YouTube dziś podsunął mi w propozycjach film GNDM, który myślę, że warto rozpowszechnić:
Po pierwsze pan Damian mówi coś niezmiernie ważnego, a co umyka wielu z osób związanych z numizmatyką. Nie piszę "kolekcjonerom" bo nie każdy z numizmatyką związany to od razu kolekcjoner. Swego czasu temat był z grubsza omówiony, jednak nie kryłem się z szyderstwem. Docelowo tekst powstał jako paszkwil na grading monet bitych ręcznie (wszak walcarka umożliwiała mechanizację tego procesu), może ujmijmy to tak: "nie maszynowo". W końcu do tego został stworzony, prawda? To tak jakby nagle ADAC zaczął do testów zderzeniowych brać XVIII-wieczne bryczki...
Wracając jednak do filmu. Muszę przyznać, że z biegiem lat delikatnie zweryfikowałem swoje podejście do monet. Gdy zaczynałem przygodę moje kryterium było następujące:
RZADKOŚĆ > STAN ZACHOWANIA
Z biegiem lat zamiast znaku większości dałbym przynajmniej taki: ⩾ lub nieraz nawet taki: =
A gdyby tak przyjąć ekstremalnie rygorystyczny system oceny monet? Przypomnijmy, że półtoraki znane są z tego, że są popularne i... co tu dużo mówić: niechlujnie wybite. Znalezienie takiego TOP POP w kolekcji na pewno będzie wyzwaniem! Zapomnijmy o gradingu! Grading jest dla lamusów! Określmy sobie własne standardy! Poniżej mamy 5(*) cech, według których postanowiłem wyszukać tę jedyną, najpiękniejszą:
- Moneta około/mennicza - no ok, to jeden z priorytetów, w końcu chcemy monety ładne, nie?
- Czytelna - co z tego, że będzie miała MS63 jak 1/3 powierzchni będzie niedobita?
- Centryczne wybicie - im bardziej stemple się rozjechały tym gorzej, najlepiej żeby było widać cały sznur otokowy.
- Krążek - brak defektów w stylu końcówka blachy, wady metalu, grynszpan etc.
- Patyna - te monety mają ~400 lat. Tak jak lubimy, gdy skóra ma przyjemny odcień po kontakcie ze słońcem tak monety też powinny mieć ciemniejszy odcień, dzięki patynie.
- Rzadkość* - gwiazdka dlatego, że nie musi być rzadka, musi być piękna ale potraktujmy to jako szansę na "dodatkowe punkty". Wszak piękna moneta a w dodatku rzadka to już jest tym co tygryski lubią najbardziej :)
- Wady na powierzchni/wykruszenia w okolicy krzyża na rewersie oraz przy 3 - nominale na awersie (moneta jest odwrotką 180 stopni, więc to ten sam fragment)
-Uszkodzenie mechaniczne (rysa) przy G w SIGIS oraz ziarna grynszpanu w okolicach trójki w SIGIS 3
Konkurent do pierwszego miejsca to przedstawiciel... mennicy "hakowej"**:
** - Ci co śledzą moje wpisy wiedzą, ale dla innych przypomnę: mennica "hakowa", określona przez profesora Gumowskiego na krakowską (co jest pomyłką) wycinała krążki ręcznie. To znaczy przy użyciu specjalnych nożyc do cięcia blachy, ta zaś prawie na pewno nie była przygotowywana przez cywarki, tylko rozklepywana młotkami. Czyli na "dzień dobry" mamy starą, niemal średniowieczną technikę kontra zaawansowane urządzenia jak cywarki, dursznity, o prasach walcowych nie wspominając. Oczywiście nie ma za to dodatkowych punktów ale fakt jest faktem.
Aby być precyzyjnym: jest to jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) krążków z tej mennicy, na których wybito półtoraki z hakami.
Na pewno w porównaniu do bydgoskiej 1618 nie ma aż tak menniczego blasku, choć na awersie jest bardzo intensywny, na tyle, że każda moja próba jego uchwycenia przy użyciu mojego aparatu kończy się przepaleniami.
"Ostrość" detali też jest nieco gorsza w porównaniu poprzedniej monety.
Ale... sznur otokowy jest zachowany lepiej. Jest aż "ostry". Rant też jest niemal wszędzie jednakowo gruby, tylko na godzinie 6 na awersie i 5 na rewersie traci grubość, co jest też przyczyną niedobicia sznura otokowego.
Poza tym centryczność bicia większa niż w 1618. Tam krążek był nieco większy ale i tak na awersie widzimy, że litery PMDL niebezpiecznie zbliżają się do brzegu monety.
Patyna jest równa, złocista inna niż w półtoraku bydgoskim. Może minimalnie ustępuje tamtej, lecz tutaj już wkraczają subiektywne odczucia...
Podsumujmy (1618 vs 1617):
- Moneta około/mennicza - 1 : 0 (nie było remisu bo na punkty 1617 odpadł.. ale trochę jak Rocky Balboa przegrywający jednym punktem)
- Czytelna - 2:1 (tu bezapelacyjny remis)
- Centryczne wybicie - 2:2 (1617 ewidentnie liderem w tej dziedzinie)
- Krążek - 2:3 (w 1617 jedyna wada to mikroskopijne pęknięcie w okolicy RE POL, zaś w 1618 mamy grynszpan, uszkodzenie mechaniczne no i jest delikatne wycięcie przy D w PMDL)
- Patyna - 3:4 (w 1618 fajnie akcentuje niektóre miejsca jak np. koronę czy herb podskarbiego coś jak piegi u rudzielca, z kolei w 1617 jest ona pełna, złota jak u opalonej dziewczyny; ja nie podejmuję się stwierdzić, która jest ładniejsza :) )
- Rzadkość - Niezwykłość Bydgoszczy polega tylko na podwójnych ozdobnikach koło krzyża, poza tym to popularna odmiana. Haki zaś to "nowy awers" oraz bardzo rzadkie jabłko. Więc tym samym mamy zwycięzcę!
Któż nie marzył (bądź nadal marzy, przypuszczam, że niemało osób :) o znalezieniu skarbu? Znalezienie skrzyni bądź garnca z monetami i innymi precjozami sprzed setek lat pobudza wyobraźnię niejednego. Sam nie należę do grona detektorystów, którzy z wykrywaczami metali przeczesują (legalnie lub nie) pola, lasy, tereny, gdzie niegdyś stały np. karczmy etc. ale patrząc na takie zdjęcia przyznam, że ma się gęsią skórkę.
W oczekiwaniu na artykuł Cezarego Chełchowskiego w Biuletynie Numizmatycznym o pochodzeniu półtoraków z hakami postanowiłem trochę "rozruszać" ten temat.
Jak wiadomo, półtoraki te bito w 1614-1618 na pewno nie w Krakowie. Pisałem o tym m.in. ja (w 10 numerze Biuletynu Informacyjnego TPZN: http://info.tpzn.pl/bi.php), a także inni (http://blognumizmatyczny.pl/2022/04/19/poltoraki-z-hakami-1614-1618-mennica-wschowska-i-znak-mincerski-jerzego-scholtza/), więc odsyłam do linków. W biuletynie na stronach 52-67 w moim odczuciu Kraków to blaga wymyślona przez pana Gumowskiego a potem na zasadzie "cytowania" powielana przez kolejnych autorów. Oczywiście łatwiej wykluczyć, trudniej jednoznacznie przypisać gdzie były wybijane. Ale o tym kiedy indziej.
Dzisiaj postanowiłem trochę "uporządkować" ten nominał. Ogólnie nie powinno być to trudne z uwagi na bardzo ograniczoną liczbę typów/odmian, które często ładnie "nachodzą" na siebie, aczkolwiek nie dam sobie ręki uciąć, ze jest to na 100% prawidłowa analiza. Jeżeli ktoś ma jakieś uwagi, proszę pisać.
Dla ułatwienia dyskusji oznaczyłem każdy typ/odmianę konkretnym numerem. Nadal tam jest K od tego nieszczęsnego Krakowa ale narazie niech będzie. Zdaję sobie sprawę, że grafiki są duże i mogą być problemy z ich wyświetlaniem (zawsze można grafikę otworzyć w osobnej karcie przeglądarki).
Otóż na początku w 1614 roku były Orły. Można przypuszczać, że pierwszy typ to był K14-1 z przerywaną obwódką na awersie. Poza tym mamy miks - orzeł z krótszymi piórami (jak w K14-2b) i krzyż leżący (jak w K14-2a). Rewers za to klasyczny, który przetrwał niezmieniony przez cały okres wybijania 'orłów'. Dalsze odmiany oznaczone jako K14-2a i K14-2b oprócz awersów różniących się orłami i krzyżem nad nimi nie wnoszą nic nowego. Można przypuszczać, że były wybijane równolegle.
Oczywiście w K14-3 jest nowość (NEW) w postaci nowego awersu. Rewers ten sam (jabłko) co w odmianach z orłem. Ciężko jednoznacznie powiedzieć kiedy pojawił się typ K14-4 z przerywaną obwódką na awersie, inną koroną, oraz czcionką. Można sugerować, że później niż K14-3. Wersja z przerywaną linią na awersie jest krótkotrwała i jej twórca prawdopodobnie przeniesiony jest do Bydgoszczy. Warto jeszcze zaznaczyć, ze w K14-3 mamy na awersie tarczę U-kształtną z ostrymi rogami u góry wpisaną między okrągły otok. Zaś w K14-5 tarcza herbowa ma ścięte rogi, zaś na dole łączy się z otokiem. Nawet można powiedzieć, że otok to tylko dwa małe łuki po bokach tarczy.
W 1615 awers SIGIS jest bezpośrednią kontynuacją z 1614 roku (K14-5), aczkolwiek dosyć szybko zastąpiono go znaną nam wersją SIGI (K15-2). Rewers zmienia się w porównaniu do 1614: brak V w NO, inne jabłko, czcionka. Na krótko pojawia się odmiana z bydgoską koroną. Skąd w monetach krakowskich nagle punca z monet bydgoskich? Jedno co się nasuwa to rotacja pracowników, bo przecież nie wysyłali sobie punc paczkomatami...
Rok później kontynuowano styl znany z K15-2. Ogólnie było bardzo spokojnie. Zmiana podskarbiego spowodowała tylko zmianę herbu na rewersie pod jabłkiem (K16-2). Jednak dosyć szybko po tym stwierdzono, że monety wymagają zmiany image. Na awersie małą koronę zastąpiono dużą, podobną nieco do tych stosowanych w trzykrucierzówkach, na rewersie zmieniono jabłko. W międzyczasie trafiły się hybrydy ze starym jabłkiem i nowym awersem (K16-3). Dalej jest już wzór, który przeszedł do 1617 roku.
A tu to się działo... Wzór znany z 1616 utrzymywał się długo, bardzo szacunkowo licząc monety typu K17-1 to jakieś 60-70% tego rocznika. No ale znowu trzeba było coś zmienić powstały hybrydy ze starym rewersem i nowym awersem. Bardzo ciekawą hybrydą jest K17-2, gdzie mamy stary rewers i nowy awers ale z koroną bez klejnotów na kabłąku za to mamy glob z krzyżem (w czerwonym kółku).
K-17-3 to najpopularniejsza odmiana hybryd "stary rewers-nowy awers". W K17-4 mamy też koronę bez klejnotów na kabłąku i bez krzyża ale już z nowym rewersem. Kontynuacja tego to K17-5 a następnie najprawdopodobniej K17-6. Patrząc na awers to K17-8 jest kontynuacją m.in. K17-3, zaś rewers (jabłko) ciężko powiedzieć. Stawiałbym na "przejście" z jabłka z K17-6 do K17-8. Dlaczego? Bo K17-8 to najpopularniejsza wersja hakowych półtoraków z 1617 w "nowym" stylu. Poza tym korona też jest w późniejszych K17-9 i następnie z małymi różnicami w w K17-10, gdzie jest już klasyczny dla 1618 awers: SIG 3 DG R PO MDL.
Ostatni rocznik bicia półtoraków z hakami jest nad wyraz prosty. Jedynie monety te różnią się interpunkcją, czy puncami orłów (w koronie lub bez). Jest to ostatni rok bicia tego nominału z hakami. Pracownicy (przynajmniej część) przenieśli się do Bydgoszczy o czym świadczy jabłko, które pojawia się w bydgoskich półtorakach.
Jako, że posiadam te monetki nie biłem się o nie zbyt zażarcie, gdyż w zasadzie musiałbym walczyć praktycznie o duble... Przerywaną otoczkę na rewersie z 1615 posiadam w wariancie "kropkowanym" - dokładnie takim jak numer 1532 w najnowszym katalogu. Tu zaś jest "sznurowana". No inny wariant ale nie mnóżmy bytów... Swojego pamiętam kupiłem za ok 50 złotych, choć może piękna nie jest.
Co tam ciekawego jeszcze? Przyzwoite 1616, 1618 i 1619 ale nic ponadprzeciętnego.
Dalej mamy 1620 z Z4 w jabłku. Wbrew pozorom jest to naprawdę spora rzadkość bo normalnie mamy głównie datę 2 - 0 i 24 w jabłku, rzadziej są Z - 0 i Z4. W kombinacji 2 - 0 i Z4 nieczęsto się je spotyka. Dla przykładu Nieczytajło dał mu R6. Wszystkie 3 znane mi egzemplarze wybite tą samą parą stempli. No ale znów takiego mam tylko, że brzydszego... nabytego (tu już musiałem sprawdzić) za ok. 20 złotych. Aha - mój jest ilustrowany pod numerem 2015 w najnowszym katalogu (nie chcieliśmy tu robić plagiatu od Nieczytajły skoro moneta była pod ręką...).
Ostatnia jest monetka z 1622 i tu pewnie każdy powie "Eeee, nic ciekawego". No i się pomyli bo okazało się, że przegapiliśmy w katalogu takie połączenie: jabłko V.12 + herbowa tarcza ozdobna. No nie myli się ten kto... ;) A na dodatek jak się okazało też mam takie połączenie w swoim zbiorze (najciemniej zawsze pod latarnią) kupione dobrych już kilka lat temu za... 7 złotych.
A teraz mała ciekawostka i moneta, którą nabyłem na ostatniej aukcji RDA (nie, nie miałem jej wcześniej ;)
Ale wcześniej dygresja. Młodzieńcem będąc bodaj w liceum natknąłem się na serię Andrzeja Pilipiuka traktującą o przygodach amatora-egzorcysty. Pewnie niektórzy teraz szybko i z klaśnięciem przyłożyli dłoń do czoła i/lub przerywają dalsze czytanie... No cóż, mi jako nastolatkowi to się podobało bo jeszcze chyba na studiach kończyłem któryś z kolei tam cykl. Z braku laku parę lat temu stwierdziłem, że wrócę do Autora ale tym razem na warsztat wziąłem "Oko Jelenia".
Zapowiadało się smakowicie (pamiętam zresztą, że ktoś mi ją zachwalał): dwóch bohaterów rzuconych do XVI-wiecznej Skandynawii... przez kosmitę (tu już gorzej, zresztą chwyt znany choćby z nastolatka na dworze króla Artura...). No cóż ale jako, że imć Pilipiuk jest z wykształcenia archeologiem liczyłem na masę smaczków i wciągającej historii... Niestety. Już bodaj w pierwszym tomie podczas liczenia pieniędzy (okres panowania w Polsce Zygmunta I - sam Autor to podkreślił) nasz bohater znalazł w sakiewce półtoraki. Przyznam ręce mi trochę opadły... wtedy na tamtych terenach były öre jako jako bodaj 1/8 marki. Wcześniej funkcjonowały fenigi, czyli mniejsza część wspomnianego öre (za Wikipedią: 1 öre = 24 fenigom). Nijak to ma się wizerunkowo do półtoraków. Z kolei grosz jabłkowy (apfelgroschen) czyli taki z jabłkiem królewskim i cyfrą 24 jako 1/24 talara bito od ok. 1570 roku, czyli pod koniec życia Zygmunta II Augusta (oczywiście w landach niemieckich). Tylko, że dalej to były grosze a nie "półtoraki", jak w swoim dziele z 1600 roku Kasper Rytykier nazywał niemieckie grosze, które zawierały srebra tyle co półtorej polskiego grosza.
Może i bym przymknął na to oko gdyby Autor spłacił kredyt zaufania, który mu udzieliłem po tym faux pas ale jednak było coraz gorzej... może nie w kontekście błędów historycznych ale akcja... no cóż, teraz to już nieważne.
W końcu jednak wpadłem jakie "wspólne" monety posiadali Zygmunt I Stary i jego wnuk :)
Co łączy te dwie monety? Brak informacji, za czasów którego z Zygmuntów zostały wybite :D
W półtoraku brak cyfry 3 - po raz pierwszy w notowaniach pojawił się w 2016 roku na aukcji GNDM i to jeszcze na allegro. Nieczytajło wydając swój katalog jeszcze go nie uwzględnił więc nie spotkali się z taką monetą. Od tamtego czasu wypłynęły jeszcze dwa znane mi egzemplarze ale nie powalały jakością zachowania (zresztą kupić ich nie miałem nawet okazji). No i całkiem niedawno na aukcji RDA pojawiła się 4 sztuka, której przepuścić nie mogłem.
Korony na awersach stanowią pewien wyróżnik, który wg mnie jest ciekawy i według którego również dzielę swoje półtoraki na te z "małą" koroną, czy te z "dużą". Generalnie jest to domena wczesnych lat wybijania czyli 1614-1615, gdzie potrafią być rzadkie. Temat zresztą został opisany (mam nadzieję) wyczerpująco w 10 biuletynie TPZN na stronach (odnośnie koron) 56-59. LINK do ważącego 13,5 mb pliku. Dla przykładu poniższa monetka osiągnęła 4-cyfrową kwotę tylko dlatego, że ma "małą" koroną:
https://wcn.pl/archive/321440
Jednak w latach późniejszych (>1615) raczej nie są czymś co stanowi o ich rzadkości. Oczywiście są reguły i wyjątki od nich. Poniższa zagadka na przeszło miesiąc pozostała nierozwiązana na forum TPZN.
- Czy to ta sama punca?
- Określenie mennicy i roku wybicia monet.
korona nr 1
korona nr 2
korona nr 3
Korony nie przypominają tych wczesnych a bardziej te ze środkowych lat 20-tych. I tym tropem poszedł jeden z forumowiczów. Jakkolwiek częściowo błędnie to wcale nie dziwię mu się.
Stwierdził też, że to ta sama punca. I tu przychylam się do jego opinii. Spójrzmy:
Tutaj zamieniłem kolejność, od góry jest 1,3 i 2. Zaraz napiszę dlaczego.
Powyżej pobieżna analiza ale raczej nawet pomimo różnic (kąt fotografowania monety, różnice w wybiciu, stan zachowania etc.) myślę, że nikt nie będzie miał wątpliwości, że to ta sama punca.
Czyli pytanie nr 1 mamy załatwione. A co z "dwójką"? I dlaczego w powyższej analizie zmieniłem kolejność?
Ale co z koroną nr 2? Kolejny 1618? Otóż nie. 1620. Serio? Tak! Spójrzcie:
Czyli punca korony "przeleżałaby" jeden sezon - 1619? Bo przynajmniej ja nie znam monet z tego roku z taką koroną. Może są, nie można tego wykluczyć ale co spowodowałoby tak niską emisję monet ze stempla wykonanego przez tego rytownika?
Może był odpowiedzialny za inne zadania a do półtoraków 'oddelegowano' go gdy zaszła taka potrzeba? Oczywiście to tylko domysły...
Po "odpuszczeniu" kilku aukcji i przegapieniu jednej czy dwóch ciekawostek udało mi się trafić w końcu coś fajnego. Z okazji tego skleciłem taką oto rymowankę:
Proszę Państwa, oto miś! Miś jest nienotowany dziś. Cóż w nim jest takiego, Że czyni go ciekawego? Herb Awdaniec w kółko zamknięty! Mało ich, no i ten jest piękny. Ale takich z sześć sztuk znane, Choć katalogowo R8/6 przypisane* Lecz na awers dokładniej zerknijmy, PMD bez L! Lecz włosów nie rwijmy. Choć jest legenda wybrakowana, Czyni go unikatem, proszę Pana :)