wtorek, 28 kwietnia 2020

Co z tymi stopniami rzadkości?

Czyli co z tymi "eRkami" i dlaczego w przypadku półtoraków to porażka?

Generalnie temat rzeka, bo niemal każdy zajmujący się numizmatyką prędzej czy później otrze się o słynne "eRki". R1, R3, R7...  im wyżej tym lepiej. I drożej. Dlatego wystawiając na aukcję np. półtoraka z (błędną) datą 1611 każdy dom aukcyjny zawoła od razu wyższą cenę startową bo to w końcu R8 (Kopicki 2007) czy R7 (Nieczytajło 2016). Czyli egzemplarzy znanych/zachowanych powinno być kolejno 2-3 czy też 4-6. Cztery miesiące temu wspominałem, że monet tych z datą 1611 w moim cyfrowym archiwum mam już 9 sztuk (10 jeśli liczyć z dotychczasowym unikatem z 1617 roku bo reszta to ewidentny błąd z 1621 roku) więc oba powyższe szacunki są już dawno zdezaktualizowane. 
Dziś (po aktualizacji o zdjęcia z nadchodzącej aukcji GNDM - tzn. zdjęcie tej konkretnej monety z innego serwisu miałem ale było gorszej jakości ;) półtoraków z datą 1611 mam dwanaście. DWANAŚCIE monet R7/R8:

Oczywiście nie liczę, że cokolwiek zmienię tym wpisem. Nie zależy mi też, żeby komukolwiek coś udowadniać ale skoro na tym blogu poruszam kwestie półtoraków to musi tutaj paść stwierdzenie, że:

STOSOWANIE "EREK" JAKO SKALI RZADKOŚCI DLA PÓŁTORAKÓW TO BZDURA!

Dlaczego? W końcu skoro powyższy przykład z rokiem 1611 to nie R8 ani R7 to w końcu R6 i dajmy z tym spokój? Otóż nie. 

Wiem, że ciężko zmienić przyzwyczajenia ale operowanie tym systemem dla nominału, który wybito w ilości mniej więcej 760 milionów (to +/- tyle ile w PRLu wybito 50-groszówek od 1949-1987 roku!) jest delikatnie mówiąc ignorancją. 
Problemem nie jest nawet ilość monet, które zachowały się do naszych czasów. W końcu np. boratynek wybito jeszcze więcej a katalogi im poświęcone też operują eRkami. No ale w boratynki się nie zagłębiam. Mam co prawda ich kilka, niektóre nawet szacowane przez katalog Wolskiego na R2 i R3 ale nie jest to dla mnie prawie żaden wyznacznik rzadkości. Dlaczego? Bo katalog miedzianych szelągów Jana Kazimierza Cezarego Wolskiego wydany cztery lata temu jest już nieaktualny z uwagi na pojawienie się XX odmian od tego czasu. Podobnie jak katalog Nieczytajły i Zamiechowskiego (też z 2016 roku) czy Adama Góreckiego (2019). W przypadku tego pierwszego podczas jego minirecenzji/opisu na blogu Wojciecha wyśmiewałem 2 systemy "eRkowe" wprowadzone dla monet przed 1619 i po 1619:

Nie mam zamiaru przepraszać bo nadal nie rozumiem w jaki sposób mogli przyznawać R7 i R8 dla lat 1614-1619. Może ktoś mi wyjaśni? :P
Autorzy zauważyli, a przynajmniej zaakcentowali na swój sposób bezsens tradycyjnych "eRek" w odniesieniu do bajońskich ilości półtoraków i zrobili to "po swojemu". Jak wyszło to widać. Po prostu przydałby im się inny system.

W tym drugim przypadku Adam Górecki poradził sobie wprowadzając "swój" system rzadkości:
Jest to oczywiście "adaptacja" systemu Ivanauskasa: R, RR, RRR, RRRR. 

Oczywiście daje nam to bardzo ogólny wgląd w rzadkość monet. Ale jest to o wiele bezpieczniejsze z uwagi na częste "wypływanie" skarbów setek, tysięcy półtoraków, które po przejrzeniu potrafią nas zaskakiwać nieznanymi odmianami, wariantami etc. Własnie to ciągłe "odkrywanie" półtoraków jako nominału, którego - idę o zakład - ogromne ilości spoczywają nadal w ziemskich depozytach sprawia, że stosowanie klasycznej skali opracowanej przez Czapskiego jest nieporozumieniem.
Do tej pory ten nominał był w cieniu trojaków, szóstaków, ortów, groszy, szelągów... katalogi, które powstawały począwszy od Czapskiego i jego skatalogowanego zbioru, Gumowskiego ("Mennica Bydgoska"), Kopickiego ("Ilustrowany skorowidz pieniędzy polskich..." a potem "Monety Zygmunta III Wazy"), że wspomnę tylko o Kamińskim z Kurpiewskim... O tych ostatnich może lepiej nie wspominać bo to co oni odwalili z eRkami w półtorakach to aż strach czytać... Zawsze ten nominał był znany z kilku bardzo rzadkich odmian, kilkunastu - powiedzmy - średnio rzadkich i całego morza popularesów. Aż dzięki dobrodziejstwu internetu nie tylko wielcy numizmatycy z wykształcenia i zawodu mogli nagle badać każdy nominał jaki zapragnęli. Tak też 10 lat temu na forum TPZN powstał wątek, który dziś liczy ponad 1700 postów, został wyświetlony ponad 500000 razy. Oczywiście - jak wszędzie - merytoryczna część to pewnie jakiś procent ale ważne, że stanowił punkt wyjścia do badania tego nominału na niespotykaną dotąd skalę.
Stanowiło to również dla wielu impuls do przeglądania swoich zbiorów, gdzie półtoraki do tej pory zapewne leżały obok PRLowskiego złomu. Dało to kolejną falę odkryć. Dziś już nie tak łatwo zdobyć jakąś nienotowaną odmianę ale na pewno nadal łatwiej w porównaniu do innych nominałów. Czy ktokolwiek rzuciłby okiem na te popularne* roczniki:






Średni stan... tylko przed 2019 75% z nich nie było uwzględnionych w żadnym katalogu... I jak ustalić ich rzadkość? Na R*? R8? Tak przynajmniej powinno być skoro nie znamy innych egzemplarzy. Problem w tym, ze przypomina to liczenie gwiazd, które widać z okien swojego domu. Jeśli ruszymy swoje 4 litery albo poczekamy odpowiednio długo może okazać się, że tych gwiazd jest o wiele więcej, tylko my nie byliśmy w stanie zaobserwować. A chyba przyznacie, że głupotą byłoby opracowywać katalog gwiazd tylko na podstawie tego co widzimy z okien własnego domu i załóżmy jeszcze kilku innych?
Skoro pojawiają się takie cudaki to kto wie czym nas ten nominał jeszcze zaskoczy. 

Czyli eRki przekłamują a katalogi rozmijają się w nich jak budowniczowie mostu w Laufenburgu:

Zaś eFy od Adama (i RRR-ki Ivanauskasa) są za to zbyt ogólnikowe. 

Jak żyć? 

Oczywiście długo w zdrowiu i szczęściu. Jednakże jest pewne światełko w tunelu. Internet służy, poza oglądaniem zdjęć kotów i sprawdzaniu ile kalorii mają maliny również do handlu przypadku monetami. Od kilkunastu lat można robić zakupy bez wychodzenia z domu. A teraz pytanie do Was - jaki % Waszej kolekcji nabyliście od fizycznych osób na giełdach a ile przez internet widząc tylko zdjęcie monety? Skoro coś było w internecie to zazwyczaj w nim pozostaje i można pokusić się o stworzenie wirtualnej bazy danego nominału dzieląc go na lata, mennice, odmiany, warianty... etc. Ten potencjał zauważył pan Cezary, który w swoich katalogach użył następujących stopni rzadkości dla półtoraków:


Tak więc np. mamy monetę z D5/2%. Brzmi dziwnie ale jest to rozwinięcie systemu Adama z dodaną procentową ilością danej odmiany w roczniku.

Brzmi nieźle, prawda? Problem w tym, że D, czyli dostępność - w przybliżeniu - mogę oszacować na podstawie mojego archiwum ja czy ktoś inny od dłuższego czasu śledząc rynek półtoraków to już przy procentach muszę się poddać. Jak widzimy w opisie system bazuje na Ś.P. portalu nummus.org. Pozycje tam zarchiwizowane - jeśli ktoś nie poświęcił na to czasu i nie zapisał ich np. na dysku twardym - przepadły. Aby podać % w roczniku należy dysponować również odpowiednią bazą danych. Jednak po lekturze artykułu na temat rocznika 1625 z Biuletynu Numizmatycznego mogę być o to spokojny.
Oczywiście problemem też jest co uważamy za kryterium "ważności" jeśli chodzi o wyszczególnienie odmian/wariantów w katalogu? Mennica, data, legenda.... interpunkcja? Ozdobniki przy krzyżu? Typ otoczki? Pochylenie cyfry w dacie zwłaszcza w 1616 i 1625 to udręka. Kątomierz wymagany. Korony orłów w tarczy 5-polowej? Jak daleko się posunąć w szczegółach?
Naturalnie jest to zależne od autora. Osobiście z niecierpliwością czekam na koniec pracy pana Chełchowskiego bo we wczesnym okresie powstawania pierwszego papierowego katalogu półtoraków miała to być wspólna praca obu panów. Niestety (?) do tego nie doszło. 
Tak czy siak jak prace ubiegną końca na pewno wart będzie dokładnego przejrzenia.
Podejrzewam jednak, że nie będzie się cieszył "popularnością" wśród sprzedawców. Ci wolą jasne zasady i zagłębianie się już w katalog Adama dla niektórych jest problemem.
Generalnie zaś powoli dochodzę do wniosku, że dla niektórych eRki przechodzą do lamusa, bo teraz liczą się eMeSy, o czym zresztą całkiem niedawno wspominałem.
Zaledwie trzy dni temu kolejna aukcja pokazała nam jak przeliczać MSy na złotówki:
 A monety nie mające MSa wogóle lepiej nie pakować do trumienek bo tylko stracimy na kosztach gradingu (o samych monetach nie wspominając):

środa, 15 kwietnia 2020

Liczby, cyfry, numerki... i marudzenie :)

Kolejne luźne przemyślenia jakie mogą się pojawić od nadmiaru wolnego czasu (nie, żebym miał go kiedykolwiek naprawdę zbyt dużo). Od razu zaznaczam, że poniższe stwierdzenia mają jedynie charakter orientacyjny, nie należy ich brać serio. Nie stanowiłyby one materiału na pracę magisterską ani licencjacką ale jako felieton już się nadadzą :) 
Otóż przechodząc do meritum. Półtoraki jako nominał nie zdobyły takiej popularności jak trojaki, było to oczywiście spowodowane ich "przeznaczeniem", mniejszą liczbą mennic (emisje wileńskie i ryskie półtoraków w porównaniu do bydgoskich były praktycznie efemeryczne) ale i tak pomimo krótkiej, 14-letniej emisji zawojowały rynek. Oczywiście - podobnie jak np. boratynki - traktowane są jako 'en mase' czyli w przełożeniu na "kolekcjonerski" masówka niewarta uwagi. Zresztą tak to czasem wygląda:

Oczywiście - dla efektu - trochę uogólniamy. Sam kupiłem monety, które są popularne (w sensie z popularnych roczników i mennic) ale też za niewielkie pieniądze nabyłem takie, które jednak czymś się różnią od innych dziesiątek, setek, tysięcy... 

Zastanawiać by się można ile tego wogóle wybito. Na pewno dużo. Zresztą były już prowadzone wyliczenia choćby na blogu Monety Wazów ale do tego wrócimy jeszcze.

Bardziej mnie aktualnie interesuje dostępność poszczególnych roczników w handlu w porównaniu oczywiście do w/w orientacyjnej ilości monet, które 400 lat temu zostały rzucone na rynek. W tym celu po pierwsze przeanalizowałem dostępne bazy danych. Mówiąc to nie mam w tym przypadku swojej wirtualnej bazy danych, która liczy grubo kilka tysięcy zdjęć monet. Dlaczego? Otóż byłaby niemiarodajna. Dlaczego spyta ktoś znowu? Dlatego, że nasz główny dostawca zdjęć monet serwis alledrogo allegro jakiś czas temu postanowił, że zdjęcia aukcji nie będą dostępne jako "zwykłe JotPeGi", które można zapisać na dysku dwoma kliknięciami. Jeśli nie rozumiecie o co mi chodzi wejdźcie w jakąkolwiek aukcję i spróbujcie zapisać zdjęcie w postaci .jpg na dysk. Nie da się? 
No właśnie. U góry screen z allegro, na dole z grafiki google (konkretnie moneta z WCN).
Z allegro da się zapisać jako strona internetowa z folderem liczącym ponad 200 plików, gdzie zakodowane zapewne jest gdzieś zdjęcie ale żeby w ten sposób pozyskiwać interesującą nas fotografię monety to absurd i strata czasu! 

Oczywiście allegro tłumaczy to postępowanie "bezpieczeństwem i troską o użytkownika" co jest bzdurą do kwadratu bo wiadomo, że aktualnie serwis allegro to maszynka do pobierania prowizji od aukcji. Cała sytuacja być może spowodowana została 'kradzieżą' zdjęć wśród sprzedających. Dajmy na to sprowadzamy z Chin fikuśne ubranka dla ciułałły czy innego yorka. Biznes idzie bo z alliexpresu sztuka wychodzi za 2$ a na allegro sprzedajemy je po 50 złotych. Trzeba jednak dać zdjęcie produktu, bo przecież ludzie kupują oczami. Sami nie zrobimy bo nasze zdolności artystyczne ograniczają się do zrobienia selfika aparatem. Więc kradniemy zdjęcie jakiejś innej "firmy" sprzedającej takie ubranka i włala. Tyle, że inna "firma" musiała zrobić to zdjęcie, ew. zapłacić fotografowi za nie, obrobić, dodać do aukcji etc. Robi się kwas. A allegro, żeby uniknąć kwasu zablokowało możliwość zapisywania zdjęć z aukcji. Oczywiście jest jeszcze opcja printscreen i edycja choćby w głupim paincie. Jest też inna opcja jeśli ma się Mozillę. Tylko, ze zamiast trzech szybkich ruchów: "zapisz grafikę -> wybór foldera -> zapisanie" robi się ich już kilkanaście. Czas spędzony na zapisywaniu XXX zdjęć w ten sposób wydłuża nam się 4-6-krotnie. Dlatego osobiście z allegro zapisuję już tylko zdjęcia monet w jakiś sposób ciekawych/ładnych/rzadkich etc. Dziesiątki popularesów w średnim stanie zaś pomijam - stąd moje archiwum obfituje w egzemplarze ładne/ciekawe/rzadkie z pominięciem masy pozostałych.  

Wspomniane bazy danych to w/w allegro, WCN, onebid i inne (w tym zagraniczne) serwisy, gdzie półtoraki są sprzedawane. Oczywiście od razu pojawia się następny problem. O ile na np. allegro sprzedaje się wszystko to już np. u Niemczyka czy też WCN dominują monety rzadsze. W tych serwisach np. rocznik 1614 (orły) czy 1619 (Wilno) "stoi" wyżej niż np. 1623. Dlaczego? Bo oni nie zajmują się sprzedażą "śmieci" jakimi dla nich są popularne roczniki w średnim stanie zachowania. Od tego jest np. allegro. 

Kolejny problem to są loty. Wstępnie je przejrzałem ale masa materiału sprawiła, że w latach 1620-1627 po prostu dodałem 20% monet. Bo właśnie te roczniki baaardzo w nich dominowały. Wiem, że to trochę spychologia ale z drugiej strony nie miałem zamiaru liczyć z kartką każdej monety na zdjęciach. Zdjęć były praktycznie setki a monet na każdym z nich od kilku do kilkudziesięciu. 

Sporo też było monet tzw. "no name", czyli źle opisanych, niewłaściwie przypisane lata bądź wogóle niezidentyfikowanych przez sprzedających. O dziwo sporo tego było w latach 162X na Numimarkecie ale nie tylko. Ile się dało/wyłapałem to poprawiłem.

Ostatni problem to znów allegro ale też i inne serwisy. Wspomniane WCN czy archiwum Niemczyka mają zapisane aukcje od początku ich prowadzenia, czyli daje nam to  wgląd nawet w lata 199X (przed denominacją!!). Archiwum allegro sięga przy dobrych wiatrach kilka miesięcy wstecz. 

Finalnie powstał taki wykres:

Bez zbędnego gadania - widać, że roczniki 1614-1619 stanowią jakieś 15-20% lat 162X. Górka roczników >1620 na pewno byłaby o wiele bardziej stroma, gdyby nie ograniczenia archiwum allegro i paru innych serwisów. 

Idziemy dalej. W swoim katalogu Nieczytajło i Zamiechowski podali informację, że:

Dwieście tysięcy monet. Ja w jedno popołudnie "przerobiłem" ponad 8000. Na tyle pozwoliły mi archiwa online. Z tych 200000 lata 1614-1619 stanowiły tylko 5000 monet. Mogę narzekać na ich katalog ale nie mogę odmówić im ciężkiej pracy nad tym nominałem. Szczerze mam nadzieję, że nie spoczną na laurach, tylko wydadzą wersję 2.0. Panowie z Ukrainy trzymamy kciuki :)
Kontynuując i zdając sobie sprawę z ograniczeń baz danych dostępnych online przekształciłem wykres tak aby stworzyć +/- stosunek monet sprzed 1620 tak jak podali autorzy katalogu:

Dotychczasowe "przedgórze" 1614-1619 właściwie stało się płaskie niczym lotnisko, za to dalej mamy gigantyczny skok. Nieszczególnie ten model do mnie przemawia ale na potrzeby tego wpisu może być. 

Idąc dalej posłużę się wspomnianym wcześniej blogiem Monety Wazów. Remigiusz odniósł się do obliczeń pana Mikołajczyka, że w latach 1623-1627 Jacobson w Bydgoszczy przekuł na półtoraki około 1 703 000 grzywien czystego srebra. Daje to nam następujące liczby:
1623 rok - 312 578 156 sztuk
1624 rok - 214 082 086 sztuk
1625 rok - 154 190 082 sztuk
1626 rok - 55 313 440 sztuk
1627 rok - 26 779 334 sztuk
Razem - 762 944 000 sztuk
Jeżeli spojrzymy na te liczby i moje wykresy zauważymy, że mniej więcej się one pokrywają. Oczywiście nie ma (jak w obliczeniach Mikołajczyka) 2-krotnej różnicy w latach 1623 i 1625 (kolejno ponad 300 mln i 150 mln) ale tendencja jest +/- zachowana. Idąc dalej możemy pobawić się w przypasowanie poszczególnym rocznikom "szacunkowego nakładu". Tutaj należy oczywiście uwzględnić poprawkę, że Mikołajczyk nie obliczył nakładu dla lat 1620-1622, a te jak widzimy też nie są rzadkie. 
Kolejny aspekt to fakt, że Gumowski w "Mennicy Bydgoskiej" za Lengnichem podaje, ze Jacobson uzyskał dochód w wysokości 2 100 000 złotych z bicia samych półtoraków. Wiem też, ze Jacobson mincmistrzem w Bydgoszczy został w 1616 roku, więc osobiście potraktowałbym nakład niemal 763 milionów półtoraków jako zestawienie w latach 1616-1627. Nie mam materiałów, na których opierał się docent Mikołajczyk więc nie wiem dlaczego te 763 milionów przypisał tylko do lat 1623-1627. 
W każdym bądź razie nawet zaokrąglając to do 800 milionów za lata 1620-1627 według danych z katalogu Nieczytajły i Zamiechowskiego lata 1614-1619 to 1/40 całości. 1/40 z 800 milionów to 20 milionów. Czyli 4 miliony półtoraków rocznie w latach 1614-1619. Dzienny "urobek" w takim razie to ok. 13000 półtoraków...

Można by się tak bawić długo. Oczywiście najefektywniejszą metodą byłaby analiza stempli w celu ustalenia ile ich było, później przemnożenie przez 5000-10000, bo tyle średnio monet można było z jednej pary wybić. Jednak i ta metoda ma wady bo co jeśli np. ogromna partia półtoraków w skrzyniach poszła na np. opłacenie wojska najemnego a po kampanii prościutko za granicę, skąd była wyłapywana i przetapiana? Znaków zapytanie jest całkiem sporo. Ogólnie powołując się na znanego numizmatyka napiszę, że średnio rocznie mennicę w Bydgoszczy mogło opuszczać 60-70 milionów półtoraków. Za tego Pana również trzymam kciuki z jego katalogiem :) Sumarycznie 14 lat bicia tego nominału daje nam liczbę bliską tej, którą podał Mikołajczyk. 

Osobna kwestia to wyłapywanie monet sprzed 1620 roku. Nie wiemy ile z nich wylądowało z powrotem w piecu w mennicach jak zmieniła się ordynacja mennicza. Nie wiemy ile zostało wyłapanych i przetopionych przez ludność. Ogólnie przyjmuje się, że średnio zachowało się do naszych czasów 5-10% monet. Oczywiście - osobna kwestia - na pewno mniej % zachowało się monet z 1614 niż z 1627. Podsumowując nadal niczego nie wiemy na pewno :) Pozostają nam tylko ostrożne szacunki, które pozwalają stwierdzić, że z 800 milionów półtoraków do naszych czasów zachowało się jakieś 4-8 milionów monet :D Z tego - za Nieczytajłą - jakieś 100-200 tysięcy to lata 1614-1619.
Oj, sporo tego.

wtorek, 7 kwietnia 2020

Mieć czy być - czyli wybiórczy przegląd aukcyjny

Zazwyczaj moje wpisy są długie, ten dla odmiany będzie... średnio długi :) 
Przy okazji mała zapowiedź - najprawdopodobniej zrobię 'spis treści', czyli osobną stronę (chyba) pod linkami, gdzie tematycznie posegreguję moje wpisy. Nazbierało się tego, a że chronologia nie była moją mocną stroną to przydałoby się wprowadzić trochę porządku.
A teraz do rzeczy. Adam w swoim wpisie z 15 marca poruszył ciekawy i istotny problem. Półtoraki jako nominał na allegro ustępują tylko szelągom w liczbie aukcji w dziale Numizmatyka/lata 1587 - 1668. Z tym, że szelągów wystawionych jest 667 sztuk a półtoraków 657 (na dzień 07.04.2020).  Zresztą po szczegóły odsyłam do wyżej przytoczonego wpisu Adama. 
Z tego generalnie wynika, że spora większość materiału dostępnego na aukcjach to wtórny "śmietnik", który wraca wciąż i wciąż a nikt tego kupić nie chce bo takie odmiany i stany są dostępne wszędzie i od ręki. Inne portale aukcyjne też nie rozpieszczają bo choćby na takim onebid ostatnie aukcje większych firm, które wyszły "ponad" allegro czy nawet Numimarket oferują półtoraki w znikomych liczbach. Debiut a zarazem delikatną 'wtopę' zaliczyło Cieszyńskie Centrum Numizmatyczne. Delikatną bo właściwie tylko w Polsce Królewskiej było sporo spadków a w półtorakach aż 66,6%:
Ceny startowe też nie rozpieszczały - to fakt.
Na trzy półtoraki poszedł tylko jeden i to za cenę startową. Co ciekawe nie była to względnie rzadka Ryga, nie był to rzadki błąd RE POLO z 1622 roku - w sumie najładniejszy gzemplarz jaki widziałem do tej pory. No ale ktoś postanowił zatrumienkować monetę i niestety NGC dało jej tylko XF45. Dla kolekcjonera plastyku to byłby afront mieć w swoim zbiorze ten niski numerek więc, pomimo, że odmiana ta u Góreckiego ma F3 a u Nieczytajły R6 to nie znalazła nabywcy. Co ciekawe nabywcę znalazł MS 65 MAX JEDYNY z roku 1623. Co bardzo ciekawe za... 750 złotych:
1623 MS65 JEDYNY MAX ŚWIAT GALAKTYKA

Szczerze... MS to może i jest ale czy jest ona piękna? Widywałem ładniej/dokładniej wybite.
Już wcześniej (w duecie z Adamem) pisałem o gradingu i przed aukcją obstawiałem, że pewnie pójdzie Ryga i zapewne 1622. A tu zupełne przeciwieństwo. Cóż, życie nikomu nie szczędzi rozczarowań. Zastanawia mnie tylko jedno. Kto kupuje najpopularniejszy rocznik półtoraków za 750 złotych? Żeby to chociaż było ciut rzadsze, jak wyśmiewany wcześniej "ónikat" z 1627 roku bez miecza. Mam pewne przypuszczenia (bo nie spotkałem ich ani osobiście ani w internecie ale wgląd w archiwa aukcji daje mi podstawy sądzić, że istnieją), że to osoba z cyklu inwestor/firma/[w ostateczności]maniak MSów. Osobiście nie należę do żadnego powyższego typu a swoje monetki z 1623 kupiłem na początku zabawy z tym nominałem bo były dostępne od ręki:
1623 pewnie nie MSy
Oczywiście nie są to pewnie MSy - nawet do głowy by mi nie przyszło, żeby je pod tym kątem oceniać ale też nie są brzydkie, a powód dlaczego mam 3 warianty tego samego rocznika to różne ozdobniki + mała korona w jednym. Aha i co też istotne: kupiłem je (wszystkie) za mniej niż wynosi marża domu akcyjnego za w/w MS-a 65. :) 

W licznych rozmowach na forach często i gęsto poruszane były kwestie MSowych MAXów. Nie brak przykładów, gdzie moneta wyjęta z trumny i wysłana ponownie do gradingu otrzymywała inną notę. Raz wyższą a raz niższą. 
Zresztą... ktoś to kupił (?!?) i ma teraz najpopularniejszy rocznik w maksymalnej nocie. Oby tylko nie próbował go opchnąć po cenie 2-3 krotnie wyższej gdzieś dalej jak to ma nagminnie miejsce w handlu: 
Wart... ciężko powiedzieć jak widać rynek jest nieprzewidywalny jak stara panna z kompleksami. 

No ale wracając do naszego dzisiejszego 'bohatera' z ciekawości sięgnąłem do archiwum onebid i przejrzałem pozycje w okolicach 700-800 złotych. Oto co można by kupić za taką kwotę bez patrzenia na numerek, który monecie wartej jakieś (w górnych granicach) 50 złotych dodał siódemkę przed 50:

Gdyby dołożyć raptem 50 złotych  można mieć bardzo rzadką odmianę rocznika 'pseudokrakowskiego' 1615 z legendą NOV w bardzo dobrym stanie + dwie inne monetki, też nie należące do popularesów. Dalej:

Wilno z 1619 za mniej niż 1000 złotych to w sumie nieczęsty widok ale uda się i to w dodatku z ciekawostką! Nie jest to jednak MS ani nawet ładny stan II. No ale kto wybrzydza...
...ten może pozwolić sobie na zakup półtoraka z orłem w pięknym stanie zachowania. Albo innego:
Też orzełek niczego sobie. Za to dokładnie za tą samą cenę co ów 1623 z eMeSem niemal rok temu można było kupić półtoraka z orłem z hakami na rewersie:

A tak to ma się totalnego popularesa z najwyższą notą. Przynajmniej narazie, bo może za jakiś czas pojawi się lepszy - MS66. I już nie będzie max świat, jedyny taki... 

sobota, 28 marca 2020

Waga ciężka, waga lekka i piedforty (?!)

Witam 

Ostatnio w liście dostałem bydgoskiego półtoraka z 1614, którego waga wynosiła 1,8 grama. Sporo jak na ten nominał, gdyż raczej kojarzy się z monetami małymi - średnica jak u 50-groszówki - i cienkimi. Zresztą będąc małym berbeciem jeszcze, wygrzebałem z puszki po kawie na targu staroci półtoraka elbląskiego z 1633 i namówiłem rodziców żeby mi go kupili. Byłem zdziwiony, że ta moneta jest tak cienka i się nie łamie. Wówczas jeszcze obracało się papierkami i monetami z orzełkiem bez korony więc w porównaniu do Nowotki czy wieżowców z kłosami to było chucherko. Nawet mniejsze 1-groszówki z aluminium były grubsze. Jego waga to 0,9 grama co aktualnie nie jest wcale rekordem, zdarzają się monetki ważące zaledwie 0,7...

Dlaczego tak jest? Wspominałem o tym na samym dawno temu ale nie zawadzi przypomnieć. Półtoraki bito al marco, czyli konkretną ilość monet bito ze ściśle określonej wagi kruszcu. Poszczególne monety w takiej emisji mogły się różnic masą, więc i ilością zawartego w nich szlachetnego metalu, co było wykorzystywane przez spekulantów. 

Również słownik TPZN wspomina nam o piedforcie:
Piefort, Piedfort: [fr. pied-fort ‘mocna stopa’], moneta wybita na grubym krążku, o wielokrotnej (n.p. wielokrotności talarów bite stemplem talarowym na krążkach o średnicy talara)  lub nieregularnej masie. Pieforty były bite od schyłku XIII w. w Anglii i od XIV w. we Francji, później też w innych krajach europejskich. Były wręczane jako dary przez władców. Dziś spotykany w okolicznościowych emisjach n.p. brytyjskich.

Tak to powinno wyglądać w teorii:
https://twitter.com/Chard1964Ltd/status/879264338963566592/photo/3

Znamy oczywiście przykłady piedfortów talarów, dukatów bitych za panowania Zygmunta III Wazy, nie jest to żadna tajemnica. Ale czy występują piedforty półtoraków? Znów pojawia nam się pytanie kto - w epoce - chciałby otrzymać od przełożonego/władcy nagrodę w postaci piedforta monety, za którą można było kupić +/- litr piwa? 

W każdym bądź razie w "Ilustrowanym skorowidzu.." z 1995 Edmund Kopicki podaje:

Po pierwsze - waga 2,05 grama stanowi raptem 130% standardowej, ustanowionej przez ordynację wagi półtoraka z tego okresu. Dla przypomnienia - 1,57 grama. Nie jest to wielokrotność - ale trzymając się definicji - nieregularna masa . Tylko, że ta nieregularność spowodowana była techniką bicia.
Po drugie - skąd pochodzi źródło wiedzy pana Kopickiego? Niedawno natknąłem się na katalog aukcyjny Chomińskiego z 1932 roku i tam pod numerem 235 został odnotowany piedfort półtoraka:
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/hamburger1932_05_09/0001/image
Mamy - o dziwo - też jego zdjęcie, tu w maksymalnym powiększeniu:
https://digi.ub.uni-heidelberg.de/diglit/hamburger1932_05_09/0001/image
Zwykły rocznik 1617 z hakami. Ładny ale bez jakiś rewelacji. Cóż. Możliwe, że nadinterpretacja twórców katalogu spowodowała powstanie nowej "odmiany". Wspomniany na początku półtorak nie należy do najcięższych, które posiadam. Z wagą 1,8 grama mam już ok 3 czy 4 monety, za to najcięższy jest... też rocznik 1617 z hakami. Niestety do 2,05 brakuje mu niecałe 0,2 grama:
Brzydki ale to mój pierwszy 1617 z hakami. No i najcięższy :)

Dla porównania niecałe 10 lat później:

Zresztą zapytani numizmatycy podzielili się informacjami, że ich MAXy wagowe to 2,0 grama dla 1616 z hakami oraz 2,06 grama dla półtoraka bydgoskiego. Więc mamy następcę :D 

Kolejna ciekawostka to 'piedfort' z 10 aukcji GNDM:

Pozwolę sobie tutaj zacytować opis z aukcji - link powyżej:

Intrygująca i wywołująca wiele pytań pozycja.
Naszym zdaniem jest to dawne fałszerstwo mające na celu stworzenie piedforda (wielokrotności wagi) półtoraka. Awers i rewers zostały tu stworzone osobno, umiejętnie połączone, a na obrzeżu dołożono ząbkowanie.
Wykonane w miedzi, z bardzo delikatną, cienką warstwą srebrzenia. Srebrzenie miejscami jest już pościerane, a w dużej części spatynowane, więc na pierwszy rzut oka zlewa się w jednolitą barwę, a wyraźnie rysuje dopiero w świetle bocznym.
Ze względu na srebrzenie trudna jest tu do jednoznacznego określenia technika wykonania awersu i rewersu. Pomimo iż moneta posiada dźwięk, uważamy, że jest to najprawdopodobniej wykonanie galwaniczne. Ostrość detali, w tym miejscami ostrość krawędzi na styku reliefu z tłem nie przekonuje do metody odlewu, chyba, że jest to jego mistrzowskie wykonanie.
Ogólnie znane są na rynku odbitki z oryginalnych stempli różnych nominałów monet Augusta II i III, wykonane w miedzianej blasze. Nie wykluczone, acz mało prawdopodobne, jest więc to, że mamy tu do czynienia właśnie z takimi odbitkami. Dwiema połączonymi z sobą odbitkami (awersu i rewersu) - połączonymi, celem oferowania ich jako unikalnej odbitki wielokrotnej wagi.
Wykonanie stare, najprawdopodobniej jeszcze XIX-wieczne.
Podsumowując, naszym zdaniem "piedford" ten wykonany został przez fałszerzy na szkodę rynku kolekcjonerskiego. Wykonany na tyle dobrze, że w przeszłości doświadczeni numizmatycy uznali go za unikalny okaz z epoki.
Jest to najprawdopodobniej właśnie ten egzemplarz ze zbioru Stanisława  Niewiteckiego, na podstawie którego odnotowano w katalogu Kopickiego istnienia w jednym egzemplarzu piedforda półtoraka (pozycja 2091 R*). 
Bardzo ciekawa pozycja.
Miedź srebrzona, średnica 18.5 mm, grubość 2 mm, waga 3.87 g
A Wasze półtoraki ile ważą?

wtorek, 24 marca 2020

Tarcze, herby.. lub ich braki oraz słów kilka o stanach

Ostatnia aukcja Antykwariat Dawid Janas nie była wyjątkowa jeśli chodzi o liczebność półtoraków ale jeśli weźmiemy pod uwagę obecność rzadkich pozycji to można stwierdzić, że się udało. Na 10 wystawionych 3 z nich były bardzo ciekawe. Ja skupię się na jednej - tej 'najważniejszej' - a mianowicie na półtoraku z 1616 z okrągła tarczą:

Bądźmy szczerzy - powyższa moneta jest w okropnym stanie zachowania. Uszkodzenia krążka, nalot/brud, przetarcia uniemożliwiające w pełni odczytanie legendy. Na szczęście to co najistotniejsze widać w pełni. Na aukcji została opisana jako stan 3/3- ale ja mam co do tego zastrzeżenia. Nie od dziś wiadomo, że sprzedający wprowadzają swoje "klasyfikacje" co do stanu zachowania monet. Nie mówię tu konkretnie o ADJ tylko ogólnie. Nawet jak coś jest ogradowane - mówię tu o poważniejszych firmach amerykańskich, nie o naszych rodzimych "kogucikach"... - to sprzedający nieraz potrafią dodać swoje trzy grosze w stylu: "według nas nota zaniżona" etc. Stan menniczy wśród półtoraków jest na allegro normą. Aż dziw, że komuś chciało się pakować te monety do skrzyń, żeby po ~400 latach jego praprapraprapra(...)wnuki mogli te mennicze stany wystawiać na allegro ;)
Potem mamy bardzo ogólny stan II, który w sumie rzadko występuje... bo w znacznej większości monety są mennicze...
Na końcu mamy stan III, pod który podchodzi wszystko co nie jest mennicze i (rzadko) w stanie II.
Posiłkując się informacją na stronie NBP mamy poniżej zacytowaną definicję od stanu I do VII. Jaki stan według Was powinna mieć powyższa moneta? 

Polska skala zachowania monet została scharakteryzowana przez Edmunda Kopickiego w „Katalogu podstawowych typów monet i banknotów Polski oraz ziem historycznie z Polską związanych", tom IX, część 4, Warszawa 1989, s. 377-378. Nawiązuje ona do skali amerykańskiej. Jest nadal aktualna, jednak wymagała niewielkich korekt. Wykorzystane zostały także propozycje Jerzego Chałupskiego.
stan I - STAN MENNICZY (SM) – stan menniczy dotyczy monet, które nigdy nie były używane jako środek płatniczy i nie noszą żadnych śladów użytkowania. Nie mają żadnych defektów, zarysowań i śladów czyszczenia.
stan II – ZNAKOMITY (ZN) - dotyczy monet z nieznacznymi uszkodzeniami powstałymi w mennicy w trakcie produkcji lub w czasie transportu, mogą to być także monety przeznaczone do obiegu, lecz wycofane z niego przed pojawieniem się charakterystycznych wytarć lub zarysowań. Powinien być widoczny połysk stempla.
stan III - BARDZO PIĘKNY (BP) - dotyczy monet z nieznacznymi śladami zużycia w obiegu, lekkimi wytarciami wyższych partii reliefu, drobnymi rysami, małymi skaleczeniami brzegu monety.
stan IV - PIĘKNY (P) - dotyczy monet z dość znacznymi śladami zużycia, które nie mają jednak wpływu na czytelność konturów rysunku. Legendy powinny być w pełni czytelne.
stan V - BARDZO DOBRY (BD) - dotyczy monet z bardzo znacznym zużyciem. Pojedyncze litery legendy i niektóre detale rysunku nieczytelne. Nadal można określić monetę, jednak niektórych danych nie można już odczytać. Data może już nie być czytelna, bądź jej część. Znak mennicy może nie być już rozpoznawalny.
stan VI - DOBRY (DB) - dotyczy monet, na których znaczna część rysunku i legendy jest nieczytelna, nie można odczytać legendy (poza jej zarysem); Można określić monetę na podstawie doświadczenia i porównywania z literaturą przedmiotu, także wagi, średnicy, metalu oraz kontekstu znaleziska (w przypadku znalezisk archeologicznych).
stan VII - ZŁY – (Z) - dotyczy monet, których stan uniemożliwia ich jednoznaczną identyfikację.
Zaprezentowana skala jest uniwersalna i dotyczy monet od starożytności do współczesności.
No ale zostawmy to już... Jak to się mówi - widziały gały co brały i tego się trzymajmy. Pomimo kiepskiego stanu zachowania moneta poszła za przyzwoitą kwotę, ponieważ jest bardzo rzadka. Chodzi jak już wspomniałem o okrągłą tarczę na rewersie, w której umieszczony jest herb Awdaniec podskarbiego Stanisława Warszyckiego. Oczywiście R8 wg Kopickiego jest już nieaktualne. W handlu stwierdzono już większą liczbę tych monet niż szacowane 2-3. Co ciekawe rewers znany jest z kilku stempli, więc nie była to jednorazowa "wpadka" podobnie jak w opisywanym roczniku "1611".
Zamiast jednak gadać postanowiłem zrobić zbiorcze zestawienie wszystkich trzech tarcz występujących na półtorakach a mianowicie: herb wielkiego podskarbiego, herb Wazów oraz nominał na awersie (zazwyczaj) dla wszystkich mennic. 

Zdaję sobie sprawę, że w niektórych przypadkach będzie to dosyć nieczytelne z uwagi na rozmiar obrazka ale można np. poradzić sobie otwierając go w nowym oknie. Za namową pewnego półtorakowego influencera ;Wilno i Rygę zamiast po bokach przerzuciłem na dół.

Przypomnienie, do kogo należały poszczególne herby z mojego wpisu publikowanego jeszcze na Monety Wazów:

Herby na rewersie pod jabłkiem (lub na awersie w przypadku półtoraków litewskich) należały do podskarbich: Awdaniec/Abdank– Stanisława Warszyckiego, lata 1614-1616 (A), Sas – Mikołaja Daniłowicza, lata 1616-1625 (B), Półkozic – Hermolausa Ligęzy, lata 1625-1627 (C), Wadwicz - Krzysztofa Naruszewicza, lata 1619-1620 (D).
Ponadto na półtorakach krakowskich z lat 1614-1618 na rewersie na końcu napisu umiejscowiony był znak nieznanego mincerza – potrójne haki (E). Na ryskich półtorakach z roku 1620 umieszczony był uproszczony herb Rygi – klucze (F) oraz niekiedy liszka - znak mincmistrza Ottona von Meppen (G).

Jest to - mam nadzieję - najbardziej kompletne zestawienie tarcz/herbów półtoraków Zygmunta III Wazy. Ma się rozumieć brałem tam pod uwagę czasami typ herbu  lub nawet jego braku (np. kropka w 1615) ale czasem trudno obrać "twardą" klasyfikację. Niektóre herby natomiast wystepują 2-krotnie jak w Rydze i Wilnie ale za to w innych miejscach... To jest moje, trochę subiektywne zestawienie :)
Jako ciekawostkę podam Wam jako przykład dwie monety Jana Kazimierza, które wybijają się poza powyższy schemat tym, że na awersie ani herb Wazów ani nominał 3 nie posiada tarczy:


Pozdrawiam

środa, 18 marca 2020

Półtoraki z orłami

Piątek 13 w tym miesiącu sprawił, że przez przypadek skasowałem cały tekst o półtorakach z orłem. 

Nie wiem jak to zrobiłem ale sytuacja taka miała miejsce już drugi raz, więc od tej pory chyba zmienię formę w jaki będę prowadził "wpisy robocze". Ale to już mój problem. Na szczęście obrazki przetrwały bo i tak robiąc je zapisywałem w postaci .jpg na dysku.
Tak więc odtwarzamy...

Półtoraki z jednym dużym orłem na awersie z tarczą z herbem Wazów na piersi stanowią pewien ciekawy zwrot w historii tego nominału. Zwrot, który odbył się zaraz na początku ich emisji w 1614 roku. I to, myślę, należny dodać, że najprawdopodobniej w pierwszych miesiącach ich bicia. Wbrew dosyć obiegowej opinii, która jest błędnie powielana w niektórych źródłach, że "w pierwszym roku bito półtoraki z orłem a w następnych latach już z 5-polową tarczą na awersie" wiadomo, że w 1614 bito zarówno takie półtoraki jak poniżej jak i 'zwykłe' z 5-polową tarczą.

Piękny, jeśli nie najpiękniejszy półtorak z orłem i Z4 pod nim jakiego widziałem. Biłem się o niego na 69 aukcji WCN ale poległem. Z drugiej strony cena końcowa powyżej 3000 złotych mówi jak zdeterminowany był nabywca. Oprócz stanu zachowania jest to b. rzadka odmiana z POLO na awersie - brak odniesień do tytułu Wielkiego Księcia Litwy (...MDL). Takich monet nie ma za dużo. Wracając do tematu po raczej krótkim epizodzie wytwarzania w dwóch mennicach półtoraków z orłem na awersie zaczęto masową produkcję znanego nam z setek tysięcy przewijających się na allegro, olx, numimarkecie, etc. typów z 5-polową tarczą na awersie zamiast orła:

Dlaczego? Oczywiście nie mamy żadnej oficjalnej informacji dlaczego. Pozostają tylko domysły.
Pierwsze co przychodzi mi na myśl to możliwy błąd w jaki mogła być wprowadzona ludność. Grosze z tego okresu zarówno stylistycznie jak i wielkością były bardzo zbliżone do półtoraków:
Po lewej krakowski grosz z 1614, po prawej bydgoski półtorak z tego samego roku.
Oczywiście druga strona monety była diametralnie inna ale przyznacie, że mając garść monet te dwie byłby do siebie bardzo podobne? A mowa tutaj o różnych nominałach.
Wprowadzenie 5-polowej tarczy na pewno upodobniło półtoraki do groszy brandenburskich, które kursowały na naszej zachodniej granicy. W końcu docelowo półtoraki miały zaspokoić popyt na pośrednią monetę między groszem a trojakiem w tamtych rejonach. Na Śląsku miała to być 3-krucierzówka ale jak wiemy nie zdała ona egzaminu. 

JAJKO CZY KURA?
Oczywiście tworząc ten nagłówek nie miałem na celu zdeprecjonowania naszego godła państwowego. Już i tak na fejsbuku mój blog ma bana bo ktoś go podkablował jako "obraźliwy" :D Domyślam się jaki typ człowieka to był i w jakim celu ale szczerze powiedziawszy wisi mi to. 
No ale ad rem... 
Jak zwykle to znów kwestia domysłów. Logicznie - wydawałoby się - pierwsze były półtoraki z Z4 jako nominał pod orłem. 
Czy tak było naprawdę? A może orły z Z4 były później?

* Po pierwsze jest ich mniej - wbrew temu co mówi katalog Kopickiego. W moim archiwum orłów z Z4 jest ok. 25 sztuk. Orłów z 3 w tarczy mam zarchiwizowanych ok. 40 sztuk. 
* Po drugie wydaje się, że własnie Z4 jako nominał - 1/24 części talara - na awersie powstał wcześniej a później zastąpiono go 'trójką' - jako  półgrosze. Zauważmy też, że nie ma półtoraków z 5-polową tarczą pod którą jest Z4. Jest tam tylko 3. 
* Brak również półtoraków z hakami  z nominałem Z4 pod orłem. Można przypuszczać, że mennica (domyślnie krakowska, ale żadnych dowodów na to nie ma) z hakami z lekkim opóźnieniem przystąpiła do bicia półtoraków na wzór bydgoski i wówczas nastąpiło 'przejście' na wzór z orłem i 3.
* Wspomniana wyżej legenda na awersie POLO z brakiem odniesienia się do Litwy. Końcówka MDL występuje za to we wszystkich orłach z 3. Można to złożyć na karb "wieku niemowlęcego", gdzie popełniono przysłowiową "wtopę", którą później próbowano zatuszować, bo po wprowadzeniu 3 zawsze mamy REX PMDL, czyli legendę, która zachowała się aż do 1627 a nawet dłużej. Ilość egzemplarzy z POLO na awersie można policzyć na palcach obu rąk. 

Czyli sprawę mamy załatwioną? Niestety nie... O ile powyższe przypuszczenia ładnie trzymają się tak zwanej kupy to wprowadzenie hipotezy, że najpierw wybito półtoraki z 3 a potem Z4 burzy nam to niemal definitywnie. Ale skąd takie przypuszczenie? 
* Otóż właściwie jedyne 'ZA' to narazie dwa wspólne jabłka dla orłów z Z4 i półtoraków z tarczą 5-polową:

Brak natomiast znanych wspólnych elementów - w postaci jabłek z krzyżami - dla półtoraków z orłem 3 i późniejszych 5-polowych... Może okazać się, że jednak nie jest to żaden wiążący dowód, bo migracje stempli czy to jabłek, koron, orzełków etc. w latach nie należą do rzadkości, jednak póki co nie mamy nic więcej. 

A jeśli oba typy bito równocześnie? Takie karkołomne stwierdzenie może i miałoby rację bytu ale jak narazie brak na nie dowodów. Czy nawet poszlak. Ale cóż, niejednego się z roku na rok dowiadujemy więc czemu by nie?

ORŁY

Co z kolei powiedzą nam same orły?

Analiza orłów jest trochę problematyczna z uwagi na ograniczoną ilość materiału oraz stanu jego zachowania często trzeba się niektórych rzeczy domyślać - a takie rzeczy nieraz prowadzą do niewłaściwych wniosków. Wiedzą (???) o tym niektórzy sprzedający, bo gdzie czegoś nie widać to łatwo wmówić, że coś tam było ;) No ale staram się tutaj prezentować fakty a nie numismatic-fiction :D Pozdrowienia dla co niektórych sprzedających (teraz przed własną głupota muszą bronić się aktami prawnymi) :P

Analiza orłów z własnego materiału zapisanego w archiwum pozwala - póki co - na postawienie hipotezy roboczej, że KAŻDY ORZEŁ POCHODZIŁ Z TEJ SAMEJ PUNCY. Razem CZTERY SZTUKI. Po dwie dla półtoraków bydgoskich:

I dwa dla półtoraków z hakami:

Ilościowo jak wspominałem dla Bydgoszczy przedstawia się to następując: +/- 40 sztuk dla '3' i 25 dla 'Z4'.
Dla półtoraków z hakami: ok. 65-70% dla orła po lewej i 30-35% dla tego po prawej. Sumarycznie ok 25 sztuk. 
Dziwić może to, że dla niewielkiego zakładu, jakim prawdopodobnie była mennica sygnująca się skrzyżowanymi hakami - dlaczego, pisałem o tym we wcześniejszych wpisach - wykonano aż dwie punce orła. Nie są one identyczne z orłami bydgoskimi ale lista podobieństw jest większa niż np. z przedstawionym na początku orłem z grosza krakowskiego z 1614 roku. Można rzec - kolejny dowód na "nie-krakowskość" półtoraków z hakami, bo skoro bili w tym samym roku grosze z orłem to czemu nie użyli tej samej puncy dla półtoraków tylko wykonali dwie nowe? Zwłaszcza, że inne punce jak np. cyfry, korony etc. mogły migrować między zakładami a tutaj wewnątrz jednego - nie? Może były ku temu inne przyczyny, których ponad 400 lat później nie znamy. To tylko przypuszczenia.

RZADKOŚĆ

Na koniec słówko o rzadkości i pewnych błędach. Wspomniałem jak ilościowo rozkładają się te monety w moim archiwum. Nie są to nawet takie ilości jak w przypadku półtoraków wileńskich. Jest ich mniej
Wspominał o nich oczywiście już hrabia Czapski dając im np. R2 i R4 dla półtoraków z hakami:

Dla porównania półtoraki wileńskie z 1619 roku hrabia Czapski oceniał na R3.
Współczesne, najaktualniejsze katalogi Góreckiego i Nieczytajły podają mniej więcej po 3 odmiany dla półtoraków z hakami i +/- 5 odmian zarówno dla półtoraków z Z4 jak i z 3. 
Za to ciekawa sprawa jest z ciągle uznanym w świecie numizmatyki katalogiem pana Kopickiego:
Oczywiście pomijam 331 bo to może być zwykłe niedobicie. Skupmy się na numerze 334. 
MONE NO REG POL /haki/ a na awersie orzeł wyglądający żywcem jak z Bydgoszczy... no ale zostawmy to, tutaj akurat są ryciny, które nie zawsze mają się w stosunku 1:1 z rzeczywistością. Zaraz... ale czy nad orłem jest trójlistek? Co ciekawe nad orłem z Z4 też jest a jak wiadomo wszystkie orły z Z4 mają u góry nie trójlistek jak te z 3 ale 4-ramienny krzyżyk.
Zresztą wszystkie orły z hakami mają tam też krzyż. Leżący lub stojący ale krzyż. Poza tym co to za legenda dla rewersu? MONE NO? Raczej MONE NOV!!! Ktoś tu chyba na oczy nie widział monetki, jaką zaklasyfikował pod numerem 334 ;)
Kwestia różnic w skali rzadkości 3 i Z4 - tutaj odpuszczam, bo jak pan Kopicki nie robiłem kwerendy zbiorów muzealnych ani nie przeglądałem zbiorów prywatnych. Aczkolwiek i tak wydaje mi się, że powinno być odwrotnie.

Kończąc życzę wszystkim zdrowia oraz tego, żeby jak najszybciej wszystko wróciło do normy. Unikajcie tego...
korona-i-wirus 
... żeby móc już niedługo spotykać się na giełdach numizmatycznych, aukcjach etc.
Pozdrawiam

poniedziałek, 2 marca 2020

Janusze półtoraków

Witam, dziś kolejne #na luzie

Ostatnio mam wrażenie, że sprzedający jorgnęli się, że na półtorakach też da się zarobić.  Co rusz mamy jakąś licytację, gdzie kolejny oferowany półtorak to bez mała unikat. A okazuje się, że to tylko "ónikat". Nie znaczy to, że tak nie było wcześniej. Polowanie na jelenia to sport, można powiedzieć ponadczasowy. W końcu parafrazując mojego nauczyciela od historii w liceum na sprzedanych szczeblach od drabiny, która przyśniła się Jakubowi można by dojść do sąsiedniej galaktyki zaś ilość sprzedanego oleju, w którym poganie św. Jana chcieli usmażyć starczyłaby średniej wielkości europejskiemu państwu na przynajmniej 5 lat. Albo i dłużej. 

Więc o co ten hałas? Część przypadków, z którymi mamy do czynienia łże bezczelnie w żywe oczy jak wyżej przedstawiony Sanderus. 
R5, gdzie żaden katalog nie dał więcej niż R4 (a wiadomo, że i to R4 to była najprawdopodobniej pomyłka). Przykład jeden z wielu:

Mitomania w wykonaniu tego sprzedającego osiąga nieprawdopodobne rozmiary. Jelenie za to garną się do niego niczym do paśnika w wyjątkowo mroźną zimę.
Tworzenie nowych "odmian" czy "błędów" to już norma. Wystarczy nam moneta z nieczytelnym fragmentem, trochę kreatywności i gotowe.
Albo do bólu namolne wpisywanie "błąd SIGI", gdzie to właśnie SIGIS jest niezmiernie rzadkie a SIGI to chleb powszedni co wyjaśniał też ostatnio Adam:

Właśnie do tego zmierzałem tworząc tego mema:

Ostatnio "urażony" sprzedawca wypomniał mi, że to "rynek" zdecydował o cenie półtoraka z Pogonią bez miecza. No fajnie, tylko, że "rynkiem" można czasem manipulować. Wystarczy być sprzedawcą z jakąś tam liczbą pozytywnych ocen i z reguły ludzie już stają się ufniejsi. W końcu to poważny-pan-sprzedawca-monet. Wystarczy napisać coś, na przykład: rzadka odmiana z RE i już mamy hype (warto zaznaczyć, gdzie trzeba patrzeć):

No a gdzie haczyk? W 1618 NIE BITO innej legendy w półtorakach z hakami. Nie ma REG, nie ma R, jest tylko RE.
Poza tym ktoś zauważył, że w powyższym opisie mamy nowego - nieznanego historii - króla?
Skoro nie ma innej opcji, to po co to wogóle pisać? Ja się domyślam. A Wy?
Sprzedający po przeczytaniu tego wpisu najprawdopodobniej tak na niego zareagowali:

;)

Koniec wakacji

Ach, sezon urlopowy, oderwanie od codziennego kołowrotu, ciepła pogoda, nocne słuchanie świerszczy, wycieczki... Właśnie to się skończyło. J...