wtorek, 13 października 2026

Brakujące ogniwo odnalezione!(?)


Gwoli wstępu (biję się w pierś, często zapominam, że mogą tu zaglądać osoby, które w półtorakach są nowe - a ja często "lecę" z tematem, jakby każdy czytał wszystko co tu i w katalogach zostało napisane) półtoraki doczekały się tzw. naśladownictw. Pokrótce ten temat opisałem w 2019 roku, więc odsyłam tam wszystkich zainteresowanych. Jedna z kilku spraw, które wymagają aktualizacji to proweniencja monet dobrej jakości - nie zawsze takowe można przypisać jednoznacznie hetmanom. Równie dobrze, produkcja dobrej jakości imitacji/fałszerstw etc... mogła mieć lokalne pochodzenie. Żeby choćby przypomnieć fałszywą mennicę groszy w Żywcu. 

No właśnie, tylko cały "sens" naśladownictw polega na tym, że nie są one bezczelnymi fałszerstwami, tylko mają (nomen omen) naśladować dany pieniądz. Tak jak polskie półtoraki są naśladownictwem groszy brandenburskich, żeby łatwiej je było wprowadzić na tamtejszy rynek. Tak teoretycznie hetmani (bo to Doroszenkę i Chmielnickiego podejrzewa się o takie praktyki) mieli puszczać w obieg głównie półtoraki. Takie, które wizerunkiem i zawartością srebra były dosyć zbliżone do oryginału polskiego. Niestety poza nielicznymi przykładami (TU ciut więcej do poczytania) nie mamy praktycznie żadnych dowodów na ich pochodzenie. Dlaczego hetmańskie, ktoś pyta? Odsyłam do linka w pierwszym akapicie, ale tak na szybko: puszczać w obieg monetę mógł ktoś wysoko postawiony. W Koronie był od tego władca, na Ukrainie zaś... hetmani. Skoro brakowało pieniądza, a były np. srebra to można było je przetopić i wybić monety, do których ludzie już się zdążyli przyzwyczaić. Płacenie srebrną zastawą jednak ma swoje minusy, np. ciężko wydać resztę z jednego talerza. 

No ale jak odróżnić jedne (półtoraki koronne) od drugich (naśladownictwa), skoro są do siebie podobne? No, jak w tym kawale. 

- Proszę pana, jak trafić do opery?
- Aaa, to trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i mieć też talent!

Pierwszego półtoraka, który mi "nie pasował" zauważyłem dawno temu na aukcji allegro. Niestety przegrałem licytację, ale na szczęście to był ten najpopularniejszy:

 

Mi rzuciło się w oczy przede wszystkim jabłko oraz herb Sas. Reszta, wtedy nawet nie grała większej roli. Sama moneta styl ma porządny. Można powiedzieć, że sprawia lepsze wrażenie, niż półtorak koronny:

 

No, ale o co chodzi z tym brakującym ogniwem? Od dłuższego czasu prowadzę archiwum i mam tam niemal wszystkie "roczniki" monet, które j/w jakością wykonania mogą pretendować do naśladownictw. Ale do tej pory brakowało tam daty 1616 (oczywiście daty na nich nie informują o rzeczywistym roku ich produkcji). Aż do niedawnej aukcji Starego Sklepu pana Sylwestra Kopycińskiego, gdzie pojawiła się taka moneta:

https://onebid.pl/pl/monety-zygmunt-iii-waza-poltorak-1616-bydgoszcz-falszerstwo-nieopisane-i-rzadkie/3587180

W pierwszej wersji opisu był to nienotowany półtorak z 1616 roku z napisem SIGIS na awersie ;) Później zmieniono go na "fałszerstwo". Jak widać styl dobry, a i nie jest to chyba aż taka świeżynka, bo znamy też coś bardzo podobnego stylistycznie z datą 1615 i "hakami":

 

Istnieje szansa, że to produkt jednego warsztatu. Znane póki co mi w jednej sztuce, co niestety bardziej stawia je jako dobrze wykonane fałszerstwo, niż naśladownictwo. Imitacja, może na mniejszą skalę (jakiś lokalny władyka?) z zachowaniem jakiejś tam ilości srebra, żeby nikt nie zarzucił od razu, że fals. Takie puszczanie w obieg monety (prawie) oryginalnej, ale o obniżonej zawartości srebra znamy np. z przebijania groszy litewskich i gdańskich na półtoraki (opisane TU):



  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Brakujące ogniwo odnalezione!(?)

Gwoli wstępu (biję się w pierś, często zapominam, że mogą tu zaglądać osoby, które w półtorakach są nowe - a ja często "lecę" z te...