Szybka podróż tam i z powrotem.
Niemal jak rok temu do i z Warszawy. Może się okaże, że będzie to nowa, świecka tradycja... Pożyjemy, zobaczymy.
Na początku pozytywnie nastroiła mnie lokalizacja mojego noclegu:
Szybko okazało się, że coś jest na rzeczy.
Ewidentnie za mną chodzi...
No cóż. Namówili (już sporo po południu).
Obiad był przepyszny. Obok mnie siedziała starsza para Japończyków, po drugiej stronie chyba Portugalczycy. Tylko Zygmunta akurat nie było widać. Widać pilnował zamku, lecz zastanowiłem się jak wyglądało tu 400 lat temu. Czy też załatwiając sprawy można było zjeść i wypić wśród cudzoziemców, gdzie rodzimy język nawet rzadziej się słyszy niż inne?
Po zapełnieniu brzucha trzeba było się pokręcić po Starym Mieście. Na szczęście dzień był taki jaki lubię: słonko, umiarkowana temperatura, trochę wiatru. Tłumów też nie było.
W końcu jednak trzeba było skierować kroki na ulicę Jezuicką.
Wkrótce sala zaczęła się zapełniać.
Sam wykład odbył się (mam taką nadzieję) bezproblemowo. Oczywiście miałem chwilę grozy, kiedy okazało się, że na moim pendrivie nie znalazłem wersji pdf, którą specjalnie przygotowałem (bo mniejsza, i "na wszelki wypadek"). Na szczęście była oryginalna wersja przygotowana w Power Poincie, która ruszyła bez problemu. Potem dyskusja i kolejna ale już w węższym gronie.
Ostatnio byłem tak pozytywnie nastrojony po wyprawie w Tatry.
Tylko tam było zadowolenie ze zmęczenia, obcowania z naturą i zdobycia
punktu na mapie, tu z możliwości podzielenia się swoją pasją, kontaktu z
innymi ludźmi oraz "zwyczajnej" rozmowy z nimi.
Przy okazji nabyłem 13ty (wykład też był 13go) numer Warszawskiego Pamiętnika Numizmatycznego.
Część interesujących mnie artykułów przeczytałem w pociągu, w drodze
powrotnej. Jest tam m.in. artykuł Marcina Żmudzina o trojakach ryskich.
Akurat sam nominał mało mnie interesuje ale poruszana jest tam kwestia
prasy walcowej, co z racji m.in. wczorajszego wykładu jest dla mnie
bardzo ciekawe.
Ok, a teraz "zagadka". Jeszcze w nawiązaniu do ostatniego wpisu, gdzie tłumaczyłem dlaczego ostatnio blog pokrył się kurzem... Porządkując torbę przed wyjazdem znalazłem tego półtoraka, którego kupiłem w listopadzie zeszłego roku. A mówią, że to kobiety w torebkach mają chaos.
"Zwykły" Bydgoszcz z ostatniego roku bicia, ze sporym przesunięciem na rewersie. Nic nadzwyczajnego, kupiłem go po cenie wywoławczej. Ale właśnie ten rewers, a dokładnie to co się podziało skłoniło mnie do wydania pieniędzy na ten... pieniądz. Póki co nadal zastanawiam się co tam się podziało.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz