czwartek, 9 stycznia 2020

Pogoń za własnym ogonem czy 'poważna numizmatyka'? - Grading półtoraków (m.in.)

Hattrick! Trzeci post z rzędu w ciągu trzech dni. Ale to chyba dobrze, bo dziś temat znany i 'lubiany', czyli grading monet I RP (głównie). Pozwolę sobie przeprowadzić tutaj swego rodzaju dialog z Adamem. Oboje uważamy, że ślepy pościg za MAXami to trochę patologiczne zjawisko.

I nie chodzi o to, że zbieranie monet w jak najładniejszym stanie zachowania to zło. Chodzi przede wszystkim o sposób podejścia firm handlujących tym towarem. Ale od początku. Halo, halo Adamie:
Jak pewnie wiele osób zauważyło jestem przeciwnikiem trumienkowania monet. Tak nie lubię tego bo uważam, że idea gradingu została wypaczona. Samo pakowanie w pudełka wraz z oceną mikrorysek nie specjalnie mi przeszkadza. Choć jak dla mnie zajmuje to zbyt dużo miejsca i utrudnia kontakt z monetą. Co w takim razie powoduje moją reakcję alergiczną ?
Moim zdaniem grading nie sprawdza się idealnie do monet bitych ręcznie. Niedobicia, zapchania stempla, źle przygotowana blacha to norma. A grading bierze pod uwagę tylko obieg. Co to powoduje - wielokrotnie widziałem monety z napisem MS, których bym nigdy nie kupił bo wymienione wady dyskwalifikowały ich wygląd (w moim przypadku dla półtoraków oznacza to brak możliwości rozpoznania odmiany czy też wariantu).
Otóż to. Jedyne co dodam to, że grading powstał z myślą o monetach bitych maszynowo, czyli jedyne różnice między nimi mogły wynikać z uszkodzeń mechanicznych m.in. powstałych w obiegu. Nagle zaczęto pakować tam monety bite ręcznie nadając takie same kryteria ocenie na slabie. To trochę tak jakby oceniać stan zachowania samochodu wyprodukowanego w 2005 roku (według wytycznych stworzonych dla aut produkowanych pod koniec XX i początku XXI wieku) na równi z XVIII-wiecznym powozem...

Grading jako prawda objawiona i sposób na nową numizmatykę - tak właśnie jest prezentowany grading przez część pośredników gradingu. Kolekcjonerstwo monet nie pojawiło się parę lat temu tylko kilka wieków temu - i radziło sobie dobrze bez pudełkowania. Czy ułatwia kupno monet - trochę tak, ale też nie zastąpi to wiedzy. Znane są przypadki gradowania fałszerstw, wiele też słyszałem o oszustach podmieniających monety w slabach. Sama jakość gradingu - polskie firmy zajmujące się tym procederem mają opinię jaką mają a amerykańskie choć cieszą się znacznie lepszą opinią to czy Panowie z Ameryki znają się bardziej na polskich monetach ? Błędy w opisach (np opisanie monety koronnej jako ryskiej itp.) Bardzo ogólne klasyfikacje najczęściej wg starych często już mało aktualnych katalogów.
Dokładnie. Nasz rodzimy grading to pełne błota i guana bajoro, które sami pracownicy tych 'firm' nam zafundowali. Nawet WCN wydał oficjalne oświadczenie, zapewne po serii zażaleń odnośnie wysyłania monet po zakupie do GCN:

Wcale im się nie dziwię. Swego czasu zastawiałem się jak ta i inne bliźniacze firmy utrzymują się na naszym rynku ale miałem niedawno prowadzić "rozmowę" z jednym ich klientem o lotności kamienia polnego więc już się nie dziwię. Na pytanie, czy zdaje sobie sprawę, że GCN i inne firmy gradingowe oceniają też falsyfikaty odpowiedział, że oni nie 'gradingują' (oryginalna pisownia ;) falsów. Na pytanie jak to stwierdził, odpowiedział, ze to jest napisane na ich stronie... 

No cóż klient szyty na miarę firmy. Podawanie innych przykładów/argumentów przypominało wrzucenie śnieżek do pieca hutniczego...
No ale wyjdźmy z błota, wytrzyjmy buty i porozmawiajmy o firmach, które jako-takie pojęcie o stanie zachowania mają. Takie np. NGC owszem zna się ale może niekoniecznie na polskich monetach. Najlepszy przykład to niedawno sprzedany u Niemczyka półtorak z 1628 roku:

Och, NGC opisał go jako półtorak z 1628 roku. No ok, tylko, że to jest NAŚLADOWNICTWO. Ta moneta nie wyszła z koronnej mennicy. Tylko nikt w Ameryce nie będzie się zagłębiał w szczegóły. Moneta została wybita? Tak. W katalogu jest? Jest. Ma taką-a-taką powierzchnię, więc dostaje MS63 i lecimy dalej. 
Monetka przylatuje do Polski, pośrednik wystawia ją na aukcję, dopisuje swoje fantasmagorie, bo w końcu SPECE z NGC tak napisali i potem inkasuje % od sprzedaży. A gdyby tak sprzedać tą monetę bez pudełka? Kwota sprzedaży wyniosłaby pewnie mniej niż honorarium domu aukcyjnego za powyższą aukcję... Zresztą sam Niemczyk napisał:
Wiadomo, każdy chce zarobić na tym co sprzedaje. Wyższy numerek = wyższa cena = wyższy % od sprzedaży dla pośrednika. Ot wyjaśniło się o co chodzi.

Wspomniane było, że problem z monetami sprzed "maszynowej" produkcji jest m.in. ocena rzetelnego stanu zachowania, czyli nie tylko mikrorysek na powierzchni ale też jakości wybicia etc. Całkiem sprytnie poradził sobie z tym NGC, ale niestety tylko dla monet antycznych:

Mamy też wagę co jest dodatkowym atutem. Kupując monetę z np. XVII wieku jej waga raczej rzadko odpowiada katalogowej. A często jest to jedno z kryterium pozwalających ocenić ich autentyczność. I proszę nie mówić, mi, że skoro została ogradowana to jest oryginalna. Często dostawałem piany na ustach jak widziałem fajną monetę a pod opisem standardowa formułka:

Waga: slab
Średnica: slab

Slab, slab, slab.... wrr

Adam też się zdenerwował.
Pojedynek na długość fiutka czy też na najwyższą cyferkę. Faceci rywalizują nie w ten to w inny sposób. W numizmatyce przybrało to postać gonienia za najwyższą cyferką. Ok niech sobie będzie jak ktoś ma takie potrzeby. Ale czy tak naprawdę potraficie rozróżnić "dziadka" z oceną 64 i 65 ?? Ale płacić za to już potraficie. I to czasem ogromną kasę. Pompowanie ceny jest monstrualne. Moneta kupiona za 200 zł nagle staje się warta 1000 bo ktoś przyznał jej certyfikat ... No to za co tak naprawdę jest te 800 zł ? Każdy balon pęka - w końcu pojawi się MS 66 i nagle 65 spadnie o połowę. Kupowanie zarobkowe by z czasem odsprzedać ? Do czasu - kiedyś ktoś w końcu puknie się w głowę by kolejny raz podbijać cenę trumny. Powinniśmy pamiętać 2zł GN i inne kolekcjonerskie cuda III RP. Korekta cen była bolesna dla niektórych. Podejście firm bywa różne - część ma podejście neutralne a część wręcz pieje na jego temat. W sumie to im się nie dziwię - biorą procent od sprzedaży. 10% od 200 zł a 10% od 1000 to znacząca różnica na koncie.
Dokładnie. Lobby gradingowe nie jest napędzane przez firmy, które oceniają monety i pakują je do plastyku ani samych kupujących. To pośrednicy zgarniają większy % od sprzedaży monety w slabie niż bez slabu. Wmawiają nam, że grading to jakość, prestiż i bezpieczeństwo... Brzmi znajomo?

Same MAXy! 2 MAX Świat! 4 MAX w południowo-wschodniej Europie! Albo MAX bo nikt tej odmiany wcześniej nie ogradował, co z tego, że była czyszczona i to ledwo III stan ale jest MAX!  Do szczytu perfidii i obłudy dochodzą sprzedający, którzy reklamują monetę jako MAX ale nie napiszą, że w innej firmie gradingowej dany typ uzyskał wyższą notę. No w końcu rączki mają czyste, mowa była tylko o MAXach z np. NGC... 
Coś mi to przypomina...

Ale jest jeszcze nadzieja...
Ale tak naprawdę kupujący wszystko zależy od Was. Wy i wasze portfele decydujecie w którym kierunku pójdzie rynek. Nie bronię nikomu kupować monet w trumnach, ale podczas takiej decyzji patrzcie na monety a nie na cyferki. Czy naprawdę lepiej mieć w kolekcji dwie wysokie cyferki niż pięć niższych ? Polowanie na cyferki rozumiem jeszcze w dość zamkniętych działach jak np. II RP - tutaj wiele się już nie pojawi nowości więc pozostaje wymieniać egzemplarze na lepsze.
Na szczęście widziałem półtoraki w trumnach, które były sprzedawane po kosztach gradowania albo i niżej a te naprawdę piękne poszły wysoko niezależnie czy były w pudle czy nie. Piękna moneta powinna bronić się sama....
Zgadza się. II RP, PRL, III RP to są działy, gdzie grading ma sens i nie neguję sensu zbierania monet w trumienkach. Sam niezmiernie rzadko je kupuję bo na szczęście półtoraki nie są tak lubiane przez grading. A jeśli już to jest na to sposób:
I mamy ożywieńca:


To nie jest zwykły 1615 z hakami. Na pewno będzie o nim wpis.

:)

środa, 8 stycznia 2020

Uwierz w ducha! Półtorak z 1612...

Poprzedni post był w poważnym tonie więc pora na trochę luźniejszy wpis. A, że nadarzyła się okazja to proszę:


Półtorak z 1612 roku! 

To nie żart. Na ukraińskim serwisie aukcyjnym całkiem niedawno pojawiła się taka pozycja:

Widzicie tą cenę? Niemal 850 złotych i 96 licytujących.
Faktycznie ktoś uwierzył w ducha bardzo mocno, skoro na podstawia powyższego zdjęcia określił tą monetę jako produkt mennicy z 1612 roku... no dobrze w to raczej ciężko uwierzyć ale półtoraki z datą 1611 istnieją lecz są to produkty błędu produkcji stempla a nie praktyk magicznych, w wyniku których na 3 lata przed wprowadzeniem nominału pojawiły się półtoraki i to jeszcze z herbem Sas, który na nich pojawił się najwcześniej w 1616 roku. 
I byłbym w stanie przejść do porządku dziennego nad tą ceną i niemal setką zapaleńców, którzy bili się o tą monetę, gdyby nie fakt, że tam NIE MA żadnej daty w stylu 1 - 2. Żeby jeszcze cyfry daty wyglądały inaczej ale i po lewej i po prawej mamy małe dwójeczki. Choćbym nie wiem jak przybliżał twarz do monitora, bawił się kontrastem  jasnością, wyostrzeniem widzę to samo:

Ktoś tam widzi jedynkę czy to ja mam omamy?
To przebija niemal dwukrotnie "ónikata" z 1627 BEZ MIECZA.
Proszę zauważyć jak sugestia sprzedającego może wpłynąć na kupujących. Choć z drugiej strony ci drudzy powinni już mieć nabytą odporność ze względu na mnogość unikatów, czy super rzadkości, lecz jak widać przedsylwestrowa gorączka zebrała swoje żniwo. 

I na koniec bardzo ważne:
Proszę nie traktować tego wpisu (i innych, bo pewnie się pojawią) w kategorii "haha frajer się nabrał, chodźcie się z niego pośmiać". Nie chodzi mi o wyśmiewanie się z kogoś tylko o ostrzeżenie. Bo akurat powyższy przypadek może powodować tendencję wzrostową. Sprzedający - ten czy inny - widząc popyt na "ónikaty" zmanipuluje zdjęcia i/lub opis a potem zarzuci sieci i niczym tłusty pająk będzie czekał na ofiary. A uchronić nas przed tym może tylko zdrowy rozsądek. 

wtorek, 7 stycznia 2020

Półtorak bydgoski 1618 SIGI III - 'nowa' odmiana.

Czytelnikom TPZN jest już znana... 'nowa' odmiana z roku 1618 z napisem SIGI III a ja biję się w piersi i przyznaję, że jestem leniem. Tekst był gotowy już w 80-90% kilka tygodni temu ale: raz - brakowało mi kilku informacji na które czekałem, dwa - zwyczajnie świąteczne i noworoczne rozleniwienie skutecznie brało górę. Tak więc zaczynamy!

Chciałbym przedstawić monetę, której odpowiednika próżno szukać w najnowszych nawet katalogach. 
Mowa o bydgoskim półtoraku z 1618 z legendą na awersie zapisaną jako SIGI III oraz niespotykanym typem otoczki i dużą koroną:

Na samym początku należałoby coś wyjaśnić. O co cały ten szum? 
W końcu SIGI III jest znany z katalogów już od dawna. Już w książce "Mennica Bydgoska" prof. Gumowski wspominał o takich monetach. Ba! Nawet są dwie odmiany interpunkcyjne:

Powyższa moneta to bez wątpienia numer 486 z krzyżykami na początku i końcu napisu na rewersie.
Pozycja numer 487 to "standardowy" SIGI III znany z katalogów z gwiazdkami zamiast krzyżyków:


W tak zwanym międzyczasie 'odnalazła' się jeszcze jedna odmiana tym razem SIGIS III:


ALE...

Przyglądając się trzem powyższym monetom zauważymy, że awers (oprócz S w SIGIS) różni się dosyć znacznie.
Największe różnice to:
I - inna, większa korona
II - obwódka w postaci linii ciągłej i kropek
III - tarcza herbowa w postaci "U", nie zaś "H"
IV - inne orły
V - inne połączenie awers - rewers niż w "klasycznych" SIGI III

Po kolei:

I - KORONA

Generalnie "do tej pory" dla bydgoskich półtoraków z tego rocznika była jedna (mała) korona:

Aż tu nagle pojawia się coś takiego:

Pierwsze co przyszło mi na myśl to rocznik 1619, ale jednak to nie ta sama korona:

Okazało się (dzięki jednemu z najlepszych znawców półtoraków, który udostępnił mi archiwalne zdjęcie z aukcji IgoraMDL), że taka korona była wcześniej znana - w jednej sztuce:

II - OBWÓDKA 

Czegoś takiego po prostu nie było. Standardem dla mennic koronnych są liniowe obwódki. Do rzadkich/bardzo rzadkich należą obwódki przerywane/sznurowe, które występowały od 1614 do 1616 roku. Tutaj za to mamy miks: linia ciągła a wzdłuż niej bardzo drobne "perełki":




K to Kraków, B to Bydgoszcz, cyfry to roczniki: 1614, etc.

A tutaj mamy otoczkę w pełnej okazałości (obraz "poskładany" z kilku zdjęć z mikroskopu stereoskopowego):

III - TARCZA TYPU 'U' ZAMIAST 'H'

Jakie H i jakie U zapewne część z Was się spyta? O co tu chodzi? 

Jak zwykle łatwiej pokazać:
Od lewej mamy rok 1614, gdzie tarcza herbowa (U) i otoczka są osobno.
Później - głównie w 1615 "zbliżają" się do siebie oraz częściowo nakładają. Oczywiście nie należy brać tego zbyt serio w początkowych latach różne warianty istniały w tym samym czasie. Nie jest to etap ciągły i jednokierunkowy ale...
W efekcie już w 1616 roku otoczka stanowi element tarczy z herbami (H). 

Po 1616 właściwie nie ma tarczy w postaci U. No prawie. Znane mi są dwa wyjątki. Omawiana dziś moneta oraz równie rzadka moneta z 3 na awersie w ozdobnej tarczy:
Tam co prawda nadal mamy "przedostatni" etap, ale to tarcza herbowa stanowi trzon, zaś po obu stronach mamy cieńsze łuki tworzące otoczkę. 
W przypadku omawianej monety mamy tak samo, z tą różnicą, że równolegle mamy ciąg "perełek":

VI - WIDZIAŁEM ORŁA CIEŃ

Skoro już przy godle Polski jesteśmy widać, że są one w koronach. Wszystkie znane mi monety z SIGI III mają orły w koronach. W SIGIS III zaś ich nie ma - możliwe, że jest to "najstarsza" wersja, tuż przed rokiem 1619. Przemawia za tym inne jabłko (takie jak występuje w 1619), okrągła tarcza z herbem Sas w 1619 jest tylko okrągła tarcza (albo o czymś jeszcze nie wiemy). No i legenda SIGIS. SIGI w 1619 to już spora rzadkość.
No ale mieliśmy o orłach...
W tej monecie orły są... najprawdopodobniej z roku 1619. A przynajmniej ja nie znalazłem ich na monetach z Bydgoszczy z 1618 tylko dopiero rok później. 
Czego to dowodzi? No, że sama moneta mogła być wybita pod koniec 1618. No ale "późniejsza" jest wersja z SIGIS - przynajmniej teoretycznie. 

Dodatkowo nawiązując do  komentarza pod wpisem o złotych półtorakach informuję, że dokonałem dosyć szeroko zakrojonego porównywania innych punc lecz nie uważam, żeby udało się dojść do czegoś konstruktywnego. Owszem niektóre były całkiem podobne, choć nie identyczne ale nie udało mi się znaleźć np. wykruszonej puncy jakiejś literki, która z takim znakiem charakterystycznym była użyta w innej odmianie z roku 1618. No cóż, jak narazie nic straconego...

V - AWERS vs. REWERS

Ze znanych mi SIGI III wszystkie posiadały rewers tego samego stylu:

*MONE * NO {SAS} REG * POLO *

Interpunkcja w postaci sześcioramiennych gwiazdek + również sześcioramienne gwiazdki po bokach krzyża. Sas w ozdobnej tarczy. Jabłko typu JB1 wg katalogu Góreckiego:
Natomiast tutaj mamy:

x MONE * NO {SAS} REG * POLO x

Interpunkcja j/w, Sas też w ozdobnej tarczy lecz ozdobniki po bokach krzyża w postaci rzadszej, 4-ramiennej rozety. Jabłko zaś typu JB6:

No dobra, powoli trzeba by przejść do meritum. I dlaczego dałem znak zapytania w tytule? 

CZYŻBY FALS???

Powiem szczerze, że jak ją pierwszy raz zobaczyłem wyglądałem mniej więcej tak:

Ale chwilę później coś zaskoczyło mi w głowie... i nie wiem czy aniołek czy diabełek szepnął: 

"to może być falsyfikat"


Poniżej przedstawiam argumenty diabełka za falsem i aniołka za oryginałem:

PATYNA
* Fals - pojawiły się zdania, że to sztuczna patyna - ergo jest prawdopodobne, ze to fals. Dlaczego patynuje się falsy, żeby nadać im "cechy" oryginałów. Sęk w tym, że w tym przypadku patyna jest dziwna, nienaturalna...
* Oryginał - ... dlatego jest prawdopodobieństwo, że po znalezieniu i wypucowaniu monety ktoś się zorientował, że to nie jest taki popularny półtorak i na szybko zrobił sztuczną patynę, żeby "podrasować" walory monety. Sztuczne patyny to kolejna 'zmora' kolekcjonerów zaraz po ich usuwaniu. Było to poruszone w gościnnym wpisie Adama.

NIEZNANA KORONA
* Fals - tak jak pisałem, jedna z pierwszych rzeczy, na które zwróciłem uwagę to nietypowa dla tego rocznika (ani żadnego innego) korona. Fałszerz, żeby uatrakcyjnić monetę przygotowuje taką właśnie koronę.
* Oryginał - jednak okazuje się, że taka korona istnieje dla tego rocznika, a w osobie, która udostępniła mi jej zdjęcie moneta nie budzi zastrzeżeń. 

PODWÓJNA OTOCZKA 
* Fals - każdy, kto choć trochę "siedzi" w półtorakach wie, że przerywane otoczki są b. rzadkie i poszukiwane (ergo - monety uzyskują wysokie ceny na aukcjach). Taka "podwójna" i to w roczniku, gdzie do tej pory jej nie notowano to dopiero byłby hit!
* Oryginał - Pod zdjęciami mikroskopowymi ewidentnie widać, że stemple były puncowane. Nie ma tam charakterystycznych "cięć z ręki" etc. 

PODSUMOWANIE
* Fals - jeśli to jest fals to bardzo dobry, wręcz powiedziałbym mistrzowski. Wspominałem już o falsach na szkodę kolekcjonera i były to m.in. koślawe Wilno z 1620 roku lub "pościerane" cyferki z dat. Jeśli faktycznie jakiś współczesny Majnert zabrał się za tworzenie stempli i wybijanie fałszywych/wymyślonych półtoraków to biada nam. Jakość rewelacyjna, detale, literki, cyferki... wszystko!
* Oryginał - każdy zdroworozsądkowy fałszerz chce zarobić jak najwięcej jak najmniejszym kosztem. Dlatego nie dziwię się, że od razu zaczęli "klepać" najdroższy typ z Wilna. Pomyślmy, czy wytworzenie nowej, fantazyjnej odmiany jest logiczne? Chyba nie, bo od razu trafią się tacy zapaleńcy, którzy go prześwietlą na wszystkie strony. Jeśli ktoś potrafi zrobić tak doskonałą kopię to czemu nie wykonał np. Wilna 1619? Czy choćby powielić znane już odmiany SIGI/S III, wówczas nikt by się nie zagłębiał w temat bo "to już znamy". 

JAK JEST NAPRAWDĘ?
Z pomocą przyszło Muzeum Narodowe w Warszawie, konkretnie Gabient Monet i Medali, któremu bardzo dziękuję za wspaniałą współpracę. Okazało się, że podczas kwerendy prof. Gumowski widział tę oto monetę, której nadał numer 486:
Ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie, fot. Jakub Płoszaj

Czyli nasza droga właściwie się zakończyła. Otrzymałem również informację, że powyższa moneta została wciągnięta do inwentarzu tuż po II WŚ. Nie dowodzi to niczego jeśli weźmiemy pod uwagę, że może to być fantazyjny XIX-wieczny wyrób. Oczywiście połączenie tego samego awersu z innym rewersem, również poprawnym raczej drastycznie zmniejsza szanse diabełka na sukces.

Kilka słów na sam koniec z małym sprostowaniem z mojej strony. W Gdańskich Zeszytach Numizmatycznych  (link czasem nie działa poprawnie) w numerze 135 (2015) w artykule "Tytulatura na monetach Zygmunta III Wazy. Część 1" Tomasza Poniewierki jest dosyć spory błąd. Autor zaznacza tam, że w półtorakach rzymski zapis SIGIS III występuje tylko w roczniku 1616. Owa moneta była już omawiana wcześniej. Jak widać w 1618 roku SIGI III oraz SIGIS III również występuje o czym wiemy już przynajmniej od 65 lat - "Mennica Bydgoska" wydana została w 1955 roku ;) 

Druga kwestia to rzadkość w/w monet, którą katalogi szacują na R6 (Kopicki, Nieczytajło)/F4 (Górecki). Czyli moneta bardzo rzadka ale kilkadziesiąt egzemplarzy daje realną szansę na jej spotkanie. R6 posiadają również półtoraki litewskie z 1619 obecne na każdej większej aukcji. Ba, R8 posiadają półtoraki litewskie z 1620 a te w ciągu 5 ostatnich lat notowane (tylko!) na serwisie onebid były 8 razy. Osiem razy dla monet z R8! Półtoraki litewskie z 1619 na onebid notowane były 29 razy. Oczywiście część z nich sprzedawana była na różnych aukcjach co podbiło nieco wynik ale zawsze daje to jakiś obraz. Idziemy dalej, wspomniany 1616 SIGIS III (R7/R8) był oferowany 2-krotnie. 1611 (R7/R8) - 3-krotnie, zresztą o nim też już pisałem. Półtorak bez daty (R7), co najmniej 6 razy. Ile było aukcji z półtorakami 1618 SIGI III? Wspomniany SIGIS III sprzedał się w grudniu 2016 na zwykłej aukcji online WCN. I... ? 
Piszę o tym, że nawet "standardowe" odmiany SIGI III to właściwie monety nieobecne w handlu. Co jeszcze ciekawsze awersy przynajmniej 3 monet pochodzą z RÓŻNYCH stempli. Nie tak jak w przypadku 1616 SIGIS III, gdzie jest znany jeden stempel awersu. Łącznie w 1618 mamy przynajmniej 5 stempli awersów z rzymską III. Gdzie są te monety? Czy były wycofywane już w epoce z uwagi na nietypowy zapis? Czy później też były wyłapywanymi rodzynkami? Hutten-Czapski w swoim katalogu miał np. 1616 SIGIS III, czy 1614 z pełną datą nad krzyżem (btw. też 2-krotnie notowany chyba na aukcjach WCN) a nie posiadał tej odmiany? Czy z uwagi na charakterystyczność znajdują się w kolekcjach/muzeach skąd nieprędko ujrzą światło dzienne?

Wszystkiego dobrego w 2020 roku!

wtorek, 17 grudnia 2019

Mamy złoto!!!

Złoty półtorak? Owszem jest! A nawet DWA!

Pierwszy, bydgoski z 1623 roku:
J. Dutkowski "Złoto czasów dynastii Wazów"
Waga (wg notowań aukcyjnych) 3,45 grama, średnica 19,5 mm.
Złotko z datą 1623 znajduje się w prywatnej kolekcji w USA. Tutaj są sprzeczne informacje, bo ś.p. Dutkowski w "Złocie czasów dynastii Wazów" wspomina o 2 egzemplarzach, zaś w artykule w Przeglądzie Numizmatycznym, że na wszystkich aukcjach wystawiony był ten sam egzemplarz. Oczywiście nie wyklucza to faktu, że jedna sztuka krążyła po aukcjach a druga grzała miejsce w prywatnym zbiorze ale 100% pewności nie ma.

Drugi z mennicy w Elblągu z 1635 roku:
J. Dutkowski "Złoto czasów dynastii Wazów"
Waga (wg B. Paszkiewicza) 2,386 g, średnica 19,5 mm.
Złotko z datą 1635 jest w gabinecie numizmatycznym w Helsinkach - unikat z kolekcji Hermana Frithiofa Antella.

Jednak... złote półtoraki? Tak naprawdę?

No bo moment, jak to? Pierwsze co ciśnie się na usta to: PO CO?
Po co wybijać jakaś drobną, obiegową monetę w złocie? 
Powody 'ZA' można policzyć na palcach jednej ręki niezbyt rozgarniętego pracownika tartaku.
- otwarcie nowej mennicy/wybijanie nowego nominału tamże i "wybicie" pierwszych monet w złocie w celu zaprezentowania ich podskarbiemu/królowi
- emisja kolekcjonerska/rocznicowa/upamiętniająca jakieś zwycięstwo/wydarzenie etc.

Pierwszy punkt możemy sobie od razu odrzucić. Rok 1623 w Bydgoszczy to już masówka, ilość półtoraków z tą datą to praktycznie szczyt produkcji tego nominału. Nie jest to żadna emisja "próbna", którą miałby zatwierdzić wysoki rangą urzędnik więc ta opcja odpada. Zaś moneta z 1635 to końcówka produkcji Szwedów w okupowanym Elblągu, bo po podpisaniu pokoju w Sztumskiej Wsi 12 września 1935 r. opuścili oni miasto. 
To niejako wiąże się z drugim punktem, gdyż może paść pomysł: "mogli przecież wybić monetę na zakończenie okupacji?". Raczej wątpliwe, a dlaczego - o tym będzie przy omówieniu w/w monety. 

Ok, bierzemy je na warsztat. Najpierw leci rocznik 1623 (dla wyjaśnienia - złoty półtorak nosi cechy nie jednego rocznika srebrnych protoplastów lecz kilku, stąd to zestawienie):

- w 1623 roku nominał był zapisywany w postaci 24 a nie Z4 jak to jest w przypadku 'złotka'
- w 1623 roku Sas był w ozdobnej tarczy ale nie tego typu. Tutaj aż ciśnie się określenie Sas w 'kartuszu' a jedyny rocznik z "bardziej" ozdobną tarczą graficznie przypominającą tą ze 'złotka' to 1620 (rzadka odmiana z taką tarczą)
- jabłko stylistycznie przypomina to z 1619 roku, w 1623 takiego po prostu nie ma
- obwódka w postaci sznura/kropek wpisanego w podwójną linię ciągłą na awersie i rewersie - znane są oczywiście półtoraki z przerywaną linią na awersie i/lub rewersie ale to są wcześniejsze lata (swoją drogą szykuję spory wpis na ten temat z małą [?] sensacją ale niestety zmuszony jestem czekać na materiały więc...) 
- interpunkcja na awersie 'złotka' to krzyżyki i kropki/gwiazdki zaś w roczniku 1623 na awersie w przeważającej większości interpunkcji po prostu brak a jeśli się pojawia to są to zwykłe, okrągłe kropki
- interpunkcja na rewersie w postaci 6-listnych "rozetek z dziurką (?)" również nie znajduje swojego odpowiednika w tym roczniku - są zwyczajne 6-ramienne gwiazdki, za to ozdobniki po bokach krzyża w postaci 4-listnych "kwiatków/rozetek" już w tym roczniku są obecne.
- korona wraz z tarczą herbową stylistycznie podobna do rocznika 1623
- styl czcionki również podobny (na tyle na ile można dokonać porównania dysponując zdjęciem zdjęcia...)
- ostatnia sprawa - wygląd rantu: wygląda on jakby był wycinany. Wszystkie półtoraki bydgoskie charakteryzują się równą krawędzią, w 'złotku' jest ona nieregularna. Nieregularny kształt rantu - jakby były wycinane ręcznie a nie np. dursznitem jest też cechą charakterystyczną dla półtoraków z hakami (domyślnie krakowskie), lecz w tym przypadku nie podejrzewam tego złotka o taki rodowód. Po prostu krążek mógł być wycinany ręcznie...

Na drugi rzut bierzemy Elbląg:


- pierwsze co rzuca się w oczy to inicjały M-P oczywiście Marsiliusa Philipsena - takowych nie znajdziemy w półtorakach z tego okresu
- ponadto na awersie mamy bardzo dokładnie (żeby nie powiedzieć za dokładnie) odwzorowane herby Szwecji - korony i Gotlandii - Lew na pasach. I właśnie tu leży Lew pogrzebany. Bo pasy za nim są ukierunkowane odwrotnie niż w półtoraku z roku... 1630 (później już ich nie było):

- oczywiście poza tym na awersie mamy delikatne różnice stylistyczne pozostałych elementów
- końcówka legendy niespotykana w żadnych innych rocznikach półtoraków z Elbląga: SVEC
- rewers generalnie "trzyma" styl półtoraków z tego rocznika aczkolwiek widać drobne szczegóły, w stylu krój liter etc.
- moneta była wybita stemplem i widać, ze rant jest regularny, stąd podejrzenie, ze został wycięty przy użyciu jakiegoś narzędzia (nie ręcznie jak w przypadku 1623) lub ewentualnie obrobiony później. Nie stwierdzimy tego niestety bez oględzin monety.

Podsumujmy

Złoty półtorak wybity - rzekomo - w Bydgoszczy wydaje mi się być monetą stworzoną specjalnie na "potrzeby" rynku kolekcjonerskiego. Chęć posiadania "ónikatu" jest silna a zbieranie monet jest to stare hobby. W XIX wieku istniał proceder produkcji fałszywych monet dla zbieraczy ale również tworzenia nowych, całkiem fantazyjnych "monet. Skoro Majnert stworzył nigdy nieistniejącego talara Zygmunta Starego z 1529 roku to co byłby za problem zrobić złotą odbitkę półtoraka? Trio Hausmann-Fajn-Igel, Sznejder, Aronsohn czy Broda też nie zasypywali gruszek w popiele. Wydaje mi się, że może to być tego typu fałszerstwo na szkodę kolekcjonerów. Wybicie w epoce złotego półtoraka z punktu ekonomicznego, ze "starą" legendą z oznaczeniami nominału, etc. jest zupełnie pozbawione sensu. Zresztą nie było nawet opcji, żeby mincerz ot tak wziął sobie złoty krążek i wybił dla hecy złota odbitkę (tak jak było to robione kilka lat temu). Prawo bicia złotych monet i wprowadzanie ich do obiegu to uprawnienie królewskie złamanie którego oczywiście traktowane było jak przestępstwo. 
Najprawdopodobniej kilkaset lat później jakiś "artysta" postanowił stworzyć taką odmianę ze złota i upłynnić na rynku kolekcjonerskim, bądź też jakiś kolekcjoner zamówił taką monetę chcąc zaszpanować przed innymi znajomymi.  

O ile w przypadku półtoraka z 1623 roku mamy do czynienia raczej na 99,9% z monetą stworzoną specjalnie na "potrzeby" rynku kolekcjonerskiego to w przypadku Elbląga można mieć pewne wątpliwości, o których należy wspomnieć. Istnieje teoria, wedle której mogła to być przymiarka do bicia guldena, wagowo odpowiadającego złotej marce a nie dukatowi. Oczywiście jest też możliwe, że jest to odbitka z "podrasowanego" oryginalnego stempla, który został zabrany z Elbląga. Nie wiadomo co na przestrzeni historii stało się ze stemplami, gdzie były później używane...? Ale to tylko gdybanie. 
Mimo wszystko również tutaj byłbym skłonny do przyznania elbląskiemu półtorakowi łatki falsa stworzonego dla/przez kolekcjonerów w celu urozmaicenia zbioru.

W obu przypadkach logicznym posunięciem byłaby analiza składu pierwiastkowego co mogłoby (ale nie musiało, jeśli za materiał posłużyły jakieś krążki z epoki) co nieco wyjaśnić ich pochodzenie.

Oczywiście to tylko domysły. Jeśli macie jakieś zdanie na ten temat napiszcie. A może coś jeszcze czai się w niezbadanych zakamarkach historii? Klipa półtoraka? :) 

czwartek, 12 grudnia 2019

Patyna okiem chemika

Dziś gościnny wpis Adama, czyli...

PATYNA OKIEM CHEMIKA


Z dyskusji w komentarzach (nie żebyśmy nie zeszli całkiem z tematu) zobowiązałem się napisać o patynie na monetach okiem chemika. Żeby wyjaśnić co i jak najpierw trzeba bardzo dokładnie opisać parę pojęć niektóre będą niezbędne do wyjaśnienia tematu.  Z częścią myślę, że nie będzie problemu ale część to moje definicje i obawiam się, że niektóre osoby mając inne zdanie mogą nie do końca zrozumieć cały „wykład”. 

Patyna – jest to produkt reakcji metalu z czynnikami w otaczającym go środowisku. Zaletą patyny jest pasywacja metalu, która zabezpiecza dany metal przed dalszym oddziaływaniem tego środowiska. Patyna jest związana strukturalnie z metalem. 

Pasywacja metalu – tworzenie się na powierzchni metalu szczelnej, stabilnej warstwy związku metalu bądź mieszanina tych związków. Pasywacja może być wywoływana naturalnie lub sztucznie. 

Korozja  - produkt reakcji metalu z czynnikami środowiskowymi który nie tworzy szczelnej warstwy pasywującej. Najbardziej znanym przykładem jest rdza (korozja stali).  Czasem rdza jest uogólniana do korozji, ale jest to moim zdaniem błąd. 

Szereg elektrochemiczny metali  – tutaj posłużę się definicją z Wikipedii: to zestawienie pierwiastków chemicznych o właściwościach metalicznych, według ich potencjału standardowego E0. Punktem odniesienia dla tego zestawienia jest elektroda wodorowa, której potencjał standardowy przyjmuje się umownie za zero.
Praktyczne znaczenie szeregu napięciowego metali wynika z faktu, że metal bardziej aktywny wypiera (poza niektórymi wyjątkami) metal mniej aktywny z roztworu jego soli, zaś dobrą miarą aktywności chemicznej metali jest ich potencjał standardowy.
Im bardziej w prawo tym bardziej związek jest odporny na działanie środowiska (oczywiście chemia byłaby nudna bez wyjątków więc i takie są). 

Lustro – jest to powierzchnia metalu nie skorodowana, bez patyny oznaczająca się wysokim połyskiem. 

Mennicza – moneta wychodząca z mennicy bez śladów użycia.  

Lustro mennicze – charakterystyczny połysk monety wychodzącej z mennicy. W przypadku długiego leżakowania w mennicy monety mogą nabrać patyny. Lub czasem jest im nadawana celowo czego słynnym przykładem są monety oksydowane. 

Osad – substancje środowiskowe, które przyległy do metalu nie powiązane z nim strukturalnie. 

To na ten moment chyba na tyle definicji. 

Co z tego wynika ? Że pod względem chemicznym warstwa patyny jest dobra dla metalu. Czasem nawet bardzo mocno. Przykład: aluminium zwane również glinem i kwas azotowy. Kwas azotowy(V) jest jednym z najmocniejszych kwasów a także bardzo dobrym utleniaczem.  Samo aluminium jest w stanie zareagować z wieloma kwasami tworząc ich sole (połknięcie glinu spowoduje odbijanie się wodorem – reakcja z kwasem solnym). Ale akurat w przypadku kwasu azotowego jest niereaktywne. Przynajmniej na to wygląda. Prawda jest taka, że dzięki działaniu utleniającemu kwasu na powierzchni aluminium tworzy się  warstewka tlenku. Ta warstwa jest tak szczelnie przylegająca i odporna na działanie kwasu, że wygląda na to, że nie ma reakcji. Sam kwas azotowy dzięki tym samym właściwościom reaguje z zarówno z miedzią i srebrem – metalami bardzo odpornymi na wpływ środowiska. 

Kolekcjonerzy monet wybitych przed XIX wiekiem mają te szczęście, że do ich bicia wykorzystywano głównie 3 metale – złoto, srebro i miedź. Są to metale dość odporne na działanie większości czynników środowiskowych dzięki czemu tyle ich przetrwało do naszych czasów. Nie są one oczywiście magiczne i wytrzymują wszystko, ale zawsze to coś. Inaczej jest gdy do bicia monet używano właśnie wspomnianego wcześniej glinu, cynku czy żelaza. Te metale są znacznie bardziej reaktywne co czyni niebezpiecznym usuwanie ich patyny. Żelazo, które było wykorzystane do bicia monet w okolicach roku 1917 zostało (najprawdopodobniej jeszcze w mennicy) pokryte warstwą magnetytu – dosyć dobrze zabezpieczającego przed tlenem atmosferycznym. Jednak gdy środowisko zmieni się na kwaśne pojawia się korozja. Z tymi metalami trzeba być naprawdę ostrożnym i nie wiem czy warto bawić się w usuwanie patyny na nich. 

Ale wróćmy do monet ze stopu srebra na których teraz bardziej się skupię. 
Choć wspomniano w definicji patyna nie jest niczym złym. Ale też nie zawsze prezentuje się ładnie. I to niezależnie czy ktoś pomógł w jej powstaniu czy powstała w sposób naturalny. I tu wchodzi drugi czynnik. Często trudny do określenia – ludzki gust. O ile złota czy tęczowa patyna (rozszczepiająca światło) podoba się znakomitej większości to patyna idąca w stronę zieleni czy czerni już nie ma tylu miłośników. Nie zamierzam wyrokować czy usuwać patynę czy nie (za to uważam, że raczej powinno się usuwać osady). Ale fajnie by było wiedzieć kilka rzeczy:

1) Patyna to część monety – w swoim składzie zawiera metal z monety.
2) Patyna może się błyszczeć – wszystko zależy od tego jaki związek (lub mieszanina związków) powstała na monecie. O ile pojęcie połysk jest w tym momencie prawidłowe to użycie „lustro mennicze” niekoniecznie.
3) Patyna w szczególności na monetach z metali szlachetnych nie musi pokrywać całej monety. Nasze oczy są niedokładne, ale każdy wie jak działa drukarka atramentowa. Małe kropeczki tworzą dla nas całość. Podobnie może być na monetach – punkciki spatynowane leżą obok niespatynowanych (z lustra) i nasze oczy łączą to w całość. 
4) Nierównomierna patyna – ciemniejsza w zagłębieniach najprawdopodobniej powstaje przez trudności w usunięciu cieczy (pamiętajcie, że mówimy tu o warstwach dla nas niezauważalnych) w małych z małych przestrzeni osłoniętych „ścianami” wystających elementów. Dlaczego piszę o cieczy? Bo reagent w postaci gazowej dotrze wszędzie w miarę równo. Nie przemawia natomiast do mnie teoria, że patyna powstaje w tym miejscu bo nie ma tam „ścierania” patyny. Zeszła komuś patyna od pocierania palcami ? Wątpię. Oczywiście jest możliwe, że została ona częściowo usunięta przez jakieś chemikalia które ktoś kiedyś miał na palcach gdy dotykał monety. 
5) Reakcja odwrotna do patynowania w warunkach domowych jest praktycznie niemożliwa od odwrócenia. Znam dwie możliwości usunięcia patyny:


6) Usuwanie mechaniczne – zło tego świata gdyż poza patyną najczęściej usuwa więcej metalu nie mówiąc już po pozostawieniu rysek różnych wielkości w zależności od zastosowanego środka ściernego. Chyba każdy stwierdzi, że choć moneta będzie się błyszczeć to nie można tutaj zastosować pojęcia lustra menniczego

7) Usuwanie chemiczne. Polega na zastosowania środka który przereaguję ze związkami tworzącymi patynę. Gorzej jeśli reaguje również z metalem. Szczególnie może to dotyczyć związków kwaśnych, które mogą po usunięciu patyny dalej reagować z metalem. Im metal jest bardziej w lewo w szeregu elektrochemicznym tym łatwiej taka reakcja zachodzi. Bardziej perspektywiczne dla mnie są związki kompleksujące jony metali a produkt tej reakcji jest rozpuszczalny w rozpuszczalniku, w którym prowadzimy reakcję (np. woda) Najczęściej nie łączą się one dalej z metalem. I w tym przypadku da się uzyskać coś co dla nas jest praktycznie identyczne z lustrem menniczym, ale nim nie jest. Dlaczego? To co było lustrem menniczym zostało właśnie rozpuszczone w roztworze. 

Żadnych porad praktycznych tutaj nie będzie – każdy kto czyści monety ma swoje sposoby jedni lepsze drudzy gorsze. Chodziło tylko o usystematyzowanie wiedzy czym jest patyna i jakie mogą być konsekwencje eksperymentów. 

sobota, 7 grudnia 2019

Półtoraki w Biuletynie Numizmatycznym

Witam

Dziś znów trochę na luzie ale tematycznie. Ostatni wpis odnośnie siewskich czechów powstał na podstawie artykułu sprzed niemal 50 lat. Uznałem, że przytoczenie faktów opisanych przez pana Anatola Gupienieca na temat tej wyjątkowej monety na pewno nie zaszkodzi. 

Dziś z kolei chciałbym zachęcić do sięgnięcia po nowszą i zapewne łatwiejszą do zdobycia literaturę a mianowicie Biuletyn Numizmatyczny nr 1 (389) 2018, gdzie były dwa artykuły na temat półtoraków:
- pierwszy o tzw. "małych" koronach z rocznika 1625 autorstwa Cezarego Chełchowskiego
Czasami okazuje się, że półtoraki i szelągi mają ze sobą co-nieco wspólnego...

- drugi o półtorakach Jana Kazimierza z lat 1658-59 i 1661-1662 Łukasza Ciury.

Pozwolę sobie umieścić tutaj link do video nagranego przez Marcina z blogu SpodStempla :


poniedziałek, 2 grudnia 2019

Ukraińskie półtoraki cz. II - SIEWSKIE CZECHY

Historia mennictwa zna przypadki monet, które swoją urodą, jakością, popularnością, czy też mieszanką tych cech sprawiały, że były popularniejsze od innych. W poprzedniej części wspomniałem o naśladownictwach półtoraków, które próbowały - jak widać niedostatecznie - wypełnić lukę po zakończonej w 1627 roku produkcji drobnej monety. Jako, że za czasów Władysława IV Wazy nie podjęto bicia półtoraków powoli zaczęto odczuwać brak tej monety a ludność zaczęła ją "chomikować" na czarną godziną.
Kiedy w 1654 roku na mocy ugody perejasławskiej Ukraina została poddana władzy rosyjskiej dopływ drobnej monety z Rzeczpospolitej drastycznie się zmniejszył. Zaczęły pojawiać się za to rosyjskie kopiejki (o lepszej próbie srebra!), które były wymieniane z półtorakami w w stosunku 1:1. Jednak były niechętnie przyjmowane przez ukraińską ludność, ponoć nawet odmawiano przyjmowania kopiejek.
Problem stawał się coraz poważniejszy, więc hetman Iwan Samojłowicz próbował uzyskać pozwolenie u cara na bicie monety. Pierwszy pomysł, że moneta będzie "ogólnorosyjska" upadł lecz w ciągu dwóch lat negocjacji ustalono, że hetman będzie mógł bić monetę, która będzie jednak mogła być puszczana w obieg tylko na terenie Ukrainy. Moneta miała być wybijana w Putywlu, pozwolenie opiewało na wybicie ok. 1600 kilogramów monet ze srebra próby 32 (1cz. srebra + 2 cz. miedzi), czyli podobnie jak w przypadku półtoraków. Oczywiście zamiast tarczy herbowej jaka była stosowana w półtorakach czy naśladownictwach miał znajdować się carski dwugłowy orzeł, tytuł carski,  imię cara oraz jego otczestwo, miejsce bicia i data 1677. Kiedy wszystko było już przygotowane nagle... car zmarł. Bicie monet zaś wstrzymano. Czemu? Powody nie są jasne, ale znając życie jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi właśnie o pieniądze. Są niejasne uwagi o nadużyciach administracyjnych. 
Kolejne podejście do bicia monety ukraińskiej pod rosyjskim protektoratem podjęto w latach 1686-1687. Zmieniono miejsce, tym razem był to Siewsk (gubernia orłowska). Monety bito techniką walcową, co było rzadkością:
Siewski czech sprzedany na 68 aukcji WCN, pozycja 916
Awers: I(oannes) A(lexii filius) P(etrus) A(lexii filius) D(ei) G(ratia) C(zari) & M(agni) D(uces) T(otius) M(agne) & P(arve) & A(lbae) R(ussiae) A(ucrotores)
Rewers: MON(eta) NOV(a) FActA SIEV(sk) A(nno) 1686

No i byłoby dobrze, gdyby coś nie poszło źle. 
W edyktach carskich z 25 lipca i 16 października 1687 roku jest wspomniane, że o bicie tych monet zabiegał Iwan Samojłowicz jednak nic nie ma o efekcie tych starań. Następnie mowa jest o tym, że ani ludność miast ani kozacy nowej monety przyjmować nie chcieli. Ponadto sam hetman Samojłowicz nie rozesłał uniwersałów nakazujących przyjmowanie tej monety. Nowe uniwersały kazano wystosować hetmanowi Mazepie, który rozkazał - pod karą śmierci - przyjmować nowe monety na równi z innymi półtorakami krążącymi na terenie Ukrainy. Edykt z października również nakazywał wszystkim przyjmować nową monetę, pod groźbą śmierci.
Sęk w tym, że pomimo tak drakońskich środków ludność, w tym urzędnicy państwowi (którym wypłacano pensje w siewskich czechch) przyjmować ich nie chcieli! Zaświadcza to m.in. wojewoda Siewska, który wspomina o głodzie i "powstaniu" (!?) z uwagi na niechęć do nowej monety. Powodem jakoby miała być niższa niż w polskich półtorakach czy rosyjskich kopiejkach zawartość srebra. 
W końcu zapadła decyzja, żeby na Ukrainie w obiegu pozostały tylko rosyjskie monety i ew. polskie półtoraki. Pieniądz bity w Siewsku przestał funkcjonować na Ukrainie. 
Istnieje prawdopodobieństwo, że finalna uległość Moskwy w sprawie siewskiego czecha była podyktowana obawą o powtórkę z miedzianego buntu z 1662 roku, kiedy to w wyniku wprowadzenie miedzianej monety i ogólnego kryzysu w Rosji doszło do powstania, w wyniku którego życie straciło ok. 1000 osób. 
Wracając do samej monety stanowiła ona swego czasu niezły orzech do zgryzienia dla badaczy. Awers składający się z piętnastu (!) liter mógł niejednego zmylić. Dopiero w 1872 Julius i Albert Erbstein poprawnie zidentyfikowali tę monetę, zaś hrabia Emeryk Hutten-Czapski poprawnie ją opisał kilka lat później:
Известия Императорского Археологического общества. - 1877, Т VIII. 134–137

Nie trzeba chyba wspominać, że moneta jest bardzo rzadka a jej znane egzemplarze osiągają na aukcjach wysokie ceny. Najbardziej znana jest chyba w/w moneta, która pojawiała się na trzech (sic!) aukcjach WCN w 2005, 2010 i 2017.
Oczywiście "rynek numizmatyczny" nie byłby sobą, gdyby nie były dostępne kopie tych monet :
Fałszywy siewski czech falsyfikat kopia

Wpis powstał na podstawie artykułu Anatola Gupienieca "SIEWSKI >CZECH< LUB PÓŁTORAK UKRAIŃSKI", Biuletyn Numizmatyczny 3/1970, 41-44.

Koniec wakacji

Ach, sezon urlopowy, oderwanie od codziennego kołowrotu, ciepła pogoda, nocne słuchanie świerszczy, wycieczki... Właśnie to się skończyło. J...