych firm i organizacji, za co im serdecznie dziękuję. 

Od razu chciałbym wyjaśnić moje 3 grosze na początku co do pewnych sprzedających. Otóż nie chodzi mi tutaj o konkretne jednostki jak to miało miejsce we wpisie o "ónikacie bez miecza". Możliwe, że tam faktycznie trochę popłynąłem bo co rusz na allegro pojawiają się "ónikaty" czy monety "bardzo rzadkie", które nie występują w innych wariantach jak oferowane... Aktualnie chodzi bardziej o INFORMOWANIE o takowych falsyfikatach. Im więcej osób będzie wiedziało o nich tym większa jest szansa na ich "wyrzucenie" z rynku kolekcjonerskiego. Tak, wiem, że to porywanie się z motyką na słońce ale od czegoś trzeba zacząć. Im więcej będzie się o tym mówić, pisać i czytać tym więcej osób nie da się nabrać na kolejny "spadek po dziadziusiu", gdzie czyha lewizna Nike z 1932 roku. Lub piękny "oryginalny" szóstak z 1599 roku... jest tego niestety cała masa. 

Zapraszam wszystkich do rozpowszechniania informacji z tego blogu. Nie musicie mnie pytać się o pozwolenie. Sam bardzo często korzystam z wpisów innych osób (jeśli tylko to możliwe pytając się ich o zgodę i udostępniając materiały źródłowe) więc nie będę miał nic przeciwko jeśli dla dobra ogółu kolekcjonerów posłużycie się tym co znaleźliście na tym blogu.

Zapraszam też do kreatywnego komentowania na grupie fb. Nie jestem znawcą wszystkich epok i często pewnie będę popełniał błędy toteż jestem otwarty na Waszą krytykę oraz Wasze propozycje falsów, których jeszcze nie ma na blogu.


Pozdrawiam

Sławek

środa, 7 października 2020

Jestę biznesmenę

Cóż. Nie jestem ostatnio zbyt aktywny ale tak to jest jak się ciągnie zbyt dużo srok za ogon. 

Purystów językowych przepraszam za kaleczenie naszej mowy ale mam nadzieję, że zaraz zrozumiecie dlaczego umieściłem tak głupi tytuł.

Jakiś czas temu Skarbnica Narodowa - znana ze swoich produktów, które z numizmatyką za wiele wspólnego nie mają - wypuściła kolejny "produkt". Jest to półtorak z najpopularniejszych roczników 1622-1623, którego łatwiej zdobyć niż... właściwie chyba tylko boratynek bito więcej. No ale liczy się, że w końcu to oryginalna niemal 400-letnia moneta z epoki. Do tego mamy folder z informacjami a całość nie przyprawia o mdłości (jak to zazwyczaj było w wykonaniu SN). Małą relację na ten temat umieścił Adam na swoim fanpejdżu na fb

Podsumowując za 32 złote dostajemy oryginalną monetę z "certyfikatem". Nawet niezły deal dla osób, które w ogóle nie siedzą w temacie. No ale zaczęło się. Janusze biznesu zwąchali interes życia. No bo jak to? Antyk (tak, tak, niemal 400 lat), srebro (uhu!!!) i w dodatku numizmat (oł jee) za 32 złote? Nie może być. Pewnie naczytali się w portalach typu Inwestuj_Januszu.pl, że można zbić majątek na monetach i mamy już pierwsze gratki:


Pięć tysięcy za półtoraka. Proszę Państwa, kto da więcej? Myślicie, że nikt? To się zdziwicie:




Tak. Dwadzieścia pięć tysięcy złotych za monetkę wartą (w SN) trzydzieści dwa złote. A realnie +/- 1/2 tej kwoty.

Ostatnio narzekałem na "rekinów biznesu" sprzedających 1626 z Półkozicem w okrągłej tarczy z "błedem" SIGI ale tu... Szczerze, skończyły mi się inwektywy. To znaczy mam ich sporo ale nie nadają się do publikowania tu (zachowuję je jak np. uderzę się młotkiem w palec etc.). Tak więc brak komentarza powinien być najlepszym podsumowaniem całej tej sytuacji. 

poniedziałek, 28 września 2020

Migracje stempli, koron, haków, punc...

Trochę temat rzeka. Poruszyłem go pokrótce we wpisie z lutego. Pierwsze lata bicia półtoraków w mennicach koronnych zostały przez pana Gumowskiego podzielone na Bydgoszcz (1614-1627) - bez haków na rewersie - i Kraków (1614-1618) - z hakami na rewersie. Powołał się, że jakoby hakami "legitymował" się Tomasz Altenberg - kierownik mennicy krakowskiej w latach 1614-1618. No i tak zostało. Nie wspomniał jednak, że w 1598 roku sejmu warszawski  zakazał umieszczania na monetach herbów i znaków, poza znakami podskarbich. Mennice oznaczano wyłącznie pierwszą literą nazwy miasta, w którym się znajdowała. Wspomniany zaś Altenberg jeśli już znaczył swoje monety czynił to inicjałami nie hakami. 
Późniejsze opracowania - Kamińskiego - pominęły "sugestię" Gumowskego. Kopicki zaś przypisał haki pojawiające się na półtorakach "nieznanemu mincerzowi", jednak podział Bydgoszcz-Kraków już zachował. 

Tyle jeśli chodzi o "podział" półtoraków na Bydgoszcz i Kraków. Jak to się mówi kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. I tak kogo by się teraz nie zapytać, kto choć trochę orientuje się w numizmatyce polskiej XVII  wieku powie, że półtoraki z hakami pochodzą z Krakowa a te bez z Bydgoszczy. Pomiędzy tymi miastami w linii prostej jest ok. 400 kilometrów. Wspominam o tym, ponieważ poniżej zrobię mały quiz. Będę pokazywał awersy półtoraków a Wy zgadniecie z jakiej mennicy i jakiego roku one pochodzą. Dla ułatwienia będą to pierwsze 2 lata 1614-1615:



.
.
.
.
.
.
.

No dobra oto odpowiedzi:



Kto tak obstawiał? 
1 - Pierwsze co przychodzi na myśl to mennica z hakami czyli "Kraków". Rocznik... 1614
2 - Awers taki sam. Ale za to inny rocznik. 1615, też haki. Pozostałość po 1614, ewidentnie rzadsza od standardowego dla 1615 roku SIGI 3 DG.
3 - Znów ten sam awers jak w 1 i 2. Ale za to rewers jak w numerze 1... z wyjątkiem braku haków i daty 1615. Tak zwany półtorak pseudokrakowski lub krakowsko-bydgoski. Bity jednak w Bydgoszczy. Pisałem o tym we wpisie lutowym
4 - Łatwizna. Bydgoszcz 1614.
5 - Też prosto - Kraków 1615.
6 - Korona jak w Bydgoszczy więc... to Kraków 1615
7 i 8 - Taka sama korona (choć spore niedobicie) ale generalnie wszystko inne się zgadza. W 7 krzyżyki po bokach korony zaś w 8 kółka ale to szczegóły. Więc skoro w 6 tak było to pewnie jest Kra.... Bydgoszcz.

Teraz inna zgadywanka:
Nr 1 to... Kraków 1617 - u Góreckiego roboczo JK3a
Nr 2 to... Bydgoszcz 1618 - u Góreckiego roboczo JB3
Sam krzyż - praktycznie identico. Jabłko zaś jest inne ale nie na tyle, żeby można kruszyć o to kopie. 
Zatem? 
Albo to wcale nie była mennica Krakowska, tylko jakaś bliższa, gdzie personel/materiały mogły sobie krążyć swobodnie. Albo był np. uniwersalny zestaw narzędzi, który (jeden, kilku, kilkunastu?) rzemieślników miało i wysyłało/wiozło po mennicach koronnych. Ta druga teoria jest chyba za bardzo naciągana ale nie można jej całkowicie wykluczyć. 

Na koniec z ledwo zakończonej aukcji RDA półtorak z 1615 bez haków, więc na pewno wybity w Bydgoszczy. Hmmm???


środa, 23 września 2020

Półtoraki z mojej szafki #2

Tym razem znów chwalipost :) Najpierw jednak ciekawostka. Ta moneta to druga (ponad dwa lata temu, od tej pory trochę więcej tego wypłynęło), gdzie widziałem taki układ ozdobników przy krzyżu na rewersie: ~+  KRZYŻ +~. Zazwyczaj występują albo "fale" albo krzyżyki, nałożone na te "fale". Natomiast występowanie dwóch typów ozdobników to już rzadkość. Nieczytajło pokusił się o określenie ich stopnia rzadkości i mojej monecie najbliżej do pozycji nr 153 z szacowanym stopniem R4. Najbliżej bo jeśli już bawimy się w te klocki to moja ma gwiazdkę przed SIGIS a u Nieczytajły takowej nie ma. Ot takie 'zagrożenie' jeśli skupiamy się na interpunkcji przy tworzeniu katalogu, że po jego wydaniu będzie 2-3 razy tyle monet nienotowanych. 

No ale odpuśćmy panom, jeśli ktoś w ogóle zwraca uwagę na takie detale i tak wie, że moneta jest niepospolita. Jak napisałem na początku to druga taka jaką zauważyłem. Pierwszej na szczęście nie udało mi się kupić. Dlaczego na szczęście? Bo była brzydsza i droższa o prawie 50% (dałem b. wysoki limit z nadzieją, że nikt nie zauważy i pójdzie do mnie po taniości - myliłem się) od... lotu 4 monet, w której wypatrzyłem właśnie dzisiejszego bohatera. Gdybym nabył tamtą pierwszą pewnie nie pokusiłbym się zakup tego lotu bo szczerze zdjęcia były słabej jakości. Zaś gdy monety przyszły (oprócz 3 sztuk, które były chyba też rocznikami 1618, 1616 i chyba 1620 - tam bez szału) ukazało mi się to:


Generalnie podchodzę do półtoraków trochę jak pan Chałupski: "Moneta nie musi być piękna. Moneta musi mieć swoją historię." Zwłaszcza, że półtoraki często były bite niechlujnie, moneta też do urodziwych się nie zalicza. Nawet grosze czy szelągi nieraz biją je pod względem ilości detali, jakości wykonania stempli. Ale tutaj po prostu nie mogę się oprzeć urokowi tej monety. Oczywiście ma wady: m.in. delikatne wykruszenie tła między godziną 11 a 12 na rewersie (podejrzewam zbyt mocne uderzenie stempli) , czy uszkodzenie na awersie przy 'G', delikatne ślady grynszpanu na nim... jednak czym one są przy tym blasku? Początki złotawej patyny dodają jej jeszcze większego uroku. Sznur otokowy na rewersie jest widoczny w ponad 95%. Właśnie to wspomniane wykruszenie spowodowało naruszenie jego ciągłości, poza tym mamy praktycznie pełen otok. Moneta ma z lekką górką 21 mm średnicy, czyli więcej niż przewiduje się dla tego nominału. Ostrość detalu również jest niepospolita a już herb Sas jest niemal podręcznikowy. Co ciekawe (jako, że nie jestem dobrym fotografem a operowanie światłem opanowałem na poziomie wkręcenia i włączenia żarówki) długo nie umiałem zrobić jej dobrego zdjęcia. Albo wychodziło prześwietlone albo za ciemne. Tutaj jestem w miarę zadowolony, choć i tak (wiem, banał) lepiej wygląda na żywo :D 

Kończąc te ochy i achy można napisać, że moneta do najlepszych kolekcji z szansą na wysoki MS... Dobra poniosło mnie, wybaczcie ;) 

Tyle na dziś, już niedługo coś więcej niż tylko chwaliposty. 

Koniec wakacji

Ach, sezon urlopowy, oderwanie od codziennego kołowrotu, ciepła pogoda, nocne słuchanie świerszczy, wycieczki... Właśnie to się skończyło. J...