Stwierdziłem, że raz na jakiś czas przyda się odskocznia. Co prawda tworząc blog określiłem się w jakim "zakresie" tematycznym będę tu publikował ale monogamia jest nudna ;) Oczywiście w odniesieniu do numizmatyki. Nawet Adam na swoim fanpejdżu na fb co rusz robi skok w bok ku szelągom.
Parę szelągów mam ale bardziej dla uzupełnienia zbioru. Kierując się ku półtorakom bardziej "kręciła" mnie sprawa, że nie były "dobrze" skatalogowane i co rusz wyskakiwała jakaś nowa odmiana. W przeciwieństwie np. do trojaków, gdzie biblią dla ich fanów była monografia Igera, ortów z wyznawcami Szatalina, etc... A szelągami zajmował się np. Dariusz Marzęta. Na jego blogu zresztą na początku mojej numizmatycznej ścieżki* udało mi się wygrać dość ciekawy konkurs, który dotyczył facjat króla. Jednak pomimo zwycięstwa trojaki obszedłem szerokim łukiem. Patrząc na mój aktualny zbiór, ilość tych monet jest nad wyraz ascetyczna.
* Może uściślijmy - wtedy dokładnie na początku 3 etapu zainteresowania numizmatyką. 1 etap to była dziecinna zabawa z PRLem, monetami ze świata, które wujek wysypał ze swojej szuflady, kilka pierwszych lat 2złotówek z NG (m.in. Zygmunt August z 1996 kupiony za 20 złotych :P). Potem przerwa i zagłębianie się w II RP (nomen omen 2-gi etap). Po chaosie z PRLem, NG i resztą przyszedł czas na ustabilizowanie się i zakup pierwszego konkretnego "katalogu" - a mianowicie opracowania pana Jerzego Chałupskiego dla monet międzywojennych. Kawał świetnej literatury po tych wszystkich corocznych edycjach Fiszerów z cenami z kosmosu. To powinno być karalne. Pamiętam jak na targu staroci w Będzinie oglądałem monety międzywojenne i spytałem się o cenę 5 złotych ze statkiem. Pan starszy spojrzał na monetę, wyjął katalog (jaki to możecie łatwo odgadnąć) i wypalił mi cenę jak za stan I. Nie muszę też mówić chyba, że moneta pięknych nie była. Stan III to max. Oczywiście słyszałem, że to taki tradycyjny sposób, że można się targować itd, itp. Możliwe, ale jakoś nie miałem ochoty, skoro sprzedający ewidentnie traktuje mnie jak idiotę/frajera do skrojenia. Jak kupuje się chleb to nie słyszy na dzień dobry ceny typu "sto złotych panie drogi". Możesz się targować i można zejdziesz do dwudziestu-trzydziestu złotych. Tylko po co, skoro można kupić w sklepie za 1/2-1/3 tej ceny? I jeszcze paragon się czasem dostanie jak sprzedającym jest firma. Aha - raz kątem ucha usłyszałem rozmowę "dziadków" na straganie, już wiele lat później: "dziś to nie ma kupowaczy, są sami oglądacze". Jakby to powiedzieć, panowie drodzy, sami sobie zgotowaliście ten los.
Kończąc ten wątek stwierdziłem, że II RP jednak fajna jest ale ja chciałbym "zejść niżej". Średniowiecze ciągnęło (nadal bardzo ciągnie) ale wtedy nie miałem praktycznie żadnej wiedzy. Nowożytność już była łagodniejsza (wiedza/cena/dostępność) ale jak już pisałem mój wybór padł na półtoraki Zygmunta III Wazy. No ale ze zbiorem (wysoce) wyspecjalizowanym jest m.in. taki problem, że traci się perspektywę. Dlatego po nasyceniu zbioru pewną ilością półtoraków zacząłem rozglądać się za innymi nominałami i władcami.
No i stwierdziłem, że grosze w sumie fajne też są. No i znowu pojawia się Adam z jego katalogiem groszy Zygmunta III Wazy z lat 1623-1627. Żeby nie robić znów mu konkurencji "poszedłem" we wcześniejsze grosze (choć parę z ostatnich lat bicia jednak mam, nawet ilustrowane w jego katalogu xD). Zachęcił mnie m.in. wykład Marcina Żmudzina ze znanego (niedawno reaktywowanego blogu Spod Stempla):
Warto też wysłuchać drugiej części (tam nawet zostałem wspomniany :)
Nie zatrzymałem się tylko na groszach ZIIIW, bardzo dużo dały mi rozmowy z Grzegorzem Romańczykiem na temat groszy Zygmunta I Starego. Te też w miarę możliwości włączam do zbioru, choć przyznaję, że ciężej coś fajnego trafić gdy na horyzoncie są też np. grosze Batorego :D Póki co do zdobycia są jeszcze grosze Zygmunta II Augusta. Jakoś nigdy nie mam do nich szczęścia w licytacjach. Grosza krakowskiego Kazimierza Wielkiego chyba sobie odpuszczę ;), musi wystarczyć piękny grosz praski (też ilustrowany).
Przejdźmy jednak do rzeczonego portretu. O co z nim chodzi? Jeśli obejrzeliście pierwszy film o groszach to w 18 minucie Marcin wspomina o popiersiu w płaszczu grosza olkuskiego z 1594:
Tutaj akurat moneta z aukcji WCN z wyraźniejszymi detalami.A teraz porównajmy te dwie twarze:

Tą po prawej wyciąłem w programie graficznym z w/w grosza. A kto mi powie, z jakiej monety jest ta po lewej? I czy ten sam artysta mógł je zrobić? Detal w postaci krzyża/kuli na czubku korony wydaje się, że można pominąć. Na moje oko (i nie tylko moje) to efekt pracy tego samego człowieka.
Dla przypomnienia - grosze z lat 1593-1594 roku z Olkusza walcowano. Trojaki z walca pojawiają się już w 1592 roku ale twarz jest groteskowa, z długim kinolem:
Dopiero w 1593 być może mincerz nabrał wprawy i zarówno trojaki,
jak i grosze,
wyglądają stylistycznie bardzo podobnie.
W 1594 trojaków z walca już nie ma (a przynajmniej mi o tym nic nie wiadomo), ale grosze nadal są tłoczone. Oczywiście, tak jak mówił Marcin Żmudzin przeważają popularniejsze odmiany, tożsame jeśli chodzi o wygląd z wcześniejszymi groszami z 1593 roku.
![]() |
Monetka też ilustrowana... w katalogu ś.p. Dutkowskiego w PN |
Jednak z jakiegoś powodu na emisjach z płaszczem nie ma Dzbanka (nie wiemy nic o osobie, do która "legitymuje" się tym znakiem menniczym). Pisał zresztą o tym też Dariusz na swoim blogu.
No i teraz pytanie, gdzie ten portret (z grosza z 1594 z płaszczem) mógł się powtórzyć? W Olkuszu? Ja nie znalazłem, choć może za słabo szukałem.
Znalazłem za to gdzie indziej. Gdzie?
.
.
.
.
.
.
.
W 1596 i to w Poznaniu!
I w 1597 też. Potem już tego charakterystycznego portretu nie udało mi się namierzyć.
Jak narazie wyszperałam w sieci "Zarysy do dziejów mennic koronnych Zygmunta III w szesnastym wieku" i mam zamiar jeszcze raz (kiedyś ją pobieżnie przejrzałem) przeczytać.