Mam i ja.
Z samego ranka aplikacja wiadomej firmy poinformowała mnie, że w skrytce czeka na mnie przesyłka. Niestety z jej odbiorem musiałem poczekać do godzin popołudniowych a do "usiąścia na spokojnie" poczekać do godzin nocnych. Ot, uroki posiadania młodego pokolenia. Każdy kto miał wie, a sporo osób jeszcze nie mających zapewne się przekona.
A swoją drogą, w młodym pokoleniu (oby) siła. Ja (nie)stary piernik próbowałem zaprzęgnąć GIMPA, żeby porównywać rewersy monet i poległem. W kontakcie z AI dostaję wysypki. A może to nasi synowie (lub córki) odkryją w końcu gdzie np. bito półtoraki z hakami w latach 1614-1618? Nie, żebym intensywnie szukał ale rzucił mi się m.in. wpis Niemczyka, lub zupełnie nieznany mi blog sklep, gdzie to nawet zgrabnie opisano.
![]() |
| (by Aiaj) https://raczkujemy.pl/wp-content/uploads/2024/09/monety-kolekcjonerskie-dla-dzieci.webp |
Nie będzie tu recenzji, bo nie czuję się w żadnym razie merytorycznie przygotowany do dyskusji na temat mennictwa Jana Kazimierza. Ale publikację z chęcią nabyłem, gdyż jestem wielkim fanem poszerzania wiedzy, która do tej pory była traktowana jako objawienie "mene, mene, tekel, upharsin". Czyli policzono ile jest monet (skala rzadkości monet i te słynne eRki). Zważono, więc wiadomo co jest czym. Podzielono na mennice, zarządców, mincerzy...
A często okazuje się, że to co nawypisywali nam niektórzy autorzy katalogów to czasem półprawda, która popychana w świat dobrymi chęciami i nieraz brakiem weryfikacji źródeł zmienia się w kłamstwo. I te kłamstwa potem żyją, są powielane niczym święte słowa mędrców. Próba naprostowania zaś jest długa i żmudna, bo niektórzy nie lubią sięgać do nowej literatury. Starego psa nie nauczysz przecież nowych sztuczek! I tak przy boratynkach w dobie katalogów pana Wolskiego (nie twierdzę, że łatwych) wolą sięgać po Niemirycza. Ogólnie pojęta Polska Królewska? Kopicki! Ale ten z 1995 roku oczywiście. Albo Kamiński i Kurpiewski. Ciekawe, czy kupując Mercedesa za kasę z prowizji sięgają po książkę telefoniczną i zamawiają papierowy katalog?
Same zaś "Monety półtoragroszowe..." są niemal tym, czym chciałem, by były "Półtoraki Wazów" z 2022.
Mamy tu soczyste opisy, czy to jednego bardziej znanych fałszerstw półtoraka, którego skromną namiastkę umieściłem na blogu. Z innych fałszerstw mamy oczywiście "słynnego" archanioła:
![]() |
| https://onebid.pl/pl/monety-polska-jan-kazimierz-korona-poltorak-kolekcjonerski-1666-z-archaniolem/2768272 |
Bardzo cieszy, że Autorzy często i gęsto rzucają cytatami ze starej (mniej lub bardziej) literatury. Jeszcze lepiej, że w ruch poszły kwerendy w muzeach. Chciałbym powiedzieć, że szkoda, że tak mało (choć ja nadal próbuję wydobyć od MAiE w Łodzi dwie foty półtoraków...), ale MNW i MNK to w sumie "topki" jeśli chodzi o zbiory numizmatyczne.
Cieszy też, że Autorzy przegrzebali archiwa aukcyjne (choć nie mamy informacji o archiwum Violity, a jest tam w czym szukać, zwłaszcza przed 2022). Bardzo dobrze, zaś, że przejrzeli archiwum allegro, bo serwis ten stwierdził, że archiwum mu niepotrzebne, skoro przemianowuje się w onlinowy sklep pieluch i ogólnego badziewia (idąc w konkury z Czemu).
Zmieniając temat. Niestety, żaden z moich "Janków" nie jest ilustrowany... ;P
![]() |
| 1659 wybity "połowicznie", 1662 z ozdobnikami przy tarczy, 1662 bez tarczy wokół Snopka i 1662 bez tarczy wokół 3. |
Jutro (jak dzieciarnia da) mam zamiar zabrać się za zgłębienie "żywotów nieświętych".
Na minus - spis literatury :P Nie sama literatura (broń boże - wszystko jedno który), lecz sposób jej cytowania i później umieszczania w spisie. Gdybym był recenzentem to bym pogryzł taką pracę.
Oczywiście to jest tzw. przyczepianie się na siłę. Na dobrą sprawę można zrzucić to na pana Ejajeczka, co w sumie było dla mnie pewną nowością (czytając wstęp). Cóż. Jak mówiłem...
Nakład to ponoć 100 sztuk. W porównaniu, np. z opracowaniem monet PRLu (też nowinka wydawnicza!), to ledwie 1/10 tego. W sumie kusiło mnie, żeby to kupić. Ach, nowe mieszkanie, więcej powierzchni użytkowej, można kupować literaturę. Tylko... żeby stała i się kurzyła? PRL (nie chcę się narazić) ale powoli mnie nudzi. Monety mam, ale głównie zbierane z dzieciaka. Być może zarażę nimi swoje dzieciaki? Choć córce co jakiś czas odpalam moje monety z XVII wieku jako "zajawkę". Może trzeba nakupić jakiegoś "złomu", żeby mieć więcej zanęty? Tylko nie chcę jej dać nieczytelnego kawałka blachy, a już za średnio czytelne okazy sprzedawcy każą sobie bulić jak za zboże. Niektórzy powiedzmy, dosyć dużo a innych to już totalnie powaliło w dekiel. Dla przykładu jak się w pisze w wiadomy serwis "grosz koronny 1612" to wyskakują 3 opcje:
Pierwsza opcja za niemal sto złotych - moneta nadłamana. Nie dam dziecku monety nadłamanej bo szybko będzie złamana. A dziecko zepsutymi rzeczami się nie bawi. Ostatnia za ponad trzysta wygląda na najlepszą, ale ja za swoje ładniejsze egzemplarze dawałem mniej. Środkową opcję zostawiam jako żart sytuacyjny. Nie znam nikogo, kto za takiego wycierucha dałby 800 złotych. Typowe łowienie frajera.
Nie ma podsumowania. Bo i czego? Recenzja to przecież nie była, a uwagi mogły się przecież pojawić :D Pozostaje kupić, przeczytać, (do wyboru) pokłócić się a Autorami/zachwycić się ich odkryciami i korzystać przez lata.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz